Tagi

, , , , , , ,

Z hotelu w Iloilo (wyspa Panay) pojechałam taksówką na lotnisko ponieważ miałam lot do Puerto Princesa na wyspie Palawan. Z kierowcą umówiłam się, że płacę tyle ile wskaże licznik + 50 pesos za wjazd na lotnisko.

Na liczniku wybiło 298 pesos. Kierowca jechał specjalnie wolno, ale gdy zwróciłam mu uwagę, że inne auta nas mijają i niebawem minie nas też rower to przyspieszył. Taka wolna jazda to standard wśród taksówkarzy w tym kraju. Natomiast na lotnisku okazało się, że 50 pesos owszem kosztuje wjazd na lotnisko, ale na 24h. Przed wejściem do budynku była bardzo duża kolejka i nim weszłam do środka minęło 25 minut – trwa to tak długo ponieważ każdy po przekroczeniu drzwi wejściowych musi położyć bagaż do sprawdzenia i przejść przez bramki.

Następnie poszłam oddać bagaż – tu też była kolejka. Miałam lecieć linią Cebu Pacific.

Na lotnisku można kupić lub doładować kartę SIM Smart – jest wydzielone stoisko.

Następnie chciałam coś zjeść. Lotnisko jest małe i przed bramkami jest tylko jedna restauracja, która podaje głównie dania mięsne. Kawa i grzanki z serem i pomidorem kosztują 200 pesos. Z kolei porcja samego ryżu kosztuje 30 pesos.

Następnie przeszłam przez kontrolę bezpieczeństwa. W tej części są miejsca gdzie można zjeść, kupić koszulki czy inne pamiątki. Można również naładować darmowo telefon.

Niestety okazało się, że lot będzie opóźniony i wylecę nie o 12:55 a o 14:40. Był moment, że obawiałam się czy samolot nie zostanie odwołany. Na szczęście samolot poleciał i lot trwał 1,5 godziny.

W samolocie, w pewnym momencie ogłosili, że mogę kupić w promocyjnej cenie bilet na van z Puerto Princesa do Sabang za 300 pesos. Skorzystałam z tej oferty. Mieli też konkurs z nagrodami dotyczący miejsc na Filipinach.

Tak z lotu ptaka wygląda katedra Immaculate Conception Cathedral (biały budynek) w Puerto Princesa.

A to lotnisko w Puerto Princesa.

Wychodząc z lotniska w Puerto Princesa zobaczyłam zespół, który śpiewał i tańczył jednak tak długo trwał odbiór bagaży, że zobaczyłam tylko końcówkę tego występu.

Następnie odszukałam van i tutaj okazało się, że znowu będę miała ciekawą wycieczkę. Najpierw kierowca po wyjeździe z lotniska po pewnym czasie do niego zawrócił po kolejnych pasażerów. Potem pojechał po innych pasażerów pod domy w Puerto Princesa. Co ciekawe jeden z obcokrajowców z vana zapomniał telefonu z domu w którym mieszkał, więc kierowca zawrócił po jego telefon. No a potem pojechałam do miejsca, gdzie zjeżdżają się vany i wymieniają pasażerami jadącymi w różne kierunki. I tutaj musiałam się przesiąść do innego vana. Myślałam, że już nie wyjadę z Puerto Princesa. To całe jeżdżenie po pasażerów zabrało prawie dwie godziny.
W vanie były wywieszone informacje odnośnie przejazdów do różnych miejscowości czy maksymalnej prędkości.

Dojechałam do Sabang już po 20:00. Tutaj znowu skomplikowała mi się sprawa ponieważ kierowca powiedział, że podwiezie mnie pod hotel i podwiózł, ale potem okazało się, że to nie ten hotel. Zawiózł mnie do Bambua zamiast do Blue Bamboo Cottages. Na szczęście z tego hotelu zaproponowano mi podwiezienie do miejsca, w którym miałam zarezerwowany nocleg. Przejażdżka trycyklem kosztowała 150 pesos.

A to co zobaczyłam w Blue Bamboo Cottages przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Właściciel pokazał dwa domki i każdy z nich wyglądał kiepsko. Nie było bieżącej wody i od 23:00 nie było również prądu. Dobrze, że miałam
1,5 litrową butelkę własnej wody. Właściciel uprzedził również, abym nie trzymała jedzenia w pokoju bo przyjdzie do niego robactwo. Na szczęście mógł mi je przechować. Nie odważyłam się nic zjeść w tym miejscu. Ryż z warzywami kosztował 140 pesos.
To wnętrze mego domku.

A tak wyglądało pomieszczenie z prysznicem, gdzie nie było wody.

Zdecydowanie lepiej wyglądało to miejsce z samego rana. Ładny był również widok na morze.

Reklamy