Spacer po Biskupiej Górce w Gdańsku

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , ,

Biskupia Górka to część miasta Gdańska i wzniesienie (60,8 m n.p.m.) z osiedlem, przez które przebiega granica dzielnic Śródmieście i Chełm.

Pierwsza informacja o tym miejscu pochodzi z dokumentu Mściwoja II z 1277 roku. Książę Pomorski obiecał przebywającemu w Gdańsku biskupowi uwolnienie wszystkich jego posiadłości od opłat. Na szczycie pagórka wybudowano wtedy drewniany dwór, w którym mogli przebywać duchowni.
W 1380 roku na dworze gościł biskup Zbylut, który postanowił wznieść nową, tym razem murowaną budowlę. Niestety nie przetrwała ona długo, ponieważ w 1414 roku Krzyżacy kazali ją rozebrać.
Teren ten należał do biskupów aż do drugiego rozbioru Polski. Stracili oni jednak tak naprawdę kontrolę nad tym terenem w momencie tworzenia fortyfikacji. Nie wszyscy mogli mieć również wstęp na ufortyfikowany szczyt wzgórza. Biskupi w XV wieku fizycznie opuścili ten teren i przenieśli się na Chełm.

Na zboczu powstała wioska, która obejmowała około 35 ha gruntów, w jej skład wchodziło 6 zagród w 1444 roku. Natomiast pod koniec XVI wieku było ich już 15.

Biskupia Górka była takim miejscem z którego Gdańsk był wielokrotnie atakowany. Dopiero w XVII wieku (1623 roku) Zygmunt III Waza wystosował do rajców miejskich Gdańska odezwę, aby zrobili porządek z tym miejscem ponieważ stanowiło zagrożenie dla miasta. W 1628 roku rozpoczęły się prace nad naziemnymi fortyfikacjami. Powstał Szaniec Szwedzki i 3 bastiony (Zbawiciela, Pośredni, Ostroróg). Same bastiony tworzyły jedne z ciągów fortyfikacji Gdańska.

Przy okazji Biskupiej Górki należałoby również wspomnieć Nataniela Wolfa. Ten lekarz, przyrodnik i astronom był związany z Gdańskiem. Z zapisków wiadomo, że był on prekursorem stosowania surowicy w celu szczepienia przeciwko ospie. W 1780 roku działające w Gdańsku Towarzystwo Przyrodnicze zakupiło na bastionie Ostroróg miejsce pod budowę obserwatorium astronomicznego. To obserwatorium nazwane „Dostrzegalnia Gwiazd” wybudował i wyposażył właśnie Nataniel Wolf. Astronom zmarł w grudniu 1784 roku w czasie epidemii grypy. Legenda mówi, że astronom wierzył iż medycyna rozwinie się w ciągu 100 lat na tyle, że powróci do żywych. Został pochowany obok obserwatorium, w specjalnej drewnianej kapsule, wypełnionej płynem podobnym do formaliny, który miał zakonserwować jego zwłoki. Obserwatorium zostało zniszczone w 1813 roku wraz z trumną i nagrobkiem samego Nataniela Wolfa. Kiedy po niespełna 100 latach otwarto trumnę nic w niej nie znaleziono.

W latach 1818-1819 wybudowano u podnóża Biskupiej Góry zbór menonicki. Mennonici przybyli do Gdańska uciekając przed prześladowaniami religijnymi. Ufali, że to tolerancyjne miasto pozwoli im tu zamieszkać i nie będzie zmuszało do składania przysięgi wojskowej (nie składa się takich przysiąg w tym wyznaniu). Niestety w Gdańsku obywatelstwo zarezerwowane było tylko dla luteran i katolików. Gdańsk chciał lokować poza miastem zarówno Żydów jak i Menonitów. Obecnie w tym miejscu znajduje się Kościół Zielonoświątkowy.
Spacer zacznę właśnie od tego pomenonickiego kościoła w stylu klasycystycznym – najstarszej tego typu budowli w Europie.

Idąc dalej przechodzę obok jednego z pierwszych gdańskich murali – Martin Luther King namalowany przez Tomasza Bielaka.

Do początków XIX wieku były tutaj fortyfikacje i bastiony, które zostały rozebrane na początku XX wieku. Była tutaj również fosa. Takie umiejscowienie powodowało, że Biskupia Górka była traktowana jako przedmieście Gdańska, a przecież jest to Śródmieście Gdańska.

Po drugiej stronie ulicy, w oddali widać budynek w którym od 1949 roku mieści się Dyrekcja Okręgowa Lasów Państwowych – to tylko taka ciekawostka.

Natomiast ja idę dalej i skręcam w lewo, w uliczkę za muralem. Mijam poniższy budynek przy ulicy Biskupiej 35, w którym przez długie lata mieścił się m.in. zakład fryzjerski.

Biskupia Górka ma to szczęście, że praktycznie nie została zniszczona podczas II Wojny Światowej. Świadectwo, kto zamieszkiwał na tych terenach można zobaczyć na kamienicach – dawne napisy w języku niemieckim. Ten poniższy napis świadczy o tym, że sprzedawano tutaj mleko. Można znaleźć jeszcze na innych budynkach pozostałości napisów, ale naprawdę zostało ich już niewiele.

Widać również, że niektóre budynki nie wyglądają tak jak za dawnych lat. W tym z czerwonej cegły (przy ulicy Biskupiej 6) widać miejsce gdzie był dołączony kolejny budynek.
 

To widok na ulicę Biskupią.

Idę dalej tą ulicą w górę. Po prawej stronie mam ulicę Na Stoku. Znajduje się tutaj ten poniższy budynek z oryginalnymi drzwiami, w których umieszczono inicjały właścicieli.

Kiedyś na Biskupiej Górce było dużo więcej balkonów, ale po tym jak jeden z nich spadł zaczęto je usuwać. Były tutaj również przedproża ale usunięto je w momencie układania wodociągu.

Idąc dalej przechodzę koło budynku na ulicy Biskupiej 29. To bardzo ciekawa kamienica. Na szczycie jest jeszcze data, która świadczy, że powstała ona pod koniec XIX wieku (1891). Na fasadzie jest również napis w języku niemieckim, po polsku brzmiałby: „Bój się Boga, czyń prawdę, nie chowaj się przed nikim.” Kamienice do końca II Wojny Światowej miały księgi adresowe, które są do dzisiaj dostępne w języku niemieckim. Można z nich wyczytać kto mieszkał w jakim lokalu oraz kto był późniejszym właścicielem.
 

Następnie przystanęłam przed dawnym budynkiem inspektora zarządzającego wałami.

Gdybym poszła schodami do góry to doszłabym do Pohulanki. W tamtym miejscu 4 lipca 1946 roku odbyła się publiczna egzekucja przez powieszenie niemieckich nadzorczyń kobiet żydowskich i gońców obozu Stutthof. Jedenaście osób przyjechało osobnymi furgonetkami. Każdy z samochodów zaczepiony był o inny podest z szubienicą. W atmosferze festynu co dwadzieścia minut strącano i wieszano kolejną osobę. Ponieważ zakłady pracy dały pracownikom wolny dzień to na to „widowisko” mógł przyjść każdy.

Ja jednak skręciłam w lewo i poszłam dalej ulicą Biskupią. Poniżej kamienica przy ulicy Biskupiej 19.

Idę coraz wyżej i w pewnym momencie widzę w głębi poniższy budynek pod nr 24C, niemal na szczycie Biskupiej Górki, gdzie zapewne mieściło się kierownictwo „Miejskiego Placu Sportowego” i boisko. Widać część napisu Städt. Sportplatz Bischofsberg.

Uliczka ta jest w pobliżu Gdańskiej Szkoły Wyższej, która mieści się w Reducie Biskupiej Górki z początku XIX wieku.

W oddali widać wieżę Schroniska Młodzieżowego o którym jeszcze opowiem.

To jest teren dawnych koszar. Zostały zbudowane w latach 1828-1833 i wyglądały praktycznie tak jak obecnie można je oglądać, na planie trapezu. Środkowa część przeznaczona była dla szeregowców i podoficerów, w bocznych znajdowały się magazyny. Koszary umieszczono w sporej odległości od bastionów co dawało im dodatkową ochronę. Są tutaj również dwie kaponiery (stanowiska strzelnicze).

Na poniższym budynku widnieje tabliczka z napisem, że są to dawne koszary.

Warto również wejść do budynku Gdańskiej Szkoły Wyższej i zobaczyć wnętrza (należy zejść schodami w dół).

Można zobaczyć jak grube były mury.




Wyszłam z budynku szkoły i stanęłam przed tym budynkiem. Tu znajduje się zamurowane podziemne przejście – bardzo dobrze zachowane.

Teraz jestem u podnóża dawnego schroniska. Schronisko jest najwyższym punktem widokowym Gdańska.

Schronisko Młodzieżowe im. Pawła Beneke (Paul-Beneke-Jugendherberge) zostało zbudowane przez Niemców w latach 1938-1940. Budynek miał być utrzymany w stylu krzyżackich budowli. W niespełna 1,5 roku powstał ogromny obiekt w kształcie czworoboku, w którym mieściło się 500 osób. Obiekt został otwarty na początku 1940 roku i różne szkolenia przechodziła tutaj młodzież niemiecka. Było to wtedy największe schronisko w Europie. Sam taras miał
1200 m². Do budowy tego budynku użyto 1,5 mln cegieł, w większości robionych ręcznie. Ma wspaniałą, 25-metrową wieżę z której roztacza się przepiękny widok na Gdańsk. Wieża posiadała 22 dzwony i specjalny mechanizm kurantowy. Raz dziennie, w południe z boku wieży odbywała się inscenizacja: wyjeżdżały dwa okręty (jeden Pawła Beneke, a drugi nieprzyjaciół) i jeden z nich tracił maszt. Obecnie obiekt ten zajmuje Wojewódzka Komenda Policji i z tego względu wejście na ten teren jest niemożliwe. Aby wejść do środka trzeba złożyć podanie, a i tak można się nie dostać.

Jeszcze kilka słów kim był Paweł Beneke – to gdański żeglarz i kaper. Największą sławę przyniosło mu zdobycie u wybrzeży Anglii płynącej z Brugii do Southampton florencko-burgundzkiej galery „San Matteo” (27 kwietnia 1473), na której znajdował się obraz ołtarzowy Sąd Ostateczny Hansa Memlinga. Początkowo obraz ten umieszczony był w Kościele NMP w Gdańsku (teraz znajduje się tam kopia). Obecnie oryginał znajduje się w Muzeum Narodowym w Gdańsku.

Przedzierając się przez drzewa należy uważać, ale warto zobaczyć rzygacze (zakończenia rynny dachowej) oraz wspaniałą panoramę Gdańska.

Idąc dalej można zobaczyć na budynku rzeźbę Neptuna na koniu.

Potem zeszłam ulicą Biskupią do numeru 30. Można tam zobaczyć stare dzwonki.
 

Z kolei na ulicy Na Stoku 12B warto wejść i zobaczyć podwórza domów.


 

Poszłam dalej i zatrzymałam się przy budynkach na ulicy Na Stoku 23 i 25. Tak oddzielone były kiedyś budynki. Na budynku Na Stoku 25 pozostały napisy.
 

A to już budynek przy ulicy Na Stoku 35. Znajdowała się tutaj piekarnia i sprzedawano chleb i ciastka – pozostał oryginalny napis, który o tym świadczy. Można zobaczyć jeszcze miejsce w którym było oryginalne wejście do piekarni. Chleb i inne wypieki sprzedawano tutaj jeszcze po wojnie.
 

Idąc dalej mija się ciekawe metalowe balkoniki. Taka metalowa konstrukcja była zastosowana w większości budynków. Zachowały się tylko tutaj.

Wcześniej pisałam o koszarach i podziemnym, zamurowanym przejściu. W tym miejscu znajduje się wyjście.

Naprzeciwko tego miejsca można zobaczyć niemiecki właz studzienki

oraz Mostek Napoleoński. To jeden z obiektów odnośnie których cały czas historycy się sprzeczają – czy powstał w czasach napoleońskich czy może wcześniej lub później. Jest to jeden z charakterystycznych punktów tego miejsca. Na Mostku Napoleońskim umieszczono datę renowacji 2001. Znajduje się tutaj dziura – szyb wentylacyjny, który jest dowodem na kolejne fortyfikacyjne miejsce na Biskupiej Górce, która w swojej historii była głównie miejscem militarnym. Przy koszarach Prusacy wybudowali podziemną klatkę schodową, która miała łączyć bastiony i fortyfikacje na Biskupiej Górce z bastionami od strony Starego Przedmieścia. Od strony torów również zbudowano klatkę schodową, która jest obecnie niedostępna. Są zatem dwie klatki schodowe dobrze zachowane, ale niedostępne dla zwiedzających.

Jestem już przy Kanale Raduni, który też jest zabytkiem. Wybudowany na początku XIV wieku przez Krzyżaków miał doprowadzać wodę do młynów, które Krzyżacy wybudowali w centrum miasta. Kanał był też źródłem wody pitnej – z tego powodu był zapewne również źródłem epidemii, które dziesiątkowały miasto.

Idąc do mostku wzdłuż kamienic od strony kanału można zobaczyć jeszcze pozostałości pięknych balkonów. Kamienice miały również przedproża. Zmiany dokonały się zwłaszcza po II Wojnie Światowej. Ten poniższy wykusz znajduje się na ul. Zaroślak 1 przy Moście Napoleońskim.

Na elewacjach kamienic wzdłuż Kanału Raduni, zobaczyć można schody, po których zostały tylko poręcze i drzwi umieszczone kilka metrów nad ziemią. Trzeba sobie wyobrazić, że 100 lat temu Gdańsk wyglądał zupełnie inaczej i do domów wchodziło się od strony wody po przerzuconych nad Kanałem Raduni mostkach.


Natomiast odwracając się w drugą stronę ma się przed sobą taką panoramę Gdańska.

Idąc dalej w stronę kościoła pomenonickiego o którym pisałam na początku, po lewej stronie, w głębi widać napis. To jedyna informacja dotycząca cmentarza, który kiedyś w tym miejscu się znajdował. Z powodu ograniczonego miejsca w otoczonym fortyfikacjami Gdańsku rozpoczęto zamykanie oraz likwidację przepełnionych cmentarzy przykościelnych. Zakładano nekropolie poza wałami, również u podnóża Biskupiej Góry. Teren pomiędzy dzisiejszymi ulicami Na Stoku, Salwator, a Kanałem Raduni był częścią cmentarza kościoła Św. Zbawiciela. Cmentarz założony został zaraz po zarazie w 1634 roku. Północna jego część została udostępniona parafii św. Jana. Chowano tutaj także parafian z kościołów św. Katarzyny, Najświętszej Marii Panny, a nawet kaplicy św. Anny. Chowania zmarłych zaprzestano dopiero w 1946 roku.
Informację (napis) o tym cmentarzu umieszczono w czerwcu 2012 roku. Obecnie w tym miejscu znajduje się szkoła.

Z ciekawostek to w filmie „Walet pikowy” z 1960 roku plenery również pochodzą z Biskupiej Górki.

Mam nadzieję, że pokazując ten ciekawy teren zachęciłam Was do spaceru. Ponieważ prace rewitalizacyjne mają rozpocząć się w 2018 roku to polecam przyjść jeszcze przed ich rozpoczęciem. Niestety w Gdańsku bardzo często po rewitalizacji ciekawe miejsca tracą swoją historię…

Reklamy

Wielkoformatowe murale w Gdańsku

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Proponuję spacer po Zaspie, jednej z dzielnic Gdańska, zwłaszcza gdy jest ładna pogoda. Można tu obejrzeć kolekcję malarstwa monumentalnego. Zaspa to jedno z największych osiedli mieszkaniowych w Polsce. Powstała w latach 70-tych XX wieku. Miała być ucieleśnieniem modernistycznych wizji doskonałego organizmu urbanistycznego. Dzielnica ta została zaplanowana na przyległych do morza terenach byłego lotniska.

Kolekcja Malarstwa Monumentalnego na gdańskim osiedlu Zaspa to zintegrowana galeria składająca się z 60 wielkoformatowych murali na ścianach bloków,
19 aranżacji wejść do klatek bloków oraz 2 murali poziomych.

W 2017 roku kolekcja obchodzi 20 urodziny. Pierwsze murale na Zaspie powstały w 1997 roku podczas międzynarodowego festiwalu w ramach obchodów tysiąclecia Gdańska.

Zaprezentuję tylko niektóre murale, aby zachęcić Was do spaceru po ulicach: Pilotów, Startowa, Nagórskiego, Bajana, Dywizjon 303, Skarżyńskiego.

Chodząc i oglądając murale można zobaczyć różnorodne style i nurty współczesnego malarstwa monumentalnego. Odnaleźć tutaj można street art, klasyczne malarstwo ścienne, malarstw figuratywne, graficzne, sztukę konceptualną, malarstwo historyczne i dekoracyjne. Prace zostały stworzone przez artystów wielu kultur i pokoleń.

Najlepiej pojechać kolejką SKM i wysiąść na przystanku Gdańsk-Zaspa. Już z przystanku widać w oddali pierwsze murale na ulicy Pilotów.

Mural przy ulicy Pilotów 8h przedstawia zakodowany binarnie cytat z twórczości Witkacego: „Sztuka jest odrębnym światem, jest ostatecznym odbiciem jedności bytu”, który pochodzi z powieści „622 Upadki Bunga czyli Demoniczna kobieta”. Ten 6-bitowy kod zero-jedynkowy zbudowany jest z małych i dużych kropek o średnicy 50 i 20 cm – suma nawiązuje do 70 rocznicy śmierci artysty, która przypadała w 2009 roku. Stanisław Ignacy Witkiewicz popełnił samobójstwo 18 września 1939 roku. Na dole muralu można odszyfrować podpis Wiskiewicz zamiast Witkiewicz.

Mural przy ulicy Pilotów10a zatytułowany „Bałtyk” powstał w 2011 roku i przedstawia zanurzonego w bałtyckiej głębinie nurka, który z przerażeniem obserwuje otaczające go ławice przeróżnych stworzeń i przedmiotów. Samochody zamiast kół mają turbiny. Znajduje się tutaj również futurystyczna łódź podwodna. Tonacja muralu nawiązuje do rzeczywistego koloru Morza Bałtyckiego.

Mural przy ulicy Pilotów 5a powstał w 2010 roku. Na dolnej części elewacji nawiązuje stylistycznie do wcześniej pomalowanych „wiatrołapów”, a całą pracę wieńczy domalowany rok później na górnej elewacji piąty myśliwiec marki Spitfire.

Na tym samym budynku tylko po drugiej stronie umieszczono w 2011 roku mural. Przedstawia Narcyza, zakochanego w sobie tak bardzo, że nie potrzebuje zmysłów do kontaktu ze światem zewnętrznym. Narcyz, pragnąc dopełnić swą miłość, wyrywa kawałek siebie, by móc siebie samego skosztować. Mural Ekty trafił do World Atlas of Street Artand Graffiti wydanego przez Uniwersytet Yale
w 2013 roku. To jeden z nielicznych 36 metrowych murali na Zaspie, który powstawał bez udziału asystentów.

Idąc dalej można zobaczyć kościół św. Kazimierza

i pozostałości po pasie startowym. Kiedyś na tym pasie był bazar.

Mural przy ulicy Dywizjonu 303 33a pod tytułem Jan Paweł II i Lech Wałęsa powstał w 1999 roku. Mural ten wywołał wiele kontrowersji. Powstał w bezpośrednim sąsiedztwie miejsca, w którym w 1987 roku odbywała się msza podczas trzeciej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. Do tego wydarzenia nawiązuje widoczny na muralu szkic ołtarza papieskiego. Namalowany w „dewocjonalnej” estetyce papież nawiązuje do wielkoformatowych banerów, które zdobiły ściany szczytowe bloków podczas mszy papieskiej. Sam Wałęsa to już charakterystyczny dla Roskowińskiego dynamizm i ostra, komiksowa kreska. Motywy muralu zostały wykorzystane przez Roskowińskiego w 2012 roku na ścianie bloku w Kiszyniowie.

Mural przy ulicy Nagórskiego 7d powstał w 1997 roku. To przykład wprowadzenia antyku w przestrzeń modernistycznego blokowiska.

Mural przy ulicy Nagórskiego 7a stworzył w 1997 roku Piotr Bondarczyk, filmowiec pracujący w Kalifornii. Praca to powiększony do rozmiarów ściany kadr słynnej sceny pocałunku z „Przeminęło z wiatrem”. Ukryta w pikselach fizjonomia Clarka Gable nasuwała jednak inne skojarzenia. Wśród mieszkańców krążyła legenda o pocałunku Lecha i Danuty Wałęsów.

Mural na ulicy Nagórskiego 9g powstał w 1997 roku. Amerykanin, Tim Portlock postanowił w jednoznaczny sposób nawiązać do kontekstu festiwalu, czyli obchodów tysiąclecia Gdańska. Mural to pejzaż okolic miasta uchwycony z lotu ptaka. Po zdjęciu rusztowań okazało się, że artysta pominął kluczowy element identyfikujący Zatokę Gdańską. Półwysep Helski został domalowany z podnośnika.

Mural przy ulicy Nagórskiego 9a powstał w 2015 roku. Został namalowany przez Rustama pochodzącego z Kazachstanu. Opowiada o relacji między rodzicem a dzieckiem.
„Mój mural opowiada o relacji między rodzicem a dzieckiem. Myślę, że bardzo ważna jest edukacja dzieci przez rodziców, którzy muszą być jednak wcześniej do tego przygotowani. Rodzice, sprawiają, że każdy dzień w życiu dziecka jest ważny i na odwrót. Na obrazie widać, że ojciec zdołał już uporządkować swoją wiedzę, a teraz gotowy jest na to by przez naukę i zabawę przekazać ją swojemu dziecku.”

Mural „Narodowe Siły Zbrojne” powstał przy ulicy Nagórskiego 11c w 2012 roku, w 70 rocznicę powstania Narodowych Sił Zbrojnych, 100 tysięcznej formacji występującej zbrojnie przeciw reżimowi komunistycznemu w latach bezpośrednio po zakończeniu drugiej wojny światowej. Praca przedstawia okrutne okoliczności w jakich znaleźli się żołnierze niezłomni, którzy nie złożyli broni gdy reszta świata świętowała zakończenie drugiej wojny światowej.

Mural na ulicy Nagórskiego 11a powstał w 2010 roku. Spotkanie pokoleń, kultur i wizji artystycznych. Systematyczna, operująca strukturami geometrycznymi Edeltraut Rath z Niemiec i spontaniczna Pan Liping z Chin wspólnie pracowały nad tą ścianą.

Mural na ulicy Bajana 9a powstał w 1997 roku. Praca w sporej części powstała przy pomocy farb w sprayu i wygląda niczym osamotniony kadr z nigdy niewydanego komiksu.

Mural przy ulicy Bajana 5a powstał w 2012 roku. Namalował go Klaus Klinger z Niemiec. Jest on autorem ponad 150 murali powstałych we współpracy z artystami ze wszystkich kontynentów. Realizował projekty murali w Niemczech, Nikaragui, Chile, Kubie, Brazylii, Turcji, Polsce, Senegalu, Namibii.
Przodowniczka pracy ery konsumpcyjnej przemierza rozkwieconą łąkę pchając wózek sklepowy bez dna. Mural świadomie nawiązuje stylistyką do propagandy socrealistycznej. Co ciekawe, kobieta z muralu zmierza wprost do centrum handlowego, zbudowanego w zaadaptowanym do tego celu hangarze przy ul. Żwirki i Wigury, gdzie do roku 1974 funkcjonował terminal lotniska Gdańsk Wrzeszcz.

Mural przy ulicy Bajana 7a powstał w 2013 roku. Praca ta to dyskusja o procesie globalizacji i przemyśle turystycznym. Postaci z muralu zostały wcześniej sfotografowane przez Sana w popularnych ośrodkach turystycznych – na Wielkim Murze, w Kanionie Kolorado, przy Uluru w Australii, a także w Hiszpanii, w rodzinnej wiosce artysty. Podróże nigdy nie były tak łatwe i powszechne jak dziś, a jednak współczesny turysta dalej tkwi w utartych schematach kształtowanych przez kulturę pochodzenia.

Mural przy ulicy Dywizjonu 303 13b powstał w 2012 roku. Namalował go Lucas Lasnier aka Parbo – argentyński grafik i ilustrator. Przedstawia jeźdźca chronionego wątpliwą tarczą w postaci wspólnej europejskiej waluty. W 2012 roku kryzys w strefie euro dopiero nabierał rozpędu, a wymowa argentyńskiego muralu stopniowo przybierała na sile wraz z pogłębiającymi się problemami europejskich dłużników.

Mural umieszczony na ulicy Dywizjonu 303 9a został wykonany w 2010 roku. Ryszard Niedzielski przedstawił portrety przyjaciół i rodziny, którzy pozwalają zachować „wolność w czasach kryzysu”. W jednym z błękitnych kwadratów odnaleźć można charakterystycznego „najeźdźcę”.

Mural przy ulicy Bajana 9a 11c powstał w 2012 roku. Zadaniem projektowym dla rocznika 2011/2012 Gdańskiej Szkoły Muralu było stworzenie muralu inspirowanego polskim malarstwem. Powstał dyptyk połączony optycznie wstęgą wg pomysłu profesora Jacka Zdybla oraz wykorzystujący bezpośrednie cytaty z polskich malarzy XX wieku: Tomasza Tatarkiewicza, Jana Tarasina, Stefana Gierowskiego i Jana Dobkowskiego.

Mural na ulicy Dywizjonu 303 17a powstał w 2010 roku. Namalował go Jub Mönster – niemiecki malarz, ilustrator i muralista. Niepozorny dozorca zamiatający ścianę bloku to w rzeczywistości sąsiad Juba Mönstera, bremieński prawnik, który rozpoczyna każdy dzień osobliwym rytuałem zamiatania ulicy przed swym domem. Cień zamiatacza został namalowany w sposób, który tworzy iluzję podczas słonecznych poranków, gdy dozorcy całego świata ruszają z miotłami na ulicę.

Idąc dalej zobaczyłam kilka pomalowanych wejść do klatek bloku przy Dywizjonu 303 9b,c,d.

Mural namalowany przy ulicy Dywizjonu 303 9d powstał w 2014 roku. Kolory spadające kaskadą ze szczytu budynku to symbol ożywienia, jakie w przestrzeń publiczną miast wprowadzają interwencje malarzy ulicznych. Malarz Opiemme z Włoch, który sam również jest poetą, dedykował mural Wisławie Szymborskiej. Barwy z górnej części muralu mają za zadanie przyciągnąć widza pod samą ścianę, gdzie zostanie skonfrontowany z fragmentem poezji Szymborskiej, wersem pochodzącym z wiersza „Pod jedną gwiazdką”: „Prawdo, nie zwracaj na mnie zbyt bacznej uwagi. Powago, okaż mi wspaniałomyślność.”.

Mural przy ulicy Dywizjonu 303 5f został namalowany w 2010 roku. Powstał w 30 rocznicę powstania NSZZ Solidarności, wydarzenia w historii Polski, które rozpoczęło proces budowy relacji społecznych opartych na prawach człowieka oraz wolności i godności jednostki. Praca Jacka Wielebskiego zdaje się wskazywać, że proces „Budowy Jednostki” nie został jeszcze zakończony.

Mural widniejący na budynku przy ulicy Dywizjonu 303 3a powstał w 2010 roku. Realizacja została oparta na archiwalnej fotografii wykonanej w 1940 roku w bazie RAF Northolt w zachodnim Londynie, na której w tle został użyty schemat budowy myśliwca Spitfire. Celem muralu było pokazanie pilotów Dywizjonu 303 w kontekście ich indywidualnych osobowości, w oderwaniu od nimbu bohaterów wojennych. Najlepszy przykład niesztampowego charakteru to podpułkownik Jan Zumbach (piąty od lewej), as Dywizjonu, pseudonim Kaczor Donald, po wojnie najemnik, przemytnik, właściciel dyskoteki w Paryżu i pilot powietrznych taksówek.

Mural umieszczony na budynku przy ulicy Dywizjonu 303 3f powstał w 2011 roku. Widnieje tutaj otwarta puszka kryjącą w sobie najpopularniejsze ryby polskiego akwenu Morza Bałtyckiego: flądrę, dorsza, śledzie oraz babkę.

Znowu przechodzę przez dawny pas startowy, aby zobaczyć inne murale na ulicy Pilotów.

Mural znajdujący się przy ulicy Pilotów 6a powstał w 2009 roku z okazji 50. rocznicy pierwszego koncertu rockowego w Polsce, który odbył się w klubie Rudy Kot w Gdańsku. Ozmo (włoski malarz) początkowo planował namalować kartę „Diabeł” z tarota jednak bezpośrednie sąsiedztwo kościoła wpłynęło na zmianę wizji i ostatecznie artysta namalował swój autoportret oparty na starożytnej japońskiej rycinie.

Mural umieszczony na ulicy Pilotów 6f  powstał w 2013 roku. Namalował go Shai Dahan – amerykański malarz urodzony w Izraelu. Jest on inspirowany historią pilota American Express z lat 20. ubiegłego wieku, który wylądował awaryjnie na pastwisku pełnym krów. Próbując chronić zwierzęta, uszkodził ogrodzenie, a tym samym spowodował ucieczkę wystraszonego stada. Artysta malujący w wielkim formacie w przestrzeni publicznej jest w podobnej sytuacji do nieszczęsnego pilota, gdyż nawet najlepsze intencje nie gwarantują pozytywnego odbioru jego prac. Shai nie miał pojęcia, że praca powstanie na ulicy Pilotów, na terenie dawnego lotniska, na którym powstała Zaspa.

Dokładnie naprzeciwko pilota umieszczono ten poniższy mural przy ulicy Pilotów 8a. Namalował go włoski artysta w 2011 roku. Charakterystyczny profil, szczegółowe oddanie dłoni i inny od zamierzonego kolor postaci -Run malując zrozumiał, że planowana początkowo czerń nie jest dobrym pomysłem na dominującą barwę tego muralu.

Mural na ulicy Pilotów 10h powstał w 2011 roku i przedstawia piramidę zwierząt. Gdy na Pilotów stały już rusztowania, jeden z zaproszonych artystów odwołał swój przyjazd do Gdańska. W wyniku gorączkowych poszukiwań zastępstwa, udało się namówić gdańską artystkę Joannę Skibę, która pierwszy raz w swej karierze zmierzyła się z 36 metrową ścianą. Mural przedstawia Miłość, która jest pokusą. Widać tutaj jelenia, wilka (dzieci często mówią na tego zwierzaka
świnio-kangur), ptaka i słońce.

Mural namalowany na budynku Pilotów 12a powstał w 2009 roku. Nawiązuje do 70 rocznicy wybuchu II Wojny Światowej. Podobnie jak pozostałe prace Mariusza Warasa, powstał w technice szablonu. Technika umożliwia błyskawiczną pracę na ścianie, która jednak poprzedzona jest żmudnym procesem wycinania szablonu w studiu. Po konsultacjach z mieszkańcami, planowany początkowo samolot został zastąpiony sterowcem. Kilkaset metrów dalej, w pobliżu pierwszego dworca lotniczego przy dzisiejszej ulicy Hynka, w 1932 roku lądował słynny Graff Zeppelin, a w 1913 roku SL-1, zbudowany przez Johanna Schütte, profesora Technische Hochschule czyli dzisiejszej Politechniki Gdańskiej.
Dokładnie w tym samym miejscu, tylko pewnej zimowej nocy w 1984 roku powstał na tej ścianie mural M-City. Marek Czachor i Zbigniew Mielewczyk poprzez swój mural upominali się o wolność dla Andrzeja Gwiazdy, kolegi z Klubu Wysokogórskiego Trójmiasto. Zajmujący siedem pięter napis „Uwolnić Gwiazdę” powstał w kilka minut przy użyciu pędzla ławkowego i zmiotki. Następnego dnia, wezwani do usunięcia napisu strażacy zamalowali go w taki sposób, że stał się bez trudu widoczny nawet w nocy, a pierwsze litery hasła zostały nietknięte z powodu zbyt niskiego wysięgnika. Władze zwróciły się o pomoc do branży „prace na wysokościach”, zdominowanej przez działaczy opozycyjnych. Wszystkie firmy odmówiły pomocy w zamalowaniu napisu tłumacząc się nawałem zleceń. Napis został ostatecznie zamalowany, jednak na trwale wpisał się w horyzont lokalnej pamięci.

Na drugiej ścianie bloku przy Pilotów 12 w 2015 roku urugwajscy artyści namalowali poniższy mural. Przedstawia on koguta z grzebieniem, który ma przywodzić skojarzenia z sylwetką Gdańska i polską dziewczynkę pomagającą urugwajskiemu chłopcu w realizacji marzeń. Na koszulce chłopca, poza flagą Urugwaju znajdują się przypinki, które przedstawiają kubek do picia yerba mate, czyli najpopularniejszego południowoamerykańskiego naparu, Palacio Salvio, najbardziej rozpoznawalny budynek Montevideo, wałek malarski oraz samych artystów trzymających się za ręce.

Mural umieszczony po przeciwnej stronie koguta przy ulicy Pilotów 14a namalował Mazu Prozak w 2011 roku. Ta najbardziej czasochłonna ze wszystkich realizacji nazywana jest niekiedy psychodelicznym bluszczem. W dużej mierze improwizowany, namalowany przy użyciu rekordowej liczby kolorów. W walce z nieubłaganie umykającym czasem pomocni okazali się mieszkańcy ulicy Pilotów, którzy odpowiedzialni są za pojedyncze plamy koloru w dolnej części ściany. Sam artysta leżał czasem na przeciwległym wzgórzu i obserwował swoje dzieło.

Mural umieszczony na Pilotów 13a powstał w 2015 roku. Grecki malarz w muralu ukazał bogactwo szczegółów, kolorów oraz wątków i pokazał jak nieograniczony jest przekaz.

Na budynku Pilotów 17 powstały dwa murale. W tym bloku mieszkał Lech Wałęsa z rodziną. Podczas powrotu Wałęsy z internowania, na Pilotów pojawił się kilkunastotysięczny tłum. Praca powstała w 2008 roku, dokładnie w 25. rocznicę przyznania Pokojowej Nagrody Nobla. Mural to powiększone do rozmiarów ściany zdjęcie Lecha z okresu internowania. Oglądany z bliska jest niejednoznaczny i nieoczywisty natomiast z dystansu, to niebudzący wątpliwości wizerunek przywódcy Solidarności.

Drugi mural na tym budynku namalował Jorge Pomar. Jego prace charakteryzują się wykorzystaniem flag państw, zarówno tych znanych jak i mniej znanych. Ideą projektu jest stworzenie ogromnej konstrukcji sięgającej słońca, niczym drabiny. Wszystkie flagi łączy element słońca przedstawiony niekiedy za pomocą koła lub okrągłego kształtu geometrycznego. Mural pokazuje flagi 25 państw: Bangladeszu, Japonii, Urugwaju, Rwandy, Kiribati, Argentyny, Macedonii, Antigua i Barbudy, Nigerii, Tajwanu, Namibii, Malawi, Kirgistanu, Kazachstanu, Filipin, Nepalu, jest też flaga australijskich aborygenów, Ekwadoru, Biafra, Kurdystanu, Afganistanu, Mongolii, Malezji, Polski oraz flaga Tybetu wieńcząca kompozycję.

Mural przy Pilotów 16f nawiązuje do lotniczej historii przestrzeni na której powstała Zaspa i jest pochwałą oddaną estetyce modernizmu i polskiej myśli technicznej dwudziestolecia międzywojennego. Samolot na muralu to PZL 37 Łoś, polski bombowiec, który był pod wieloma względami przełomową konstrukcją. Został namalowany według plakatu reklamowego przygotowanego na salon lotniczy w Paryżu w 1938 roku. Samolot jest przedstawiony w identyfikacji cywilnej, nie wojskowej. Budynek ma 12 m szerokości i tyle samo ma bombowiec. Wizerunek kobiety pilota jest inspirowany postacią Tamary Łempickiej, polskiej malarki modernistycznej. Łempicka sama nie latała, ale uwielbiała szybkość – stąd jej słynny autoportret w zielonym Bugatti. Wzory na szalu Tamary pochodzą wprost z oprawy wizualnej polskiego pawilonu z międzynarodowej wystawy wzornictwa w Paryżu w 1925 roku. Ruch, pęd, maszyna, futuryzm były kluczowymi hasłami modernizmu ery art deco.

Mural przy ulicy Pilotów 18a został namalowany przez trzech szwedzkich malarzy w 2012 roku. Przedstawia rakietę, totem symbolizujący chciwą cywilizację. Rakieta pozwoli ludzkości wyemigrować na inną planetę, gdy Ziemia zostanie już całkowicie wyeksploatowana z surowców naturalnych. Tytułowe „The Future Was Here” to tag, w kulturze graffiti podpis, który pozostawia się w miejscach swej obecności. Szwedzi nie pozostawiają wątpliwości – o ile nie ograniczymy naszej chciwości, nasze dni na Ziemi są policzone.

To tylko część murali znajdujących się na Zaspie. Mam jednak nadzieję, że w wolnej chwili wybierzecie się tutaj na spacer i sami je obejrzycie.

Dom Anny Frank w Amsterdamie

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Dom Anny Frank był kolejnym miejscem na mojej liście. Zatem, kończąc rejs po kanałach przy tym domu, postanowiłam go zobaczyć. Dom przy Prinsengrachcie to jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc w Amsterdamie.

http://www.annefrank.org/


Aby tutaj się dostać trzeba mieć wiele samozaparcia. Mimo Museumkaart, która pozwalała mi nie płacić za wejście do tego domu (po godzinie 15stej), musiałam odstać w kilometrowej kolejce, aby wejść do środka. Stałam w kolejce 1,5 godziny. Weszłam do muzeum o 20:32 i tak naprawdę ledwo zdążyłam wszystko zobaczyć do 22:00 – o tej godzinie zamykają muzeum. Uważam, że powinno się mieć na nie minimum 2 godziny.

Jest opcja, aby ominąć kolejkę. Należy z dużym wyprzedzeniem
(2-3 miesięcznym) kupić do tej karty bilet przez stronę internetową. Bilet ten kosztuje 0,50 EUR. Niestety ja o tym nie wiedziałam i jak chciałam go nabyć podczas mego pobytu w Amsterdamie to najbliższe bilety były dopiero na październik. Zatem warto kupić ten bilet dużo wcześniej inaczej trzeba liczyć się ze staniem w kolejce.

http://www.annefrank.org/en/Museum/Practical-information/Online-ticket-sales/


W latach 50. XX wieku planowano wyburzyć ten dom. W tamtym czasie mało kto słyszał o Annie Frank.

Dom składa się z części frontowej i przybudówki na tyłach pełniącej różne funkcje. Był tu kiedyś zarówno magazyn, ale i tajny kościół.

Otto Frank wraz z żoną Edytą i dwiema córkami: Margot i Anną zbiegł w
1933 roku do Amsterdamu z Frankfurtu, kiedy to w Niemczech do władzy doszedł Hitler. W części frontowej tego domu Otto Frank prowadził firmę specjalizującą się w obrocie przyprawami oraz dodatkami do żywności. Pracował u niego Hermann van Pels. Te dwie rodziny zaprzyjaźniły się. Otto Frank przewidywał, że być może będą musieli się ukrywać i na tę okoliczność przygotował oficynę. Po niemieckiej agresji na Holandię rodziny znalazły się w pułapce. Frankowie wraz z rodziną van Pelsów (Hermanem, Augustą i ich synem Peterem) od lipca 1942 roku zaczęli ukrywać się w przybudówce domu. W listopadzie dołączył do nich Fritz Pfeffer, z którym Anna Frank musiała ponad półtora roku dzielić mały pokój w oficynie. Nie za dobrze się ze sobą dogadywali i często dochodziło między nimi do sprzeczek.
W budynku znajdującym się od strony ulicy widać było, że przedsiębiorstwo nadal działało normalnie. Współpracownicy Otto Franka, którzy pomagali ukrywającym się, pracowali tak, jakby nic się nie działo – nikt nie mógł zauważyć, że w oficynie ktoś się ukrywał. Wieczorami i podczas weekendów, gdy nikogo w przedsiębiorstwie nie było ukrywające się osoby schodziły na dół do budynku firmy.

Anna Frank, która marzyła o zostaniu pisarką zaczęła prowadzić dziennik od lipca 1942 roku. Zapisała 3 bruliony i ponad 100 kartek. To w nich napisała również, że zakochała się w Peterze van Pelsie. Niestety w sierpniu 1944 roku, ktoś doniósł Niemcom o kryjówce i 4 sierpnia 1944 roku Niemcy zapukali do drzwi domu. Anna zmarła na tyfus w marcu 1945 roku w obozie koncentracyjnym Bergen-Belsen w Niemczech (15 kwietnia 1945 roku obóz został wyzwolony przez żołnierzy brytyjskich). Przyjaciółka Anny, która była wraz z nią w obozie wspominała po latach, że Anna przeżyłaby obóz gdyby wierzyła, że ktokolwiek z jej rodziny również przeżył obóz.
Po wojnie okazało się, że ocalał Otto Frank – ojciec Anny. Odnalazł on dzienniki i próbował zainteresować różnych wydawców pamiętnikami, które są świadectwem dojrzewania w warunkach stałego zagrożenia i życia w ukryciu. Niestety nikt nie był chętny na ich wydanie. Dopiero w 1947 roku publikacji podjęła się  mała, holenderska oficyna. W 1952 roku dzienniki ukazały się po angielsku. W 1955 roku na podstawie książki powstała sztuka wystawiona na Broadwayu, a cztery lata później książka została również zekranizowana.

Zwiedzający wchodzą do mieszkania – kryjówki przez drzwi ukryte za regałem z książkami. Pomieszczenia są teraz puste, nie licząc zdjęć gwiazd filmowych na ścianach w pokoju Anny i modelu przybudówki wykonanego przez Otto Franka. Zrekonstruowano również biuro Franka na parterze. Można także zobaczyć wystawę dokumentów dotyczących rodziny Franków i obejrzeć film.

W każdym pomieszczeniu jest rysunek domu pokazujący, gdzie zwiedzający obecnie się znajduje. Niestety w domu tym nie można wykonywać zdjęć (bardzo pilnują). Udało mi się wykonać kilka, aby zachęcić Was do odwiedzenia tego miejsca.
 

Jest tutaj też gra giełdowa, którą Peter van Pels dostał od współmieszkańców oficyny 8 listopada 1942 roku w prezencie na swoje 16. urodziny. Peter chciał po wojnie wyjechać do Holenderskich Indii Wschodnich. Zmarł 5 maja 1945 roku w obozie koncentracyjnym Mauthausen-Guse – jeden dzień przed jego wyzwoleniem.

Ponieważ niektóre przejścia są wąskie to bywa, że trzeba poczekać nim można zacząć zwiedzać kolejne pomieszczenie.
Wychodząc przechodzi się przez sklep. Tutaj można nabyć wydane w różnych językach dzienniki Anny Frank oraz zdjęcia.

Jeżeli stojąc w kolejce zgłodniejemy, to w pobliżu jest pizzeria – Da Portare VIA. Całkiem niezła pizza – chociaż ciężko to ocenić, ponieważ jak się stoi długo w kolejce to wszystko smakuje.

http://daportarevia.nl/

Obok Domu Anny Frank znajduje się protestancki Kościół Zachodni (Westerkerk). Został zbudowany w latach 1620-1631 przy brzegu kanału o nazwie Prinsengracht. Utrechcki rzeźbiarz, Hendrick de Keyser, słynął z tego, że fasady upodabniał do warstw weselnego tortu – tak jest i tutaj. Dzwonnica o wysokości 85 m należy do najwyższych w mieście. Kościół ten ma również najszerszą nawę z wszystkich protestanckich kościołów Holandii oraz największą liczbę wiernych. W dniu 8 października 1669 roku został tutaj pochowany Rembrandt, jednak dokładne położenie grobu nie jest znane. W tym kościele 10 marca 1966 roku królowa Beatrix (wówczas księżniczka Beatrix) poślubiła księcia Clausa von Amsberg. Odbywają się tutaj również koncerty, na które warto przyjść.
Anna Frank w swych dziennikach wspominała, że towarzyszył jej dźwięk dzwonów dobiegający co kwadrans. Kuranty nadal rozbrzmiewają co 15 minut. Obok kościoła mieści się naleśnikarnia.

http://www.westerkerk.nl/

 

Rejs po amsterdamskich kanałach

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Amsterdam, zwany Wenecją Północy, położony jest nad rzeką Amstel i posiada liczne kanały. Północne odcinki kanałów między Brouwersgrachtem, a Raadhuisstraat to mieszanka patrycjuszowskich kamieniczek, mieszkalnych łodzi, kawiarni i sklepów. Trzy największe kanały w kształcie półksiężyców usytuowane prawie równolegle do siebie to: Herengracht (położony najbardziej centralnie), Keizersgracht i Prinsengracht. Z nimi łączą się promieniście mniejsze kanały tworząc sieć wodną dzielącą miasto na liczne wyspy. Znajduje się tu 165 kanałów i 1281 mostów.

Herengracht (Kanał Pański) był siedzibą najzamożniejszych rodów i znajduje się najbliżej starego centrum. Keizersgracht (Kanał Cesarski) miał charakter bardziej kupiecki, natomiast wzdłuż Prinsengracht (Kanał Książęcy) stały składy i skromniejsze kamienice. Każdy z kanałów ma 25 metrów szerokości. Pozwalało to na cumowanie obok siebie w czterech rzędach, płytko zanurzonych barek – czasem jednocześnie nawet ponad 4000 barek.
Na Keizersgracht można zaobserwować, że domy niebezpiecznie chylą się w różne strony. Zwykle oznacza to, że pali umacniających podłoże było za mało, albo przegniły. Wierzchnia warstwa gruntu w Amsterdamie jest niestabilna i najpierw się ją umacnia. Kiedyś w tę 5-7 metrową warstwę iłu, torfu i drobnego piasku wbijano słupy, aby się dobrze zakotwiczyły w leżącym niżej piaszczystym podłożu. Na tych drewnianych palach konstruowano dębową platformę i dopiero na niej stawiano ceglane mury. Zatem jeżeli wbitych pali było za mało, albo były one za krótkie czy też wbito je krzywo powodowały osiadanie budynku. Przegnicie drewna dawało podobny efekt. Obecnie stosuje się betonowe pale.

Wszystkie fasady na lewym brzegu kanału od numeru 90 do 46 mają fasady jednakowej szerokości. Planowano, że wszystkie parcele wzdłuż kanałów będą miały taką samą szerokość – 30 metrów. Nabywcy często jednak dzielili parcele na trzy lub dwie węższe działki ponieważ podatki pobierano od szerokości fasady i tyko bogaci mogli pozwolić sobie na zamieszkanie w ogromnej rezydencji.

Do dziś na szczytach domów widoczne są wysięgniki. Podwieszano na nich wielokrążki, dzięki którym linami wciągano towary na poddasze. Klatki kamieniczek są bardzo wąskie i strome. Dlatego też nawet dzisiaj meble wnosi się przez okna.

Jadąc do Amsterdamu planowałam popływać łodzią po kanałach. Wiele firm oferuje różne wycieczki. Można również wynająć łódkę i samemu popływać po kanałach.

https://www.tours-tickets.com/

Wybrałam opcję wycieczki z winem za 24,50 EUR. Po tej przejażdżce miałam jednak niedosyt ponieważ przewodnik mało opowiadał o mijanych budynkach, bardziej interesowało go skąd są osoby znajdujące się na jego łodzi. Trzeba zatem się zastanowić i dobrze wybrać wycieczkę.


Wycieczkę zaczynałam i kończyłam przy Domu Anny Frank, który potem chciałam zobaczyć. Na zdjęciach pokażę ciekawe domy na wodzie, łodzie, interesujące budynki oraz to czym można pływać po kanałach.

To jest toaleta.


Podczas mojej wycieczki minęłam budynek Koninklijk Theater oraz

https://carre.nl/

budynek Hrmitage Amsterdam. W tym muzeum nie byłam.

https://hermitage.nl/nl/

Minęłam most, który pochodził z 1728 roku oraz

przystanek dla wycieczek Hop On Hop Off – pokazywałam również przystanek Hop On Hop Off przy dworcu w poście pt.: Spacerując po Amsterdamie.

Przepłynęłam również obok Muzeum Torebek i Portfeli. O nim napiszę ponieważ spędziłam tutaj kilka godzin.

To jest pięciogwiazdkowy, luksusowy Waldorf Astoria Hotels mieszczący się przy Herengracht 542-556.

Polecam popływać amsterdamskimi kanałami, zwłaszcza gdy jest ładna pogoda.

Muzeum van Gogha, czyli najpopularniejsze muzeum w Amsterdamie

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Muzeum van Gogha było na mojej liście numerem 1 jeżeli chodzi o zwiedzanie Amsterdamu. Postanowiłam przyjść tutaj wcześnie rano. Już o 9:40 była spora kolejka.

Na szczęście dzięki Museumkaart nie musiałam stać w kolejce, tym bardziej że padało. Skierowano mnie do bocznego wejścia od ulicy – wejście dla VIPów.

https://www.vangoghmuseum.nl/

Dziś dzieła Vincenta van Gogha biją na aukcjach wszelkie cenowe rekordy, natomiast artyście w ciągu krótkiego życia (1853-1890) z trudem udawało się sprzedać jakiś obraz. Kariera tego malarza zaczęła się w 1880 roku, kiedy zrezygnował z kształcenia się na duchownego, a skończyła w 1890 roku, gdy popełnił samobójstwo. W ciągu tego krótkiego okresu czasu stworzył 2000 dzieł sztuki. Średnio obraz powstawał co 2 dni. Niektóre dzieła tworzył bardzo szybko, inne były poprzedzone wieloma szkicami. Jednak niezależnie jak powstawały wszystkie są niesamowitym osiągnięciem człowieka, który sięgnął po pędzel dopiero w wieku 27 lat.

Muzeum to poświęcone jest sztuce Vincenta van Gogha i czasom, w których żył. Znajduje się tutaj ponad 200 obrazów tego malarza, 500 jego rysunków i 700 listów. To największa taka kolekcja na świecie.

Po wejściu do środka można zobaczyć tablicę. Na niej namalowane są Słoneczniki van Gogha z 1889 roku. Można dotknąć to malowidło i polecam to zrobić. Również osoby niewidome mogą poznać to dzieło. Oryginał wisi w innym miejscu tego muzeum i jest wspaniały.

Muzeum jest 3-piętrowe i jeżeli ktoś interesuje się malarstwem to powinien przeznaczyć na to muzeum minimum 4 godziny.

To jest portret Vincenta van Gogha namalowany przez jego przyjaciela Johna Petera Russella w 1886 roku.

Na parterze można również zobaczyć barwy używane w obrazach.

I poniższe obrazy.

Następnie mija się ścianę na której pokazano ważniejsze daty z życia Vincenta van Gogha.

Na mapie zaznaczono również miejsca, które odwiedził malarz.

Na parterze można także zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie z malarzem. Zdjęcie można przesłać od razu na swój adres mailowy. W muzeum jest Wi-Fi.

Teraz pokażę kilka obrazów, które można tutaj zobaczyć.
Poniżej „Stolik kawiarniany z Absyntem” z 1887 roku.

A to kolejne obrazy, między innymi „Stara kobieta z Arles”
i „Portret Camille Roulin”.


Malarz zafascynowany był również sztuką japońską i kopiował japońskie drzeworyty.

A to już słynne Słoneczniki. Ja wracałam do tego obrazu kilka razy – jest przepiękny.

Obraz „Czaszka z palącym się papierosem” jest również dziełem Van Gogha.

W muzeum pokazana jest rodzina malarza. Ojciec Theodorus van Gogh i matka Anna Cornelia van Gogh (z domu Carbentus) mieli sześcioro dzieci. Vincent Willem był pierworodnym, a po nim przyszły na świat trzy siostry: Anna Cornelia (ur.1855), Elisabeth Huberta (ur. 1859) i Willemina Jacoba (ur. 1862) oraz dwaj bracia: Theo (ur. 1857) i Cornelis Vincent (ur. 1867). W ciągu swego życia Vincent utrzymywał bliskie kontakty tylko z dwojgiem z rodzeństwa: Willeminą i Theo.

Jednym z najbardziej wiarygodnych źródeł w zrozumieniu malarstwa oraz psychiki Vincenta van Gogha jest właśnie zbiór korespondencji pomiędzy nim a jego młodszym bratem, marszandem Theo van Gogh. Theo wspierał swojego brata finansowo oraz psychicznie bez względu na to, w jak skomplikowanej sytuacji życiowej znajdował się malarz. Owocem ich długoletniej przyjaźni jest kilkaset listów, które bracia pisali do siebie od roku 1872 do 1890.

W muzeum można zarówno obejrzeć korespondencję jak i jej posłuchać.

Na jednej ze ścian pokazano również przyjaciół Vincenta van Gogha z którymi malarz korespondował. Należeli do nich: Emile Bernard, John Peter Russell, Paul Signac, Arnold Koning, Paul Gauguin, Eugene Boch, Anthon van Rappard, Albert Aurier.

Idąc dalej można zobaczyć obraz „Żółty dom” z 1888 roku, słynne Jabłka z 1887 roku oraz różne owoce z 1887 roku.

W marcu 1888 roku malarz odwiedził rybacką wioskę Les Saintes-Maries-de-la-Mer. Tam namalował poniższy obraz. Stwierdzono, że Vincent musiał stworzyć ten obraz na miejscu, ponieważ ziarna piasku z plaży wdarły się do farby. Zrekonstruowano fragment obrazu i można go zobaczyć obok – pod mikroskopem. Obejrzyjcie – niesamowite wrażenie.

Zobaczyć tutaj można również słynne „Irysy” oraz

przepiękny obraz „Kruki nad łanem zboża”.

Jest też smutne zakończenie – na jednej ze ścian pokazano prezentację, którą kończy nagrobek Vincenta van Gogha.

Wiele lat temu po śmierci Vincenta van Gogha, Camille Pissarro (1830-1903) tak napisał o nim: „Człowiek ten musiał albo oszaleć, albo prześcignąć nas wszystkich; nie przypuszczałem, że sprawdzą się obie hipotezy.”

Ja uwielbiam obrazy Vincenta van Gogha, a na niektóre mogłabym patrzeć godzinami…

Bloemenmarkt, czyli pływający rynek kwiatowy w Amsterdamie

Tagi

, , ,

Spacerując po Amsterdamie odwiedziłam również Bloemenmarkt – pływający rynek kwiatowy (floating flower market). To jedna z atrakcji tego miasta.

https://www.amsterdam.info/shopping/flowermarket/

Już w XVII wieku kwiaciarze opływali Amsterdam na łodziach i w ten sposób dostarczali kwiaty klientom. Potem miasto wyznaczyło dla sprzedawców jeden stały punkt handlowy, przy brzegu kanału Sint – Lucienwal.
Pod koniec XIX wieku przeniesiono kwiaciarzy nad brzeg kanału Singel, w pobliże Dam Square, historycznego centrum miasta.
Kwiaciarnie zlokalizowane są na nabrzeżu kanału Singel, pomiędzy Koningsplein a Muntplein.

Kupić tutaj można kwiaty cięte, w doniczkach oraz cebulki. Sprzedają tu również magnesy, słynne holenderskie buty i inne suweniry.

Najlepiej odwiedzić to miejsce w sezonie tulipanowym.

Ja właśnie byłam w tym terminie. Kupiłam różne cebulki i jak wzejdą to pokażę co się udało wyhodować i czy warto je kupić na tym kwiatowym rynku.

Spacerując po Amsterdamie

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Tak jak już napisałam odwiedziłam Amsterdam w sierpniu 2017 roku. Najpierw przyleciałam samolotem do Eindhoven, a potem pojechałam autobusem do Amsterdamu. Wysiadłam naprzeciwko dworca

i udałam się do tego białego budynku informacji po broszury i mapy.

Można tutaj kupić mapę za 2,50 EUR, jednak w moim hotelu dostałam bardzo dobrą mapę i myślę że większość hoteli posiada dobre plany miasta.

Blisko dworca zobaczyłam również miejsca skąd rozpoczynają się rejsy po amsterdamskich kanałach.

W Amsterdamie zamieszkałam w Prinsen Hotel. Spacer z dworca do hotelu zajął około 40 minut.

http://prinsenhotel.com-amsterdam.com/

Pozostawiłam rzeczy w hotelu i postanowiłam udać się na spacer.

W tym budynku mieści się kino.

Amsterdam posiada wiele restauracji, pubów i knajpek. Warto poszukać zwłaszcza takich, które są popularne wśród mieszkańców.

W Amsterdamie jeżdżą tramwaje i należy uważać na rowery.

Minęłam kolejny kanał

oraz kilka ciastkarni i piekarni.

Potem odwiedziłam sklep z serami – Amsterdam Cheese Company. Mają bardzo dobre sery.

Jednak do Polski kupiłam sery firmy Henri Willing – polecam.

http://www.henriwillig.com/en/

Poszłam również do Amsterdam Muzeum po Museumkaart, ale niestety właśnie zamykali i nie zdołałam kupić tej karty w tym miejscu. Ostatecznie kartę kupiłam w Domu Anny Frank (czynny do 22:00), o którym jeszcze napiszę.

https://www.amsterdammuseum.nl/

Zobaczyłam również ten Shopping Center.

Przeszłam także koło Muzeum Krów (Cow Museum).

http://www.cowmuseum.amsterdam/

Minęłam ciekawy Hotel DIANN.

http://www.hoteldiann.com/

Tak jak w Nowym Jorku tak i w Amsterdamie są miejsca, gdzie można uprać rzeczy.

Warto również pospacerować nocą po Amsterdamie i popatrzeć na oświetlone kanały.

Co warto wiedzieć jadąc do Amsterdamu

Tagi

, , , , , , , ,

Ostatnio odwiedziłam Amsterdam. Byłam tam w dniach 11-15 sierpnia 2017 roku. Poniżej opiszę co warto wiedzieć jadąc do tego miasta.

  1. Jak dojechać do Amsterdamu z Eindhoven
    Z lotniska w Eindhoven pojechałam do Amsterdamu autobusem. Ponieważ nie wiedziałam czy przylecę planowo czy nie to bilet kupiłam na lotnisku. Kosztował 24 EUR.
    Bilet powrotny z Amsterdamu do Eindhoven kupiłam jeszcze w Polsce przez internet. Kosztował 22,50 EUR.

    http://www.terravision.eu/pl/

    Autobus zatrzymuje się przed dworcem. W tym samym miejscu są również odjazdy autobusów na lotnisko w Eindhoven.

    A w tym miejscu można kupić bilet na autobus do Amsterdamu.

    http://www.airexpressbus.com/


  2. Karta na muzea
    Warto przed przyjazdem zastanowić się którą kartę kupić na zwiedzanie obiektów. Tak naprawdę wybór jest pomiędzy Museumkaart a
    iAmsterdam City Card.
    Ja wybrałam Museumkaart czyli kartę tylko na wejścia do muzeów. Zapłaciłam za nią 59 EUR. Niestety nie wszędzie można ją kupić – tylko w większych muzeach. Ja nabyłam ją w Domu Anny Frank.
    Pod poniższym linkiem znajdują się informacje o tej karcie – niestety tylko w języku holenderskim.https://www.museumkaart.nl/
    Można też kupić kartę iAmsterdam City Card – opcja z muzeami i środkami transportu. Cena karty uzależniona jest od ilości godzin na jaką ją się kupuje – 24, 48, 72 lub 96 godzin.

    https://www.iamsterdam.com/en/

    Bilety do muzeów można również kupować w punktach Tours & Tickets, których jest bardzo dużo w Amsterdamie. Tam również są mapy.

  3. Bilety komunikacji miejskiej
    Bilet na jeden przejazd kosztuje 2,90 EUR. Bilet całodzienny kosztuje
    7,50 EUR.
  4. Muzea
    Niektóre muzea w Amsterdamie są otwarte bardzo długo dlatego należy wcześniej ustalić kolejność zwiedzania.
  5. Wafle
    Warto kupić do przetestowania wafle. Te z pierwszego zdjęcia można nabyć na lotnisku, ale te drugie smakują lepiej.

  6. Można tutaj kupić Funny Comdoms i Hash Brownie.
  7. W Amsterdamie jest również Primark
  8. Jest sporo drogowskazów i muzea są dobrze oznakowane.

Świat Labiryntów w Blizinach – doskonała zabawa dla całej rodziny

Tagi

, , , , , , ,

Dzisiaj, 9 lipca 2017 roku pojechałam do miejscowości Bliziny koło Przywidza (około 35 km od Gdańska). To tutaj mieści się Świat Labiryntów – bardzo dobre miejsce, aby wspólnie z dziećmi spędzić dzień. Pojechałam tam na 10:00 rano i to była bardzo dobra decyzja.

http://swiatlabiryntow.blogspot.com/

Jeżeli chodzi o dojazd to trzeba uważać na informujący o skręcie kierunkowskaz w stronę Świata Labiryntów – nie tylko ja widząc go już nie miałam możliwości skrętu w lewo.

Labirynt znany jest od czasów starożytnych, stosowano go m.in. w Mezopotamii i Egipcie (w grobowcach). Zapewne każdy pamięta słynną opowieść o nici Ariadny i labiryncie zaprojektowanym przez Dedala. Król Minos uwięził w nim Minotaura (pół-człowieka, pół-byka), któremu corocznie trzeba było dostarczać na pożarcie 7 chłopców i 7 dziewcząt. Tezeusz zabił Minotaura, ocalił Ateńczyków i dzięki nici, którą otrzymał od Ariadny (córka króla Minosa) zdołał wyjść z labiryntu. Nie ma jednak dowodów na to, że ten labirynt faktycznie istniał.

Wcześniej na blogu opisałam Pałac w Knossos, który znajduje się na Krecie. Był to ogromny kompleks wąskich korytarzy, klatek schodowych, przedsionków i około 1300 pokoi rozmieszczonych na powierzchni ponad 1,3 ha. Pałac, ze względu na tę skomplikowaną budowę również nazywany jest labiryntem.

Po wejściu na budynku znajdowała się informacja, gdzie można kupić bilety i ile one kosztują.

Poszłam do budynku, zakupiłam bilet i otrzymałam instrukcję dla „Niezdarnego Henia” do Labiryntu Drewnianego. Ponieważ Henio zapomina o wielu rzeczach to sporządził dziennik z czynnościami – musiałam odszukać 9 tabliczek z jego zapiskami, które zostały ukryte w labiryncie.

Labirynt jest naprawdę fajny i mam nadzieję, że moje zdjęcia zachęcą Was do przyjazdu w to miejsce.

Jest tutaj parking i toalety (Toi Toi).

Poszukiwanie tabliczek wcale nie jest takie proste. Są one umieszczone na różnych wysokościach i nie są rozmieszczone w kolejności. Oto dwie przykładowe z „Niezdarnego Henia”.
 

Są też inne historie uzależnione od poziomu trudności. Można zatem iść Światem Bajek
 

czy Tropem zwierząt.

Niektóre obrazki umieszczone są pod przejściami – trzeba rozglądać się wszędzie.

Z Labiryntu Drewnianego widać też kolejne labirynty ponieważ w tym miejscu jest ich kilka.

Na planszach umieszczono informacje o labiryntach.

To jest Labirynt Wielka Stopa.

Jest też Labirynt Liczbowy.

W kolejnym labiryncie należy iść po kładkach w odpowiedniej kolejności (czerwony, pomarańczowy, niebieski) tak aby dojść do jego środka.

Następnie można spróbować swoich sił w Labiryncie Linowym.

Jest też jeszcze taki labirynt, w którym wchodzi się jednym wejściem i należy znaleźć wyjście.

Niestety kukurydza jeszcze nie urosła, zatem jeżeli interesuje Was Labirynt Kukurydziany to mimo, że zaczyna się on już 16 lipca 2017 roku to lepiej przyjechać na niego w drugiej połowie sierpnia lub we wrześniu. Ja zamierzam go jeszcze przetestować w tym roku.

Po wizycie w labiryntach wstąpiłam na bardzo smaczne pierogi i barszcz do Zielonej Bramy w Przywidzu.

http://zielonabrama.com.pl/pierogarnia/

Znajduje się tutaj również ośrodek jeździecki.

Sherlock Holmes Museum w Londynie

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Bardzo dawno temu byłam w Sherlock Holmes Museum w Londynie.
W czerwcu 2017 roku postanowiłam odwiedzić je ponownie.
Wysiadłam na stacji metra Baker Street i udałam się do muzeum mieszczącego się na Baker Street 221b (blisko metra). Zostało ono otwarte dla zwiedzających w dniu 27 marca 1990 roku.
Z daleka już widać tłum ludzi. Jednak kolejka posuwa się bardzo szybko. Dom jest chroniony przez rząd ze względu na „szczególne znaczenie architektoniczne i historyczne”.

http://www.sherlock-holmes.co.uk/

Najpierw należy wejść do kamienicy obok, gdzie kupuje się bilety. Tutaj też jest kolejka. Warto zatem zająć sobie wcześniej kolejkę do wejścia do muzeum. Sprzedający bilety uprzedza, że nie wolno wchodzić z dużymi walizkami ponieważ kamienica jest wąska, a i pokoje są małe – przed wejściem wielkość bagaży jest sprawdzana. Jak jesteście grupą to bez problemu podzielicie się i jedna grupa przypilnuje bagaży podczas, gdy druga będzie zwiedzała; nie ma przechowalni bagażu.
W pomieszczeniu, w którym kupuje się bilety można również nabyć pamiątkowe gadżety.


 

Wraz z biletem otrzymuje się poniższą ulotkę o muzeum.

Odtworzono tutaj dom fikcyjnego detektywa z powieści sir Artura Conan Doyle’a. Według tej powieści znany detektyw Sherlock Holmes mieszkał przy ulicy Baker Street 221b w latach 1881-1904. Zapewne autor powieści nie spodziewał się, że ta fikcyjna postać stanie się tak popularna, że przerośnie jego samego. Artur Conan Doyle uzyskał dyplom lekarski i nawet praktykował w Southsea nim stał się pisarzem. Autor pisał początkowo dramaty sceniczne, jednak nie budziły one uznania. Pewnego razu wysyłając do redakcji napisaną nową tragedię, przez nieuwagę wsunął między kartki nowelę detektywistyczną, którą napisał dla rozrywki. Redaktor natrafił na nią i przekonał autora do napisania kolejnych nowel. To właśnie seria przygód Sherlocka Holmesa przyniosła jemu prawdziwą sławę. Nie powiodły się również próby uśmiercenia Holmesa przez autora. Artur Conan Doyle pod presją czytelników musiał przywrócić Holmesa do życia i opisywać dalsze jego przygody.

Mam nadzieję, że większość z Was czytała Przygody Sherlocka Holmesa. Jeżeli nie, to proponuję przed przyjściem do tego muzeum przeczytać opowiadania.

Sherlock Holmes nosił zwykle tweedowy garnitur i ubierał się wytwornie. Jednak nie przywiązywał nadmiernej wagi do swego ubioru. Od razu było po nim widać, że miało się do czynienia z prawdziwym dżentelmenem i człowiekiem wykształconym. Oczywiście potrafił odpowiednio się przebrać i zmienić swój wygląd – tego wymagał jego zawód. Głównym jego atutem w walce ze światem przestępczym był jego umysł. Generalnie był samotnikiem, ale od czasu do czasu spotykał się ze znajomymi. Nieodłącznym przyjacielem, a zarazem biografem Sherlocka Holmesa był doktor John Watson. Z kolei Pani Hudson (właścicielka domu przy Baker Street), która wynajmowała Holmesowi mieszkanie ze zrozumieniem odnosiła się do jego pracy i niecodziennego trybu życia.

Tak jak już wspomniałam klatka schodowa tego muzeum jest bardzo wąska.
 

Idąc do góry zwiedza się różne pokoje.
 

Znaleźć tu można słynne nakrycia głowy, fajkę oraz opisywany w książce kominek.

W jednym z pokoi znajduje się oryginalne krzesło używane przez artystę Sidney Paget do szkicowania rysunków przedstawiających Sherlocka Holmesa z doktorem Watsonem.

Odnaleźć tu można bohaterów różnych opowiadań.
Ta postać to lokaj Brunton z Rytuału Musgrave’ów (The Musgrave Ritual).

Przygoda w Copper Beeches (The Copper Beeches) – ta pani w niebieskiej sukni to Violet Hunter, która podjęła się pracy guwernantki. Jej pracodawca wymagał m.in. aby nosiła jaskrawoniebieską sukienkę.

Związek rudowłosych (The Red Headed League) to kolejne opowiadanie, w którym rudowłosy właściciel lombardu Jabez Wilson przychodzi do Holmesa i opowiada mu swoją historię.
Zniknięcie Lady Frances Carfax (The Disappearance of Lady Frances Carfax) – to między innymi opowieść o pewnej niewymiarowej trumnie…

Poniższa scena pochodzi z opowiadania Charles Augustus Milverton. Lady Ewa Blackwell, narzeczona lorda Dovercourt, była prześladowana przez Milvertona, zwanego królem szantażystów. Holmes chciał w przebraniu dotrzeć do domu Milvertona i wykraść kompromitujące ją dokumenty. Jednak, jak to czasem bywa, nie wszystko tak jak ktoś zaplanuje dokładnie wychodzi…

„Ostatnia zagadka” (The Final Problem) to historia, która dzieje się w
1891 roku, kiedy pojawia się największy wróg Holmesa, przestępczy geniusz – profesor Moriarty. To opowiadanie miało być faktycznie ostatnim, po nim autor chciał zakończyć pisanie opowiadań o sławnym detektywie. Jednak, jak już wspomniałam, czytelnicy zbuntowali się przeciwko uśmierceniu słynnego detektywa i Arthur Conan Doyle musiał go wskrzesić w kolejnych opowiadaniach.

Idąc schodami na samą górę dochodzi się do małej łazienki.

Kończąc wędrówkę i wychodząc z kamienicy można zrobić sobie zdjęcie z czapką i fajką słynnego detektywa.

Jeżeli będziecie mieli czas to polecam odwiedzić to muzeum. Mam nadzieję, że Was do tego zachęciłam.