Tagi

, , , , , , , , , ,

Ostatnią wycieczkę z Banaue (wyspa Luzon) zaczęłam o 8:30 rano. Tym razem miałam zobaczyć tarasy ryżowe w Batad i Bangaan. Najlepiej odwiedzić te miejsca od marca do maja kiedy to na Filipinach jest pora sucha, natomiast w górach Luzonu jest zielono. Warto ubrać dobre buty i wziąć z sobą wodę – jest bardzo dużo chodzenia i w upale na pewno będzie się chciało pić.

Jechałam trycykle i najpierw mój kierowca go zatankował 🙂

Potem zatrzymałam się w miejscu widokowym skąd widać było przepiękne tarasy ryżowe.

Podczas jazdy musiałam wysiąść z trycykla i podejść kawałek pieszo ponieważ były strome zakręty.

Następnym przystankiem był sklep z tarasem widokowym. W sklepie można kupić napoje, paczkowaną kawę, kartki pocztowe, bluzki i inne rzeczy. Kupiłam tutaj kartki pocztowe za 35 pesos każda.

Potem pojechałam dalej do miejsca, w którym zaparkowaliśmy trycykla i poszliśmy dalej pieszo.

Kierowca trycykla był moim przewodnikiem i razem zaczęliśmy schodzić w dół. Droga była różna i czasem szło się lepiej, a czasem gorzej.

Co jakiś czas widziałam tablice z informacjami o noclegach. Można tutaj zanocować, ale te miejsca są oddalone od większych miejscowości. Dodatkowo często do miejsc noclegowych trzeba się nieźle nachodzić i gdy niektóre z nich mijałam to myślałam, że jestem naprawdę na niezłym zadupiu. Jednak widok z tych miejsc noclegowych na pola ryżowe jest wspaniały.

Idąc zobaczyłam tablicę z napisem Batad i z informacją, że jest to miejsce pod patronatem UNESCO. Te tworzące jakby amfiteatr tarasy ryżowe znajdują się na wysokości 1100 metrów.

A to widok na jedne z ryżowych tarasów koło których przechodziłam.

Poszłam dalej i znalazłam się przy sklepach. Można tutaj kupić wodę i inne napoje.

Stąd widać już było moje docelowe miejsce – to ta wioska na samym dole znajdująca się wśród tarasów ryżowych.

Schodziłam zatem coraz niżej. Zatrzymałam się na chwilę w Gudda Restaurant, aby zrobić zdjęcia. Myślałam, że w powrotnej drodze zatrzymam się tutaj na obiad, ale nie miałam niestety na to czasu. Pokazałam jednak na zdjęciu menu.

A to widok z tarasu tej restauracji na wioskę do której szłam.

Poszłam dalej ciągle schodząc coraz niżej… Jak tak schodziłam coraz niżej to myślałam sobie też o mojej drodze powrotnej i o czekającym  mnie wejściu pod górę.

Następnie zatrzymałam się w Ramon Homestay. Tu można było napić się kawy, a z tarasu pooglądać wspaniałe widoki.

Zobaczyłam tu także stare domy. W konstrukcji tych pali na górze były drewniane, okrągłe nakładki – to ochrona przed gryzoniami (dzięki nim nie mogły dostać się do środka).

Na drzwiach zobaczyłam stare zdjęcia, które przedstawiały jak ta wioska wyglądała kiedyś i jak wygląda obecnie. Jak widać doszła tutaj cywilizacja i już wszystko wygląda inaczej… Niemniej jednak zachowała się jeszcze tradycyjna zabudowa z drewna i słomy.

W tym miejscu przewodnik pokazywał, jak oczyszcza się zerwany ryż (należy tak złapać, aby ryż oberwać od razu z całej łodygi). Potem te ziarna ubija się w specjalnym naczyniu (około 300 uderzeń), a następnie przesiewa przez sito.

Po tym 30-minutowym wypoczynku poszliśmy dalej w dół. Szłam m.in. po takim murku.

W pewnym momencie okazało się, że już jest późno i jeżeli chcę pojechać do piękniejszej wioski to już nie zdołam pójść dalej. Zatem zrobiłam zdjęcia

i ruszyłam w drogę powrotną do miejsca, w którym stał nasz trycykle.

No i potem pojechałam do Bangaan – przepięknego miejsca położonego wśród tarasów ryżowych. Zobaczyłam je już z góry i mnie zauroczyło.

A potem wraz z moim kierowcą zaczęłam schodzić na dół.

Szłam po schodach i betonowych murkach.

Im byłam niżej tym bardziej mnie wszystko zachwycało.

W oddali widać kościół. Podczas mego pobytu był zamknięty ponieważ jeden ksiądz ma pod sobą 18 wsi i bywa tutaj w co którąś niedzielę.

Można tu kupić maski, naszyjniki i inne pamiątki.

Pochodziłam trochę po tej wsi.

A potem zaczęłam drogę powrotną. Szłam dość szybko ponieważ uciekałam przed deszczem, który nadciągał. Gdy tak szłam pod górę zobaczyłam turystów z przewodnikiem, którzy schodzili w dół. Wiedzieli, że złapie ich deszcz, ale chcieli zobaczyć to miejsce.

 

Jak zaczęło padać to tak, że nic nie było widać i zatrzymaliśmy się w Bangaan Family Inn Restaurant na obiad. Zjadłam ryż z warzywami.

Pogoda trochę się poprawiła i postanowiliśmy jechać dalej.

Jednak potem znowu zaczęło padać. Dobrze, że kierowca pożyczył pokrowiec i przykrył nim trycykla – dlatego nie zmokłam. Zajechałam do mego hotelu w Banaue (Bogah Homestay), przebrałam się i kierowca zawiózł mnie na przystanek autobusowy w Banaue ponieważ tego dnia o 18:30 wracałam już do Manili.

Autobus przyjechał punktualnie. A tak wyglądają bilety. Widać, że kosztują
490 pesos ponieważ dziurki są na 400 i 90. Na bilecie wpisany jest również numer miejsca.

Informacja o wifi jest przy wejściu do autobusu. Odbiera całkiem nieźle.

Miałam dojechać do Manili na 4:30 rano, a dojechałam na 5:30. Niestety tak tutaj jest, że autobusy się spóźniają i trzeba brać to pod uwagę.

Reklamy