Spacer po dzielnicy Orunia w Gdańsku

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Orunia jest dzielnicą Gdańska od 1933 roku, jednak historia tego miejsca sięga niemal okresu powstania miasta. Jej nazwa pochodzi od pobliskiego potoku Orania. Początkowo znajdowała się tu osada, która była ważnym przystankiem na kupieckim szlaku wiodącym do centrum miasta. Przez stulecia bogata wieś zamieszkana była przez rzemieślników i rolników. Natomiast od XVII wieku zamożne gdańskie rody budowały tutaj letnie posiadłości. Z czasem Orunia przekształciła się w duże robotnicze przedmieście.

Teraz postaram się opisać tę dzielnicę, w której mimo zniszczeń można zobaczyć ciekawą architekturę XIX i XX wieku, budynki z muru pruskiego czy przedwojenny słup ogłoszeniowy.

Do tej dzielnicy możemy dojechać autobusami z Gdańska Głównego (132, 189, 207, 210). Najlepiej wysiąść na przystanku Gościnna. Tutaj znajduje się Oruński Rynek – to potoczna nazwa przestrzeni wzdłuż ulicy Gościnnej, która była nieformalnym centrum Oruni. Tuż koło przystanku jest kilka ciekawych obiektów.

Pierwszym z nich jest neogotycki Kościół św. Jana Bosko ukończony w 1823 roku. Budynek posiada 43-metrową wieżę, na której szczycie znajduje się krzyż osadzony na pozłacanej metalowej kuli. W jej wnętrzu ukryto kapsułę czasu, w której umieszczono dokumenty, monety oraz plan budowy obiektu. Pierwotnie była to świątynia ewangelicka, a w 1945 roku przejęli ją salezjanie (zakon przede wszystkim zajmował się pracą z młodzieżą, zwłaszcza ubogą).

Po wejściu, po lewej stronie, zobaczyć można dwie tablice. Na jednej przedstawiono dzieje Oruni, a na drugiej historię kościoła.

Niestety oryginalny ołtarz główny, boczne ołtarze i ambonę zdemontowano i zastąpiono nowymi w latach 80. XX wieku.

Tak wygląda drewniany balkon i organy.

Jeszcze taka ciekawostka – na murach kościoła można zobaczyć rozety, na których umocowana była trakcja tramwajowa. Pierwsza linia tramwaju konnego powstała w latach 70. XIX wieku i prowadziła do Oliwy. Potem powstały inne linie. W latach 90. zajezdnie znajdowały się we Wrzeszczu, na Siedlcach i w Oruni. Oruńska baza znajdowała się w miejscu Hotelu Zatoka. W drugiej połowie lat 90. XIX wieku wszystkie linie tramwaju konnego zostały zelektryfikowane. Linię tramwajową zlikwidowano w Oruni w 1972 roku (tramwaj poruszał się po jednym torze i były cztery mijanki).

Koło przystanku autobusowego znaleźć można resztki dawnego peronu.

Obok kościoła, przy ulicy Gościnnej 10 znajduje się najstarszy zabytek tego rejonu – niewielka kuźnia z muru pruskiego z początku XIX wieku. Występuje tu charakterystyczny dla budownictwa na Żuławach wysunięty do przodu podcień wsparty na trzech drewnianych filarach. To najmniejszy tego typu obiekt na Pomorzu i jedyna zachowana kuźnia na Oruni. Teraz mieści się tutaj kawiarnia Kuźnia, a za kawiarnią działa warsztat kowalski.

Obok znajduje się przedwojenny słup ogłoszeniowy.

Jak przyjrzycie się to zobaczycie fragmenty niemieckich napisów w górnej części tego słupa.

Kawałek dalej można zobaczyć niski murek – to pozostałość po płocie nieistniejącego już cmentarza ewangelickiego pod wezwaniem św. Jerzego.

Ten eklektyczny budynek o charakterze willowym przy ulicy Gościnnej 6 powstał około 1910 roku. We fryzie znajduje się płaskorzeźba przedstawiająca zboża, winorośl i kwiaty. Działa tutaj filia Poczty Polskiej.

Obok znajduje się budynek z około 1900 roku. Na początku była tutaj kawiarnia, a za budynkiem duży ogród ze stylowymi meblami, alejkami, fontanną i stawem po którym można było pływać łódką. Po wojnie mieściła się tu restauracja Swoboda. Od 1954 roku jest to budynek Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia im. Henryka Wieniawskiego (to imię nadano szkole w 1967 roku). Niestety budynek został przebudowany i z oryginalnych elementów pozostało tylko wygrodzenie i balustrada balkonu.

Kamienica Borzechowskich posiada na dachu datę budowy 1892 rok oraz nazwisko właściciela.

Na dole mieści się sklep do którego warto zajść, ponieważ posiada oryginalne secesyjne płytki ceramiczne o motywach geometrycznych i roślinnych, elementy drewniane i stiukowe dekoracje na suficie. Dawniej znajdował się tutaj sklep mięsny.

Przy drzwiach można zobaczyć ciekawy dzwonek.

To kamienica przy ulicy Gościnnej 5 z 1920 roku, która w szczycie posiada rzeźbę leżącego lwa. Dawniej była pokryta złotą farbą i stąd pochodziła nazwa mieszczącej się tutaj restauracji Pod złotym lwem. Na piętrze były pokoje hotelowe. W latach 60. XX wieku zlikwidowano w tej kamienicy balkony.

W pobliżu znajduje się Lapidarium Oruńskie. To zbiór kamiennych zabytków Oruni. Ten kamień pochodzi z epoki średniowiecza i jest to kamień graniczny. Stawiało się je na na granicach posiadłości ze znakiem właściciela, tzw. gmerkiem, w postaci podwójnego krzyża. Obok stoi wywietrznik ze Zbiornika Stara Orunia.

Przy ulicy Gościnnej 1 znajduje się najbardziej okazały budynek na Oruni. W przeszłości pełnił funkcję oruńskiego ratusza, gdzie znajdował się m.in. urząd stanu cywilnego. Budynek w stylu neogotyckim pochodzi z drugiej połowy XIX wieku. Nad oknami pierwszego piętra znajdują się dwie płaskorzeźby przedstawiające greckie boginie Temidę (bogini sprawiedliwości; trzyma wagę i miecz) i Demeter (trzyma sierp i bukiet kłosów oraz księgę; to bogini przyrody, płodności ziemi i urodzaju). Oryginalna jest także balustrada balkonu oraz maszt na flagę.

To już wszystkie ciekawe miejsca znajdujące się na terenie Oruńskiego Rynku, który objęty jest programem rewitalizacji. Warto zatem zobaczyć to miejsce jeszcze przed tymi pracami.

Następnie przeszłam przez ulicę, potem nad Kanałem Raduni i weszłam do Parku Oruńskiego.

Kanał Raduni jest to zabytkowy, sztuczny przekop Raduni o długości 13,5 km. Ma początek w Starej Raduni, w Pruszczu Gdańskim, a uchodzi do Motławy w Gdańsku. Powstał w połowie XIV wieku. Od zachodu opiera się o naturalne zbocze, a strona wschodnia to nasyp wysokości 4-5 metrów. Zbudowany został po to, aby doprowadzić czystą wodę do miasta, nawodnić fosy i zbudować młyny. Raz do roku za pomocą śluz i jazów był zamykany, aby umożliwić oczyszczenie dna.

Dawniej wiele budynków znajdujących się przy kanale miało własne mostki przerzucone nad nimi. Opowiadałam o tym pisząc o Biskupiej Górce (polecam również odwiedzić to miejsce).

W dniu 9 lipca 2001 roku na skutek wielogodzinnych opadów deszczu nastąpiło przerwanie wału Kanału Raduni w kilku miejscach i doszło do powodzi, która najdotkliwiej dotknęła Orunię (wiele budynków nie nadawało się po niej do remontu i zostało rozebranych).

Po przejściu nad kanałem weszłam do Parku Oruńskiego, który obecnie nosi imię Emilii Hoene – ostatniej prywatnej właścicielki tego miejsca, która zapisała je w 1917 roku miastu pod warunkiem, że nigdy nie będzie w nim szynku.

Już w XVI wieku znajdował się tutaj dwór myśliwski, a od XVII wieku właścicielami tego miejsca byli rajcy, burmistrzowie i kupcy. W XVIII wieku stworzono tu ogród botaniczny ze szklarnią, w której rosły ananasy, rośliny cytrusowe i kawa. Niestety wszystko uległo zniszczeniu w 1813 roku. W 1814 roku park i pozostałości dworu kupił radca handlowy Friedrich August Hoene. Powstała wtedy aleja czterdziestu lip i odbudowano dwór. To dwukondygnacyjny budynek, którego portal wejściowy zdobią kolumny toskańskie.

W pobliżu dworu była stajnia i wozownia.

W parku, na zboczu Góry Pięciu Braci, znajduje się dawna lodownia. To podziemne pomieszczenie wybudowane z kamieni, w którym dawniej przechowywano lód. Tego typu pomieszczenia pełniły rolę lodówek.
Po wojnie park był ogrodzony i zamykany o 22:00.

Zawróciłam i poszłam do kolejnych miejsc.

W tym poniższym przejściu podziemnym przy ulicy Junackiej od 2015 roku znajduje się mural namalowany przez Annę Taut. Jest to mozaika inspirowana przedmiotami przyniesionymi przez mieszkańców i fragmentami oruńskiej architektury. Im dłużej będziecie się przyglądać tym więcej ciekawych elementów zobaczycie.

Jak pokazałam już wcześniej na zdjęciu, po cmentarzu pozostał między innymi niski mur, stare aleje lipowe, płyta nagrobna oraz ten domek grabarza na ulicy Przyjemnej 7.

To ulica Urocza, gdzie można zobaczyć oryginalny bruk. Na zdjęciu pokazałam budynki numer 1 i 2, które powstały w okresie międzywojennym. Widać tutaj zmianę w architekturze – dekoracji praktycznie nie ma, kiedyś okna były na tyle duże że część lokatorów wymieniła je na mniejsze w późniejszym czasie. Dodatkowo każdy dom otoczony był zielenią.

Ten budynek po lewej został już wyremontowany zatem pokażę ten po prawej – lepiej na nim widać detale. Ciekawie wyglądają okna klatki schodowej.

Warto przejść się także ulicą Żuławską, która jest najdłuższą ulicą na Oruni. Tereny wokół tej ulicy to tzw. Dolnik – zwane były „warzywnikiem Gdańska”. Uprawiano tutaj owoce i warzywa, które sprzedawano w mieście. W tym rejonie znaleziono sporo ciekawych rzeczy: srebrne monety z X i XI wieku, antyczną zapinkę do spinania szat, trzy słowiańskie łodzie, które można obejrzeć w Muzeum Archeologicznym i Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku.

To budynek dawnej ochronki prowadzonej przez siostry dominikanki znajdujący się przy ulicy Żuławskiej 108. Na piętrze mieściło się mieszkanie kierownika. Obecnie znajduje się tutaj przedszkole.

Idąc ulicą Żuławską zobaczyć można różną architekturę.

To budynek przy ulicy Żuławskiej 19, który pochodzi z przełomu XIX i XX wieku. Został dobudowany do piętrowego domu o konstrukcji szkieletowej z 1857 roku. Oba te budynki do 1918 roku zajmował Johannishof – zakład poprawczy dla chłopców. Wychowankowie placówki otrzymywali tutaj także podstawową edukację i przygotowanie do zawodu. W 1946 roku mieściło się w tym budynku trzyletnie Liceum Wodno-Melioracyjne zwane Melioratką. Potem mieszkali w nim nauczyciele szkoły. Obecnie jest to budynek mieszkalny. Dla dziewczyn taki dom był na Lipcach.

Z ulicy Żuławskiej poszłam do tego skweru sąsiadującego z peronem PKP na gdańskiej Oruni. W tym miejscu grasował także Paweł Tuchlin zwany Skorpionem. Pisałam o nim opisując Gdańskie Muzeum Kryminalistyki.

Następnie poszłam dalej do budynku przy ulicy Dworcowej 18. Zlikwidowano tutaj balkony i zmieniono numerację. Kiedyś budynek miał numer 5 (jeszcze widać ten numer na bramie). Wiele znanych polskich zespołów nagrywało swoje teledyski na terenie Oruni. W tym miejscu nagrywał Voo Voo część teledysku do piosenki „Karnawał”.

A za rogiem jest taki niszczejący budynek z pięknym triforium. Niestety jest on w rękach prywatnych i miasto nie może go odremontować.

W pobliżu znajduje się Stacja Orunia – Gdański Archipelag Kultury jest kontynuacją działalności istniejącego już ponad 30 lat, zniszczonego w czasie powodzi w lipcu 2001, Domu Kultury Orunia.

Jako ciekawostkę napiszę, że ten poniższy wiadukt mógł być rozbierany i bez problemu ponownie składany.

Nie wiem czy pamiętacie, ale wcześniej opisałam Zbiornik Wody Stara Orunia, który także warto zobaczyć.

Są na Oruni jeszcze inne ciekawe miejsca, ale wybrałam te które wydawały mi się najważniejsze. Zachęcam do zobaczenia tej dzielnicy.

Reklamy

Odwiedź Oczyszczalnię Ścieków w Gdańsku i sprawdź co dzieje się z wodą, którą zużyłeś

Tagi

, , , , , , , , , ,

Zwiedzając Gdańskie Zbiorniki Wody, o których wcześniej pisałam, dowiedziałam się, że można zwiedzać także Oczyszczalnię Ścieków Gdańsk-Wschód. Spacery po tym miejscu mają na celu zwiększenie świadomości na temat roli procesu oczyszczania ścieków w ochronie środowiska naturalnego.

Dziś postanowiłam zobaczyć to miejsce, które zajmuje obszar 73,6 ha. Oczyszczalnia ścieków Gdańsk – Wschód zlokalizowana jest w Gdańsku przy ul. Benzynowej 26. Z Gdańska Głównego można dojechać tutaj autobusem numer 186 – przystanek znajduje się tuż przy Oczyszczalni.

Przed budynkiem jest mały parking, zatem jeżeli ktoś planuje przyjechać samochodem to proponuję być tutaj z 20 minut przed rozpoczęciem spaceru.

Jak nie ma już miejsc na parkingu, to parkuje się w pobliżu przystanku autobusowego – jak widać poniżej.

Wcześniej trzeba zapisać się na listę. Niestety już na sierpień i wrzesień listy są zamknięte, zatem trzeba sprawdzać kolejne terminy. Zwiedzanie jest darmowe i możliwe dla osób, które mają ukończone 12 lat. Należy przyjść w odpowiednim obuwiu (na pewno nie wejdziesz w szpilkach). Warto mieć ze sobą chustę, przez którą będziesz oddychać, ponieważ na niektórych odcinkach śmierdzi. W mojej grupie były dwie osoby, którym zrobiło się niedobrze i w pewnym momencie zrezygnowały z dalszego spaceru.

http://www.otwartaoczyszczalnia.pl

Oczyszczalnia Ścieków została wybudowana w 1976 r. jako oczyszczalnia mechaniczna i w wyniku jej pracy możliwa była zaledwie około 30% redukcja zanieczyszczeń. Oczyszczone ścieki wędrowały do przekopu Wisły (około 2 km od jej ujścia do Zatoki Gdańskiej). Następnie w 1993 roku uruchomiono wspomaganie chemiczne i uzyskano poprawę efektywności usuwania zanieczyszczeń do około 60%. Zaostrzające się wymagania prawne dotyczące jakości ścieków wymusiły konieczność rozbudowy oczyszczalni o część biologiczną i w latach 1996-1999 wybudowano obiekty biologicznego oczyszczania ścieków. W 2002 roku wybudowano rurociąg odprowadzający ścieki oczyszczone w głąb Zatoki Gdańskiej – na odległość 2,5 km. To zmniejszyło negatywny wpływ pracy oczyszczalni na stan sanitarny kąpielisk w Gdańsku i Sopocie. W latach 2010-2012 przeprowadzono kolejną modernizację obiektów biologicznego oczyszczania ścieków.
Jakość ścieków monitorowana jest na poszczególnych etapach procesu technologicznego online – poprzez system aparatury kontrolno-pomiarowej i algorytm sterowania. Codziennie wykonywane są analizy laboratoryjne próbek, pobieranych z różnych punktów układu technologicznego, które dokumentują stan ścieków na każdym etapie ich oczyszczania. Ścieki przebywają tutaj ponad 24 godziny (sam proces biologicznego oczyszczania wymaga 24 godzin).
Wyniki analiz laboratoryjnych i dane z przekazu „online” umożliwiają niezwłoczne reagowanie w przypadku jakichkolwiek nieprawidłowości.

Teraz kilka danych technicznych:

a) ilość ścieków dopływających to około 92 200 m³/dobę (przepustowość projektowana 120 000 m³/dzień)
b) ilość odpadów wytwarzanych w części mechanicznej oczyszczalni (tzw. skratek i piasku) – 3 tony/dzień
c) ilość produkowanego biogazu – 16 500 m³/dzień
d) ilość powstających osadów ściekowych to 140 ton/dzień
e) zużycie energii elektrycznej przez oczyszczalnię – 41 230 kW/dzień

Jeszcze jedna ciekawostka.
W 1929 roku Karl Imhoff zaprojektował oczyszczalnię, która od 1932 roku zaczęła działać w dzielnicy Zaspa i służyła mieszkańcom miasta. Działała do 2008 roku i przyjmowała ścieki z Sopotu, Żabianki, Jelitkowa, Brzeźna, częściowo Przymorza, Zaspy i Wrzeszcza, a odbiorcą nieczystości był od początku basen portowy im. Władysława IV w Nowym Porcie. W grudniu 2008 roku oczyszczalnia Wschód przejęła ścieki z wyłączonej z eksploatacji oczyszczalni Zaspa.

Teraz opowiem już o zwiedzaniu Oczyszczalni Ścieków Gdańsk-Wschód.

Najpierw grupę zaproszono do sali konferencyjnej, gdzie rozdawano ulotki i należało podpisać listę obecności.

Powiedziano nam czego dowiemy się o tym obiekcie.

Można tutaj poznać stosowane metody oczyszczania oraz technologie, które pozwalają na uzyskanie wysokich wskaźników jakościowych. Uczestnicy zobaczą proces oczyszczania ścieków na różnych etapach oraz poznają pracę nowoczesnej instalacji do termicznego przekształcania osadów ściekowych (produktów ubocznych procesu oczyszczania).

Zwiedzanie zaczyna się od Komory krat – to rodzaj wielkiego sita, którego zadaniem jest zatrzymanie większych elementów niesionych przez ścieki (około 1 tony dziennie).

Następnym elementem są piaskowniki – dziennie usuwa się około 2 ton piasku.

To jest pomieszczenie na odpady przeznaczone do produkcji kompostu wysokiej jakości.

To są osadniki – mają 50 m średnicy i 3,5 m głębokości. Ścieki są zawiesiną – tłuszcze, które są lżejsze od wody zbierają się na powierzchni, a składniki cięższe od wody opadają na dno. Osad zgromadzony na dnie osadnika nazywany jest osadem wstępnym.

Obok jest kanał ściekowy. Z górnego tarasu do tego miejsca ścieki płyną 7-8 godzin. Linia ściekowa ma 1600 km.

Bakterie są pomocne przy procesie oczyszczania ścieków ponieważ odżywiając się zanieczyszczeniami zawartymi w ściekach przyczyniają się do ich oczyszczania. Tutaj fosfor usuwany jest na drodze biologicznej, ale np. w Szwecji do procesów używa się chemikaliów. Mamy 6 reaktorów – równolegle pracuje 5 z nich.

Czasem chodzi się po takich kratkach, dlatego należy mieć odpowiednie obuwie.

Zamontowano tutaj różne sondy i np. są sondy tlenu i w zależności od poziomu tlenu proces jest normowany. Na obiekcie funkcjonują trzy linie zasilania.

Po przejściu przez bioreaktory ścieki oczyszczone trafiają do osadnika, a osad powstały na tym obiekcie nazywany jest osadem wtórnym lub biologicznym. Następnie ulega on dalszej przeróbce, a ścieki oczyszczone trafiają do środowiska. Z każdym reaktorem współpracują 2 osadniki wtórne.

Osady: wstępny i biologiczny po zmieszaniu tworzą tzw. osady ściekowe, które trafiają do Zamkniętych Komór Fermentacyjnych, gdzie w temperaturze 36˚C następuje ich beztlenowy rozkład. W wyniku rozkładu powstaje biogaz – cenne odnawialne źródło energii.

Zwiedzanie tej części kończy się w tym budynku, który nosi nazwę Stacja Mechanicznego Odwadniania Osadu. Tutaj osad ulega zagęszczeniu, a następnie trafia do wirówek. W ten sposób powstaje bogaty w substancje organiczne produkt uboczny, który mógłby być bardzo dobrym nawozem. Niestety, nie zawsze skład osadów pozwala na ich rolnicze wykorzystanie. Poza tym ich ilość (48 000 m³ rocznie) znacznie przewyższa powierzchnię obszarów, na których można je wykorzystać.

Tu pożegnał się z nami pierwszy przewodnik i z opiekunami grupy poszliśmy dalej, aby zobaczyć proces Instalacji Termicznego Przekształcania Osadów.

Zaproszono nas do kolejnej sali konferencyjnej, w której przy pomocy prezentacji przedstawiono proces Instalacji Termicznego Przekształcania Osadów. Celem tej inwestycji było rozwiązanie problemu zagospodarowania osadów ściekowych. Proces omówiono w tej sali, ponieważ w pomieszczeniach jest głośno i nie słychać przewodnika (jednak i w tych głośnych miejscach przewodnik starał się  opowiadać na ten temat). Zanim rozpocznie się ten spacer nakłada się hełmy ochronne, gdyż ta część zwiedzania odbywa się już w zadaszonych pomieszczeniach.

To jest 6 boksów, w których składuje się osad. Jest ich już za mało i obecnie dobudowuje się kolejnych 6 boksów.

Jak działa instalacja?

Do Instalacji Termicznego Przekształcania Osadów przyjmowane są osady ściekowe po wstępnym odwodnieniu mechanicznym do poziomu ok. 22% suchej masy w ilości ok. 69 tys. t/rok.

Po podsuszeniu w suszarce dyskowej osad trafia do pieca fluidalnego, gdzie następuje jego spalenie. Suszarka dyskowa ogrzewana jest olejem termalnym. Dzięki tej wydajnej suszarce dyskowej możliwe jest odparowanie do 3000 kg wody na godzinę.

Urządzenia pomiarowe

Temperatura w komorze spalania wynosi ponad 850˚C. Piec ma 11 metrów wysokości. Pan, który odpowiada za ten piec otworzył pokrywę i można było przez szkło zobaczyć te piękne języki ognia.

Gazy spalinowe kierowane są do systemu odzysku ciepła wykorzystywanego do podgrzania powietrza trafiającego do pieca oraz zapewniającego energię cieplną dla węzła podsuszania.

Oczyszczanie gazów spalinowych odbywa się metodą suchą. Zastosowano dwustopniowy system oczyszczania spalin przy pomocy filtrów workowych.

W wyniku prowadzenia procesu spalania osadów ściekowych powstają, przede wszystkim dwa rodzaje odpadów:
a) Popiół I stopnia – jest to odpad bezpieczny; odzyskuje się głównie fosfor z popiołu (2400 ton fosforu rocznie)
b) Popiół II stopnia – to odpad niebezpieczny

Odpady z procesu spalania przekazywane są uprawnionym odbiorcom. Wydajność instalacji pozwala na zagospodarowanie całej ilości osadów ściekowych z oczyszczalni w sposób nowoczesny i niestwarzający zagrożenia dla środowiska.

Chodzi się po takich stopniach, zatem jeszcze raz przypomnę o odpowiednim obuwiu.

Na zakończenie poszliśmy do miejsca, w którym poprzez system nadzorowany jest cały proces.

Warto tutaj przyjść i zobaczyć jak wyglądają te procesy – dla mnie był to bardzo ciekawy spacer.

Mozartiana – najlepszy Międzynarodowy Festiwal Mozartowski w Polsce

Tagi

, , , , ,

W dniu 18 sierpnia 2019 roku rozpoczął się XIV Międzynarodowy Festiwal Mozartowski w Gdańsku. Koncerty będą odbywały się w Domu Uphagena (od niedzieli do wtorku; bilety 30 zł i 10 zł), Parku Oliwskim (od środy do piątku; darmowo), a całość zakończy koncert w Archikatedrze Oliwskiej (sobota; bilety 30-90 zł). Tę wspaniałą imprezę mamy dzięki Dyrektorowi Polskiego Chóru Kameralnego – Panu Janowi Łukaszewskiemu, który co roku dba o to, aby miłośnicy muzyki Mozarta mogli jej w Gdańsku posłuchać.

http://www.mozartiana.pl/pl/

Wolfgang Amadeusz Mozart nigdy nie był w Gdańsku, ale w pałacu na Stawowiu (zabytkowy zespół pałacowo-parkowy w Sopocie) w 1819 roku wystąpił Franz Xaver Wolfgang Mozart – syn Wolfganga Amadeusza Mozarta i jego żony Konstancji.

Dziś poszłam do Domu Uphagena, który znajduje się na ulicy Długiej 12, aby w salonie wysłuchać koncertu puzonowego wykonywanego przez grupę muzyczną TOMBASTIC.

Artyści w strojach z epoki chodzili po ulicy Długiej i zapraszali na koncert, tańczyli także przed budynkiem.

Na sali zasiadła również para symbolizująca właścicieli tego domu.

Taki kwartet w XVIII wieku nie byłby wpuszczony na salony, ponieważ grywał głównie na pogrzebach. Brzmienie puzonu symbolizowało wezwanie na Sąd Ostateczny. Jednak w XX wieku puzon zadomowił się już w muzyce rozrywkowej, głównie za sprawa big bandów.

W programie była uwertura do opery Czarodziejski Flet, Eine kleine Nachtmusik czy Alla turca z Sonaty Fortepianowej. Były także utwory Leopolda Mozarta – ojca Wolfganga Amadeusza Mozarta.

Zachęcam do przyjścia i posłuchania muzyki Mozarta, której ja jestem wielką miłośniczką.

Zbiornik Wody Stary Sobieski, czyli podziemny labirynt dźwięku w Gdańsku

Tagi

, , , , , , , , , ,

Gdański Szlak Wodociągowy to projekt, który ma przybliżyć historię, zasady działania i znaczenia infrastruktury wodociągowo-kanalizacyjnej dla rozwoju miasta. Składa się on z trzech miejsc. Opisałam już wcześniej dwa z nich: Zbiornik Wody Stara Orunia i Zbiornik Wody Kazimierz.

https://magictravelsaroundtheworld.wordpress.com/2018/08/30/zbiornik-wody-stara-orunia-w-gdansku/

https://magictravelsaroundtheworld.wordpress.com/2018/08/31/zobacz-zbiornik-wody-kazimierz-w-gdansku/

Teraz opiszę trzecie i jak na razie ostatnie miejsce, czyli Zbiornik Wody Stary Sobieski. Mieści się on na szczycie Wzgórza Szubienicznego w pobliżu Politechniki Gdańskiej we Wrzeszczu Górnym. Według mnie dalej ciężko znaleźć ten zbiornik, chociaż można dojść tutaj z różnych kierunków. Ja pojechałam z Gdańska Głównego tramwajem i wysiadłam na przystanku Opera Bałtycka. Następnie poszłam do góry, przez Park Akademicki do ulicy Traugutta przy której znajduje się budynek Wydziału Zarządzania i Ekonomii Politechniki Gdańskiej.

Po drodze minęłam Cerkiew św. Mikołaja, która mieści się w zabytkowym XIX-wiecznym poniemieckim budynku dawnej ewangelickiej kaplicy cmentarnej.

Minęłam budynek Wydziału Zarządzania i Ekonomii Politechniki Gdańskiej

i doszłam do ulicy Sobieskiego, w którą skręciłam.

Będąc na ulicy Sobieskiego skręciłam w lewo, w taką drogę jak na poniższym zdjęciu, i poszłam nią do góry.

Tak doszłam do budynku Zbiornika Wody Stary Sobieski.

Obiekt ten ma być udostępniony zwiedzającym przez cały rok. Zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem w grupach maksymalnie 30-osobowych. Czas zwiedzania to około 75 minut. Warto zabrać z sobą wygodne obuwie i coś do okrycia (wewnątrz panuje specyficzny, wilgotny mikroklimat ze stałą temperaturą około 8-10ºC).

Zwiedzanie możliwe jest tylko po wcześniejszym zakupie biletu na poniższej stronie.

http://www.giwk.pl/gdanskiszlakwodociagowy/zapisynaobiektygsw/zapisyzwss.html

W systemie wodociągowym Wrzeszcza zbiornik pełnił rolę wieży ciśnień – położony wyżej względem odbiorców wody, zapewniał odpowiednie, stałe ciśnienie w sieci. Ze względu na istnienie naturalnych wzniesień nie trzeba było budować konstrukcji wieży – wystarczyło umieścić sam rezerwuar na szczycie jednego z nich.

Obiekt został wybudowany w 1911 roku w formie żelbetowego monolitu, co na początku XX wieku było sporym osiągnięciem. W czasie wojny nie został zniszczony, ale była zniszczona cała infrastruktura i dlatego włączono go do użycia w 1946 roku. Był używany do lat 90. XX wieku.

Jest posadowiony na planie koła o średnicy 47 m i składa się z kilku współśrodkowych przestrzeni, tworzących zaskakujący podziemny labirynt. Mieściło się w nim 5000 m³ wody (2 razy po 2500 m³ – przestrzeń wodną zbiornika podzielono na dwie niezależne komory). Całkowita kubatura jest niemal o 2/3 większa (8238 m³), co czyni ten zbiornik największym w Gdańsku, po dziś dzień.

Jedynym zewnętrznym elementem obiektu jest ściana frontowa komory zasuw w stylu neoklasycystycznym z tylko częściowo zachowanym wyposażeniem, reszta została rozkradziona.

Drzwi wejściowe prowadzą do ogromnej podziemnej konstrukcji. Pierścienie – korytarze mają tu prawie 7 m szerokości i 5,5 m wysokości. Tak specyficzna konstrukcja daje ciekawy efekt dźwiękowy. Wrażenia akustyczne różnią się w zależności od miejsca – od trwającego kilka sekund pogłosu, aż po echo wielokrotnie powtarzające każde słowo. Powstaje tu także efekt „groty szeptów”, dzięki któremu można prowadzić szeptaną rozmowę nawet do 200 m. Próbowaliśmy tego efektu z przewodnikiem 🙂

Niestety nie można zrobić tutaj koncertu nawet dla małej ilości osób, ponieważ w tym miejscu jest się 5 metrów poniżej wyjść ewakuacyjnych.

Zachowano również oryginalne oświetlenie.

W obu korytarzach ustawiono wystawy. W większym, zewnętrznym pierścieniu jest opis współczesnych możliwości i rozwoju. Umieszczono także informacje o innych zbiornikach (Zbiornik Wody Stara Orunia i Zbiornik Wody Kazimierz) oraz zachęcają do zobaczenia Gdańskiej Oczyszczalni Ścieków.

Przy wyjściu można zobaczyć dwa otwory. Górnym wpadała woda i na ścianie wytrącała zanieczyszczenia.

W mniejszym pierścieniu przygotowano całoroczną wystawę pod hasłem „Woda dla pokoleń – historia gdańskich wodociągów”. Prezentowana jest tu historia Gdańska z perspektywy zaopatrzenia w wodę od czasów krzyżackich i pierwszych rurociągów drewnianych, po współczesne wodociągi.

Można poczytać o zarazach, które na przestrzeni wieków dotykały Gdańsk. Najwięcej razy dotykała te tereny dżuma i cholera, ale walczyliśmy także z durem brzusznym.

Są tutaj informacje o gdańskich fontannach, także o najbardziej znanej Fontannie Neptuna, którą pierwszy raz uruchomiono 26 marca 1634 roku.

Zobaczyć można ciekawe eksponaty takie jak:

studnia drewniana

studnia typu weneckiego z drewna sosnowego, odkryta na terenie Muzeum Narodowego w Gdańsku, przy ul. Toruńskiej (wewnątrz studni zamontowana była ołowiana blacha z wyściółką z tkaniny w celu zapewnienia lepszej szczelności)

studnia z przyłączem drewnianym z XVIII wieku odkopana podczas badań archeologicznych przy ul. Długie Ogrody 28

„list w butelce” – kapsuła czasu pochodząca z 1869 roku, pozostawiona w stropie Zbiornika Wody Stara Orunia przez jego budowniczych (wspomniałam o niej w poście opisującym ten zbiornik).

To oryginalna rura żeliwna kielichowa o średnicy 418 mm użyta do budowy pierwszego, nowoczesnego wodociągu doprowadzającego wodę do Gdańska z ujęcia wody w Pręgowie. Pochodzi z 1869 roku i jest produkcji angielskiej.

Poszłam dalej.

Zatrzymaliśmy się na chwilę przed ścianą, na którą kapie woda. Można zobaczyć jak niedoskonałe jest nasze oko – nie widzimy dokładnie co tak naprawdę się dzieje.

Idąc dalej można zobaczyć Schemat sieci wodociągowej miasta Gdańsk.

Są tutaj także umieszczone ciekawostki „Czy wiesz, że…”.

Dla osób które nie wiedzą to Gdańsk ma twardą wodę i możemy bez problemu pić naszą kranówkę.

Umieszczono tu także zdjęcia m.in. tego ciekawego hydrantu miejskiego znajdującego się blisko Muzeum II Wojny Światowej.

Wycieczka kończy się przy makiecie zbiornika.

Jak widać każdy z tych zbiorników jest inny i warto je odwiedzić.

759 Jarmark św. Dominika w Gdańsku

Tagi

, , , , , ,

W dniu 27 lipca rozpoczął się Jarmark św. Dominika. Potrwa do 18 sierpnia 2019 roku. Więcej o tradycji Jarmarku Dominikańskiego napisałam w poniższym poście.

https://magictravelsaroundtheworld.wordpress.com/2018/07/31/jarmark-dominikanski-w-gdansku/

W tym roku króluje rękodzieło i naprawdę warto przyjść i zobaczyć pięknie jedwabne i lniane ubrania, biżuterię, torebki, fartuszki, obrusy, ceramiczne naczynia, piękne wyroby ze szkła i inne ciekawe rzeczy.

Jest kilka stoisk międzynarodowych. To stoisko z hiszpańskimi produktami. Są wina, sery, oliwki i oczywiście słynna szynka (jamon).

W pobliżu ustawiono stoisko z ponczem owocowym.

Jest także Gospoda pod Kogutem.

Jarmark zajmuje kilka różnych ulic – jak widać na poniższej mapie.

Przy Kaplicy Królewskiej zobaczyłam Wojciecha Cejrowskiego.

Zwiedzać Gdańsk można także takim samochodem.

Tak chodząc po Jarmarku Dominikańskim doszłam do słynnego pocztówkowego widoku tego miasta z Żurawiem, czyli zabytkowym dźwigiem portowym, w tle.

Poszłam dalej kierując się w stronę ulicy Długie Ogrody i doszłam do Stągwi Mlecznych (Brama Stągiewna) – to pozostałości dawnych fortyfikacji miejskich. Na fasadzie tego budynku umieszczono herby Rzeczypospolitej, Gdańska i Prus Królewskich.

Poszłam dalej i tuż za budynkiem Stągwi Mlecznych znalazłam punkt z informacją

oraz stoiska ze starociami.

Tutaj także postawiono Food Trucki i ławeczki.


Warto także przyjść na Targ Drzewny, gdzie obok pomnika króla Jana III Sobieskiego ustawiono ciekawą wystawę.


W 1898 roku we Lwowie odsłonięto pomnik króla Jana III Sobieskiego autorstwa Tadeusza Barącza. Symbolizuje odniesione zwycięstwa i triumfy polskiego oręża. Pomnik był zwrócony ku południowemu-wschodowi, skąd zagrażało miastu niebezpieczeństwo ze strony Rosji. Pomnik stał we Lwowie do 1950 roku, potem został zdemontowany (dziś stoi tam pomnik Tarasa Szewczenki). Następnie pomnik został przewieziony do Polski i ustawiono go przed pałacem w Wilanowie. Gdańsk i Kraków starały się o pozyskanie pomnika i zdecydowano, że stanie on w Gdańsku.
Na starych zdjęciach można zobaczyć budowę pomnika we Lwowie.

Jest także pokazany montaż pomnika Jana III Sobieskiego na Targu Drzewnym w maju 1965 roku oraz uroczyste odsłonięcie pomnika 26 czerwca 1965 roku.

Są zdjęcia z początku XX wieku pokazujący inny pomnik, który stał w tym miejscu. Był to wyrastający z fontanny obelisk, przedstawiający germańskich wojowników i poświęcony żołnierzom z Gdańska i okolic, biorącym udział w wojnach pruskich w drugiej połowie XIX wieku. Pomnik ten zburzono w 1946 roku.

W latach 80. XX wieku pod pomnikiem odbywały się manifestacje.

Przypominam już o Mozartianie, na którą warto się wybrać. W tym roku potrwa od 18 sierpnia do 24 sierpnia.

Dla osób lubiących muzykę Mozarta to na pewno najlepsza impreza tego typu w Polsce. Warto wtedy odwiedzić Gdańsk i wybrać się chociaż na jakiś koncert, tym bardziej że większość koncertów jest darmowa i odbywa się w przepięknej scenerii Parku Oliwskiego w Gdańsku.
O Mozartianie pisałam tutaj:

https://magictravelsaroundtheworld.wordpress.com/2015/08/18/mozartiana-2015/

A pod poniższym linkiem znajduje się program tegorocznej imprezy.

http://mozartiana.pl/pl/

Kamienne kręgi w Węsiorach

Tagi

, , , , , ,

Około 65 km od Gdańska, niedaleko wsi Węsiory w malowniczej Szwajcarii Kaszubskiej, znajduje się jedno z najbardziej zagadkowych miejsc w Polsce – zespół kamiennych kręgów. Nie wiadomo kim byli budowniczowie tych kręgów, ale można podziwiać ich wiedzę matematyczną, geometryczną i astronomiczną.

Kamienne kręgi ustawione są w punktach energii, które tworzą tzw. podziemne syfonowe cieki wodne, których jest dużo w tej okolicy. Kręgi to także pradawny kalendarz astronomiczny, wyznaczający punkty wschodów słońca w przesilenia oraz siewu i zbiorów. Zapewne było to również miejsce narad, spotkań i sądów plemiennych.

Archeolodzy znaleźli tutaj pochówki członków plemion gockich, którzy wędrowali przez te tereny w I i II wieku n.e. Natomiast okoliczni mieszkańcy i członkowie Stowarzyszenia Badań Kamiennych Kręgów obserwowali w tym miejscu ciekawe układy gwiazd, tzw. zbieg gwiazd nad kręgami.

Zobaczyć tutaj można Krąg Ofiarny, Krąg Strażnika, Krąg Bezimienny, Krąg Spotkań, kręgi niepełne i Chram. Bardzo silne wiry energetyczne występują w Kręgu Strażnika, stąd nie jest on dla każdego. Najlepiej położyć się na kamieniach i zrelaksować. Ponoć w tym okręgu nastąpiło wiele uzdrowień.

Wywieszki na drzewach wskazują dane miejsca.

Na drzewie przymocowany jest także Plan Zespołu Kamiennych Kręgów.
Nic tutaj nie przestawiaj i nie zabieraj z tego miejsca kamieni.

Warto także pochodzić po tym malowniczym terenie.

Odwiedź Muzeum Kryminalistyki w Gdańsku

Tagi

, , , , , , , , , ,

Już od dawna planowałam odwiedzić Muzeum Kryminalistyki, które jak może jeszcze niektórzy pamiętają, mieściło się kiedyś w Katowni i Wieży Więziennej na Targu Węglowym w Gdańsku. Tu mieściła się wtedy także Pracownia Kryminalistyki Uniwersytetu Gdańskiego. Niestety potem muzeum musiało oddać pomieszczenia dla Muzeum Bursztynu i przeniosło się do budynku Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego przy ulicy Bażyńskiego 6 w Gdańsku. To jedyne takie muzeum w Polsce i aż szkoda, że mieści się w tak odległym miejscu od innych atrakcji Gdańska.

Idąc do muzeum minęłam Bibliotekę Prawną Uniwersytetu Gdańskiego.

Przeszłam obok budynku Wydziału Nauk Społecznych.

Obok mieści się budynek Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego, w którym znajduje się Muzeum Kryminalistyki. Można je zwiedzać od poniedziałku do piątku od 8:00 do 14:00, po wcześniejszym umówieniu się na zwiedzanie dzwoniąc pod numer telefonu: +48 585232901.
Zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem, który bardzo ciekawie opowiada o zgromadzonych tutaj przedmiotach.
W muzeum nie wolno robić zdjęć – pozwolono mi na kilka do tego postu.

Po wejściu do sali zaczynam zwiedzanie od tablicy przedstawiającej polskiego seryjnego mordercę o kryptonimie milicyjnym Skorpion. Nazywał się Paweł Alojzy Tuchlin i był wcześniej karany za drobne kradzieże. Zatrzymano go 31 maja 1983 roku w wieku 37 lat, posądzając go o kradzież drewna. Jednak podczas przeszukania znaleziono u niego ukryty w bagażniku samochodu młotek, na którego trzonku znajdowała się krew ofiar. Podczas przesłuchania oskarżony bardzo chętnie i obrazowo przedstawiał swoje czyny. Skazany został na karę śmierci i powieszony w maju 1987 roku za zabójstwo 9 kobiet (w wieku od 18 do 35 lat) oraz usiłowanie dalszych 11 zabójstw, których dokonał w latach 1975–1983. Był to przedostatni wyrok śmierci wykonany w Polsce (ostatni wyrok wykonano 21 kwietnia 1988 w krakowskim więzieniu przy ul. Montelupich na Stanisławie Czabańskim skazanym za gwałt i zabójstwo). Oprócz tablicy ze zdjęciami ofiar oraz portretami pamięciowymi jest także gablota z odciskami butów Pawła Tuchlina i oryginalna belka na której go powieszono.

W muzeum pokazano również organy ludzkie przez które przeszły kule. Jest tutaj dział broni i amunicji, gdzie zgromadzono m.in. broń palną, pneumatyczną, zabytkową, sportową i wojskową oraz wyposażenie i umundurowanie policyjne i wojskowe. Z ciekawostek to warto się przyjrzeć dwóm pistoletom atrapom. Jeden wykonano z chleba, a drugi z modeliny. Można także zobaczyć przedmioty przeznaczone do obezwładniania osób za pomocą energii elektrycznej, broń samodziałową oraz siekiery i kusze (te są bardzo ciekawe, ponieważ wykonano je ze sprzętów domowych i instrumentów).

W gablotach umieszczono różne kajdanki, gwizdki, odznaki, dokumenty czy narzędzia włamań i fałszywe banknoty. W muzeum są także stare maszyny do pisania, godła polskie, walizka kryminalistyczna, radiostacje, stare telefony i inne sprzęty.

Na jednej ze ścian wisi tablica z tatuażami i przewodnik opowiada ciekawostki dotyczące tatuaży więziennych. Symbole najczęściej tatuowane są na prawej dłoni pomiędzy kciukiem, a palcem wskazującym, tak aby były od razu widoczne.
Jeżeli ktoś ma jedną kropkę między tymi palcami to oznacza fach złodziejski. Duże znaczenie ma lokalizacja znaku i łatwo wtedy poznać czy skazany należy do ludzi czy „frajerów”. I tak kropka za uchem i na nosie mówi, że dana osoba jest cwelem. Z kolei mała kropka w okolicy lewego oka jest oznaką przynależności do grupy grypsujących. Kropka na czole (najczęściej pomiędzy brwiami) to świr. Wśród więźniów można spotkać także wojskowe pagony tatuowane na barkach, które oznaczają staż więzienny. Każda belka to 1 rok, a każda gwiazdka to 3 lata.
W jednej z gablot jest książeczka z rysunkami i opisami jak wykonywać więzienne tatuaże i co one oznaczają – spisana jest przez jednego z więźniów.

Kolejnym eksponatem jest zmumifikowane ciało mężczyzny, liczące sobie około 300 lat, zachowane w bardzo dobrym stanie.

Jest także stara boja rosyjska.


W muzeum znajdują się także zdjęcia trzech tragedii jakie miały miejsce w Gdańsku w latach 1994-1995.

Pierwsza to pamiętna katastrofa autobusu w Gdańsku Kokoszkach – wypadek drogowy, który wydarzył się 2 maja 1994 w Gdańsku. Autobus zjechał na pobocze i uderzył w przydrożne drzewo, które tak przecięło autobus, że znalazło się w jego środku. Autobus był przepełniony – jechało nim 75 pasażerów, zamiast przepisowych 51. Zginęły wtedy 32 osoby, a 43 były ranne. Jest to wypadek drogowy z największą liczbą ofiar śmiertelnych, jaki wydarzył się na terytorium Polski.

Drugą tragedią był pożar w hali Stoczni Gdańskiej, który miał miejsce 24 listopada 1994 podczas koncertu zespołu Golden Life. Na koncercie było około 2000 osób. W wyniku obrażeń śmierć poniosło 7 osób, a rannych zostało około 300 osób. Przyczyną powstania pożaru było podpalenie, jednak sprawcy do dziś nie ustalono.
Przed miejscem, gdzie kiedyś stała hala, ustawiono pomnik, składający się z dwóch kolumn i metalowej belki, na której znajduje się fragment refrenu utworu zespołu Golden Life – „Życie choć piękne tak kruche jest”.

Kolejną tragedią był wybuch gazu w gdańskim jednoklatkowym wieżowcu, który miał miejsce 17 kwietnia 1995 o godzinie 5:50. W bloku zapadły się wtedy całkowicie 3 dolne kondygnacje (2 piętra zostały wbite w ziemię). Na szczęście budynek się nie zawalił. Jednak jego stan techniczny był na tyle zły, że podjęto decyzję o jego wysadzeniu. Odbyło się to 18 kwietnia 1995. W wyniku tej katastrofy zginęły 22 osoby. W 1997 roku w miejscu dawnego budynku wzniesiono nowy, w którym zamieszkała część rodzin ofiar katastrofy. W dniu 18 kwietnia 2005 odsłonięto na budynku tablicę poświęconą ofiarom katastrofy.

Znajdują się tutaj także zdjęcia z jeszcze jednego wydarzenia – katastrofy promu na Motławie. O tym wydarzeniu w ogóle nie wiedziałam. Do tragedii doszło 1 sierpnia 1975 w Gdańsku. Podczas trwania Jarmarku Dominikańskiego chciano ułatwić turystom i mieszkańcom komunikację i uruchomiono prom linowy przez Motławę. Do wypadku doszło około godziny 15:00, gdy prom stojąc na rzece czekał na przepłynięcie statku Żeglugi Gdańskiej Maryla, który kierował się w kierunku morza. Zaczepił on o napięte liny stalowe, po których prom był prowadzony i pociągnął liny wciągając prom pod wodę. Środkowa część promu była osłonięta blaszanym dachem, a boki brezentowymi ściankami i osoby znajdujące się pod zadaszeniem nie miały szans, aby się wydostać. Prom zatonął w ciągu niecałej minuty. Zginęło wtedy 18 osób.

To już wszystko o czym chciałam napisać jeżeli chodzi o zwiedzanie tego muzeum. Zachęcam do jego odwiedzenia, ale nie z dziećmi.

W pobliżu jest restauracja Manekin, gdzie warto wstąpić na bardzo dobre naleśniki.

Ja zjadłam naleśniki zapiekane z serem (krewetki z cukinią i porem, beszamel),

spróbowałam także bardzo dobrej lemoniady.

Gdzie zjeść w Gdańsku podczas zwiedzania miasta

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Podczas moich spacerów po ulicy Długiej czy Długim Targu, zwłaszcza w sezonie, bardzo dużo osób pyta mnie gdzie warto zjeść. To moje propozycje:

Bar pod Rybą na ulicy Piwnej 61/63
W tym lokalu można zjeść rybę, ale słynie on przede wszystkim z pieczonych ziemniaków. Można je zjeść z łososiem, kurczakiem, tuńczykiem, krewetkami i innymi dodatkami – wybór jest bardzo duży i każdy znajdzie coś dla siebie. W cenie do wyboru jest jeden z sosów. Ja najbardziej lubię pieczonego ziemniaka z kurkami z sosem koperkowym.

http://barpodryba.pl/


Restauracja Tekstylia na ulicy Szerokiej 11/13

Można tu zjeść śniadania, sałatki (bardzo lubię z łososiem i krewetkami), zupy (polecam rybną i chłodnik) czy makarony. Ja uwielbiam paschę i szarlotkę oraz robioną w tym lokalu lemoniadę.

http://tekstyliacafe.pl/

 

Kawiarnia Pikawa na ulicy Piwnej 14/15
To lokal tego samego właściciela co Restauracja Tekstylia. Można tutaj zjeść ciasta i jak już wspomniałam polecam paschę i szarlotkę. Jest tutaj bardzo duży wybór kaw i herbat (zimą z przyjemnością piję herbatę Kłapouchego lub Misiową). Są lemoniady, czekolady i koktajle – zatem każdy wybierze coś dla siebie.

http://pikawa.pl/

 

Patio Español na ulicy Tandeta 1 (róg ulicy Szerokiej i Tandeta)
Jeżeli tęsknisz za dobrą hiszpańską kuchnią to wstąp tutaj. Ja polecam zupę z owoców morza, sałaty i steki.

http://www.patioespanol.pl/

 

Kawiarnia Maraska na ulicy Długiej 31/32
Kiedyś było lepiej, niestety po remoncie asortyment się zmniejszył i już nie jest tak klimatycznie. Dalej można wypić dobrą kawę i herbatę, zjeść dobre ciasto – polecam paschę. Jest tutaj także sklep i można kupić m.in. owoce w czekoladzie (agrest i ananas w czekoladzie są bardzo dobre).

https://www.maraska.pl/

 

Mito Sushi na ulicy Szerokiej 91
Jeżeli masz ochotę na sushi to proponuję ten lokal w Gdańsku. Byłam tutaj już wiele razy i nigdy się nie zawiodłam.

http://www.mitosushi.pl/

 

Familia Bistro na ulicy Garbary 2/4 (boczna od ulicy Długiej)
Jeżeli lubisz dania kuchni litewskiej to warto tutaj przyjść. Ja przychodzę na kibiny – pierogi pieczone wyrabiane z kruchego ciasta.

http://familiabistro.pl/


Rybakówka smażalnia ryb na ulicy Stągiewnej 7

Będąc na teatrach ulicznych w tym roku znalazłam ten lokal i do niego wstąpiłam. Ryba i krewetki były bardzo smaczne.

W pobliżu Rybakówki jest Bar Mleczny (ulica Stągiewna 15). Jadłam tam naleśniki z twarogiem i racuchy. Były smaczne.

Warto także wstąpić na cytrynówkę do „Pijalni wódki i piwa” (Długi Targ 35/38B; wejście od ulicy Kuśnierskiej). O tym miejscu pisałam także opisując Noc Muzeów w Gdańsku.

FETA, czyli XXIII Międzynarodowy Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych w Gdańsku

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Już od czwartku 11 lipca zaczął się XXIII Międzynarodowy Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych w Gdańsku. Potrwa do 14 lipca 2019 roku. Jako mieszkanka Gdańska byłam już na kilku festiwalach i polecam go wszystkim.

Festiwal FETA zapoczątkowany został w 1997 roku jako jednorazowe przedsięwzięcie, które miało uczcić obchody tysiąclecia Gdańska. To wtedy do miasta przybyło kilkadziesiąt teatrów z całego świata. Ciekawostką jest, że to właśnie ten festiwal zwyciężył w ogłoszonym przez Polskie Radio Gdańsk i Gazetę Wyborczą plebiscycie na najciekawsze wydarzenie kulturalne roku milenijnego.

W tym roku program jest obszerny i na szczęście niektóre przedstawienia powtarzają się i można je jeszcze zobaczyć. Dzisiaj udało mi się obejrzeć trzy przedstawienia i opiszę je poniżej.

Pierwszym przedstawieniem jakie obejrzałam było Marcina „EX” Styczyńskiego „Plucie ogniem – Fire Breathing Show”. Osoba ta ma ponad 12 lat doświadczenia w roli artysty cyrkowego. Przedstawienie wystawiano na Dolnej Bramie i trwało 40 minut. Należy przyjść szybciej, aby zająć dobre miejsca (spóźnialscy wchodzili na pobliski dach, aby mieć lepszy widok). Przedstawienie obejmowało żonglowanie, kręcenie podpalonymi linami, połykanie ognia, a nawet dmuchanie i połykanie długiego balonika. Zarówno dzieci jak i dorośli z ciekawością przyglądali się artyście. Można jeszcze obejrzeć ten pokaz w sobotę (13.07) i w niedzielę (14.7) – polecam.

Bardzo lubię pokazy grup hiszpańskich, zatem potem udałam się na widowisko grupy Always Drinking Marching Band (Stale pijąca orkiestra marszowa) z Katalonii, która występuje na ulicach od 1997 roku. Grupa składa się z muzyków, aktorów, pracowników technicznych, tancerzy i poetów. Świetnie bawili publiczność – nie pozwolili jej rozsiąść się na trawie tylko zaprosili do wspólnej zabawy. Zespół bisował i zostałam z nimi do końca, mając świadomość że spóźnię się na kolejne, wybrane przeze mnie przedstawienie. Ten występ można było obejrzeć tylko w piątek, ale Always Drinking Marching Band przyjechał też z pokazem parady, który można zobaczyć w sobotę i niedzielę (w piątek również pokazywał paradę, ale nie mogłam na niej być).

Ostatnie przedstawienie jakie zobaczyłam w piątek to godzinny spektakl „Poza czasem” Teatru AKT. Zaprezentowano publiczności metaforę podróży w czasie i przestrzeni, która prowadzi w głąb własnej wyobraźni. Jak to w wędrówce poza czasem bywa doświadczamy, poznajemy i mamy refleksje nad przemijaniem, ale też możemy spełnić marzenia i stać się kimś innym. Na pewno przedstawienie opiera się na mimice i gestach, ale dodatkowym uzupełnieniem są elementy cyrku i tańca. Mimo późnej pory chętnych na obejrzenie tego przedstawienia było bardzo dużo, a że spóźniłam się trochę to i miejsce miałam gorsze. Chciałam zobaczyć to przedstawienie ponownie, ale niestety grano je tylko w piątek od 22:15. Wszystkim bardzo się podobało i artyści dali nawet krótki bis.

Trafiłam także na jedną ze stref z Food Truckami.

Nadeszła sobota i w planach miałam obejrzenie kolejnych przedstawień.

Zaczęłam już o 16:00 od wspomnianej wcześniej parady grupy Always Drinking Marching Band. Idąc ulicami Długą i Długim Targiem grali i śpiewali. Nawiązali świetny kontakt z publicznością. Weszli także do jednego ze sklepów i widać było po ochronie tej parady, że nie wie co z tym robić. Kto zna Hiszpanów wie, że potrafią być zwariowani. Na paradę możecie wybrać się także w niedzielę o 16:00 i 18:00.

Następnie udałam się do Parku Św. Barbary, aby obejrzeć dwa, jak się okazało, niesamowite przedstawienia.
Pierwsze z nich to „Springtime” – przejaskrawiona komedia romantyczna, która trwa 25 minut. Wystawiają ją Holendrzy: Hendrick-Jan de Stuntman oraz Merel Kamp.
Kobieta i mężczyzna wchodzą, a następnie są zawieszeni na sprężynach przytwierdzonych do stalowej konstrukcji. W sztuce pokazano ich historię od „pierwszego wejrzenia” do „i żyli długo i szczęśliwie”. Niesamowita jest mimika aktorów, która daje temu przedstawieniu oklaski na stojąco. Tę komedię można jeszcze obejrzeć w niedzielę o 15:30, 17:00 i 19:00 – polecam.

https://youtu.be/YKRkU8DYXAQ

Drugim przedstawieniem było „Life is Good”. Wstępuje tutaj dwóch aktorów: Claudio Levanti (Włoch) oraz Peter Kloft (Duńczyk). Ta mieszanka narodowości dodaje jeszcze atrakcji wystawianej sztuce, którą jest „Romeo i Julia” Szekspira w formie teatru lalek. Oprócz historii „Romea i Julii” jest też historia „Tony’ego i Marii”. Przygnębionego i mającego myśli samobójcze Tony’ego gra Peter Kloft, a pogodnego i starającego się mu pomóc Filippo – Claudio Levanti. Na pewno pośmiejesz się na tej sztuce. Tutaj również były owacje na stojąco i po przedstawieniu publiczność robiła sobie zdjęcia z aktorami.
Warto przyjść wcześniej, ponieważ są ławeczki i można usiąść. Chętnych na obejrzenie tej sztuki było wielu. Można zobaczyć ją jeszcze w niedzielę o 16:00 i 18:00.

Koło parku postawiono także Food Trucki.

Następnie skierowałam się na kolejny występ, który miał się odbyć na Targu Węglowym. Idąc przez ulicę Długą zobaczyłam, że w Teatrze w oknie także jest koncert.

Na Targu Węglowym pokaz dawał Jashgawronsky Brothers. Ta włoska grupa występuje od 2000 roku grając na instrumentach „z recyclingu” i ciesząc ludzi swoim poczuciem humoru. Interpretują utwory od muzyki klasycznej po folkową do bluesa. Szczególną ich cechą jest to, że wytwarzają swoje instrumenty nawet z przedmiotów codziennego użytku, takich jak plastikowe butelki, łyżeczki do kawy, puszki czy tarki. Można to zobaczyć w przedstawieniu „Popbins”, z którym tutaj przyjechali. Szkoda, że tylko pierwsze rzędy mogą docenić to widowisko. Scena powinna być wyższa, a może nawet ustawiona w zupełnie innym miejscu.

Na Targu Węglowym także poustawiano Food Trucki.

Było również Kino 9D.

Następnie przeszłam koło Ołowianki

i udałam się na ulicę Rycerską, gdzie występował Cie Bivouac z Francji. Pokazywali oni przedstawienie cyrkowe „A Corps Perdus” (Zagubione ciało), w którym akrobaci podejmowali misję odnalezienia się wzajemnie, nieustannie testując granice swojej wytrzymałości. Występowali na ciekawej konstrukcji, w której na wysokości 6 metrów, na chińskich tyczkach umieszczono trampolinę. Scenografia przesuwała się i wszystko było w ruchu co miało symbolizować, że tak naprawdę nic nigdy nie jest pewne i trzeba ciągle się dostosowywać. Artyści cyrkowi i tancerze będąc częścią tego ruchomego pokazu próbowali sięgnąć gwiazd i przekroczyć granice.

Potem poszłam już na ostatni spektakl jaki odbywał się tego dnia w Stoczni Cesarskiej o godzinie 23:30. Jak tylko zobaczyłam program to wiedziałam, że na ten pokaz chcę iść. Voala to grupa teatralna z Hiszpanii, która przyjechała zaprezentować przedstawienie „Voala Station”. Ten podniebny pokaz, w którym zawieszeni pod dźwigiem artyści wykonują powietrzne akrobacje tworząc choreograficzne kompozycje zainspirowane skokami spadochronowymi i baletem wodnym był niesamowity. Obrazom w powietrzu towarzyszyła muzyka skomponowana specjalnie na potrzeby tego pokazu i wykonywana na żywo. Artystka miała przepiękny głos. Podniebny pokaz odbywał się na wysokości około 30 metrów nad ziemią.

W niedzielę był ostatni dzień festiwalu. Kończyło go widowisko „Muare Experience” grupy Duchamp Pilot i Teatru Voala (sobotę kończył także spektakl tego teatru). Widowisko to było bardzo reklamowane. Bilet kosztował tylko 5 zł i już w piątek go kupiłam. Wiele osób chciało kupić bilety w niedzielę po obejrzeniu sobotniego, wspaniałego przedstawienia grupy Voala, ale niestety prawie wszystkie bilety sprzedano już wcześniej. Spora grupa osób oglądała jednak przedstawienie zza ustawionych płotów. Polecam kupować bilety na ostatnie przedstawienie jak najszybciej.

Duchamp Pilot to grupa brytyjsko-argentyńska znana z oryginalnego stylu muzycznego czerpiącego inspiracje z rocka progresywnego, art rocka oraz nowej fali. Spektakl ten to dialog pomiędzy koncertem rockowym, a wspaniałymi powietrznymi akrobacjami. Zobaczyć można jak bardzo „rock dodaje skrzydeł” – ostatecznie nawet wokalista Duchamp Pilot wzbił się w powietrze.

Poniżej umieściłam link do filmu z fragmentami niektórych przedstawień.

https://youtu.be/Ud83aYsi-AM

Zapraszam za rok na XXIV Międzynarodowy Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych w Gdańsku.

Allianz Arena – stadion piłkarski Bayernu Monachium

Tagi

, , , , , , , , , ,

Z miejscowości Aschaffenburg pojechałam do Monachium. Przejechałam prawie 400 km samochodem.

Dzień zaczęłam od zwiedzania stadionu piłkarskiego Allianz Arena – to na nim gra Bayern Monachium, w którym występuje obecnie Robert Lewandowski. Przed stadionem stoją koparki, ponieważ rozbudowywany jest parking i można trochę się zgubić jeżeli chodzi o wjazd na obecne miejsce parkingowe. Parking jest płatny.

Nazwa stadionu pochodzi od jednego ze sponsorów – niemieckiej firmy ubezpieczeniowej Allianz. Stadion otwarto w maju 2005 roku.

Byłam ciekawa, czy będąc rano zdołam bez problemu zobaczyć stadion bez kupionego wcześniej biletu – okazało się że tak. Kupiłam bilet na oprowadzanie w języku angielskim za 19 EUR. Bilet obejmował także zwiedzanie muzeum. Można dokupić audio guide za 3 EUR w języku polskim (ten audio guide obejmuje tylko muzeum).

https://allianz-arena.com/de

Jeżeli chodzi o miejsca z gadżetami to jeden sklepik jest blisko kas, a drugie stoisko ustawiono na zewnątrz – niestety w gadżetach nie ma dużego wyboru.

Następnie poszłam do restauracji, z której grupa miała rozpocząć zwiedzanie o 10:45. Można tutaj kupić m.in. kanapki czy ogromne precle za 4 EUR. Precle są bardzo smaczne, ale nie ma do nich żadnych opakowań (jeżeli planujemy coś tutaj zjeść to warto wziąć z sobą jakiś woreczek).

Byłam na wielu stadionach i to oprowadzanie mnie rozczarowało. Na pewno dużo lepiej jest na stadionie BVB w Dortmundzie, nie mówiąc już o stadionach FC Barcelony czy Realu Madryt. Opisałam na blogu większość stadionów jakie odwiedziłam i można o tym poczytać.

Podczas zwiedzania tego stadionu czułam się jakby przepychano nas z miejsca na miejsce. Ciągle miałam kolejną grupę za sobą i wcześniejszą przed sobą.

Na ścianie umieszczono logo kolejnego sponsora. Jest nim monachijski browar Paulaner, którego historia sięga XVII wieku. Paulaner jest jednym z sześciu tradycyjnych browarów, które podczas Oktoberfestu mogą serwować swoje piwa.

Zaczynamy zwiedzanie od obejrzenia zewnętrznej fasady, która skonstruowana jest z 2 874 bardzo cienkich poduszek powietrznych (przewodnik pokazał nam ten materiał z jakiego zbudowany jest stadion). Jest to największa foliowa konstrukcja świata. Powietrze jest stale pompowane przez wentylatory umieszczone pod stadionem. Natomiast każda z poduszek może zostać oddzielnie podświetlona na biało, czerwono czy niebiesko (w różnych odcieniach tych barw).
Przeszklona konstrukcja zapewnia dużą ilość światła. Stadion jest podświetlany na różne okazje.

Potem udaliśmy się w stronę trybun.

To już murawa widziana z trybun. Przewodnik usadza grupę i opowiada o stadionie.
Stadion posiada trzy poziomy trybun. Całkowita pojemność to ponad 75000 miejsc (w tym 13 794 stojących). Są loże, miejsca dla komentatorów czy wspomniane już stojące miejsca dla kibiców.
Jest bardzo mało czasu na zrobienie zdjęcia. Zatem jeżeli chcecie zrobić sobie zdjęcie z widokiem trybun to najwięcej czasu jest podczas tego opowiadania o stadionie.

Następnie idziemy w stronę strefy dla mediów. Po drodze na korytarzach wywieszone są zdjęcia piłkarzy. Zobaczyć można: Thomasa Müllera czy Arjena Robbena (ten piłkarz poinformował w lipcu, że zakończył karierę piłkarską).

Jest także zdjęcie Roberta Lewandowskiego.

To kolejna strefa z posiłkami.

Tak idąc dochodzimy do miejsca, gdzie odbywają się konferencje prasowe.

Następnie przechodzi się obok łazienek z prysznicami i pokoju z masażem.

Potem przewodnik opowiada z zachwytem o 4 szatniach jakie ma ten stadion (dwie po jednej stronie i dwie jako odbicie lustrzane). Do sierpnia 2017 roku swoje mecze rozgrywał na tym obiekcie także TSV 1860 Monachium stąd 4 szatnie.
Pokazana zostanie jedna szatnia i należy spieszyć się ze zrobieniem zdjęć, ponieważ już po kilku minutach kolejna grupa czeka na wejście do tego pomieszczenia.

Obok jest miejsce, w którym znajduje się basen. Przewodnik powiedział, że piłkarze nie upodobali sobie basenu i tutaj nie przesiadują.

A potem poszłam dalej w kierunku wyjścia na płytę boiska.

Na ścianie umieszczono zdjęcie Roberta Lewandowskiego.

Gdy doszłam do wyjścia na murawę okazało się, że można oglądać ją tylko zza mało komfortowego wygrodzenia.

Nie można było podejść nawet do ławki zawodników rezerwowych. To zdarzyło mi się pierwszy raz podczas zwiedzania stadionów.

To był już ostatni przystanek i potem poszłam do wyjścia.

Następnie udałam się do muzeum, którego wejście znajduje się obok kas.

Klub został założony w 1900 roku przez jedenastu piłkarzy pod przewodnictwem Franza Johna.

Max Gablonsky (1890-1969) – był niemieckim piłkarzem i lekkoatletą. Grał dla FC Bayern w latach 1908-1915. W 1910 roku Gablonsky został pierwszym zawodnikiem Bayernu Monachium powołanym do reprezentacji Niemiec.

W jednej z gablot znajdują się buty Gerda Müllera.

Pamiątkowe proporczyki z meczu towarzyskiego jaki odbył się w 25 czerwca 1927 roku pomiędzy FC Bayern a CE Europa Barcelona.

Bayern zdobył swoje pierwsze Mistrzostwo w 1932 roku.

Monachium około 1900 roku

Na ścianach, w danych latach, umieszczono ciekawe quizy – niestety niektóre z nich nie działają.

Są stanowiska dla dzieci.

Na środku ustawiono puchary.

Wyróżniono historyczny rok 2013 kiedy to Bayern Monachium zdobył 5 najważniejszych trofeów: Mistrzostwo Niemiec, UEFA Super Cup, FIFA-Klub-Weltmeisterschaft, DFB-Pokal i Champions League.

W gablocie z rokiem 2018 jest zdjęcie Roberta Lewandowskiego z informacją, że z dorobkiem 29 goli po raz trzeci w karierze został królem strzelców Bundesligi.

W muzeum można zobaczyć makiety,

koszulki

oraz zdjęcia piłkarzy i trenerów.

Na końcu znajduje się sala, w której można zrobić sobie zdjęcie z piłkarzem 🙂

Wystawiono tutaj także model Audi – to jeden z akcjonariuszy klubu i dostawca samochodów dla zawodników.

To już wszystko co możecie zobaczyć jeżeli chodzi o stadion piłkarski Allianz Arena i muzeum.