Zwiedzanie Buckingham Palace w Londynie

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Zawsze chciałam zwiedzić Buckingham Palace, ale jakoś nigdy mi się to nie udało – do dzisiaj. Widząc poniższy plakat odnośnie możliwości zobaczenia tego miejsca do końca września 2018 postanowiłam nadrobić zaległości.

https://www.rct.uk/visit/the-state-rooms-buckingham-palace

Znalazłam dwa miejsca w których można kupić bilety. Pierwsze to budka na Piccadilly Circus.

Bilet można również kupić w kasach Buckingham Palace – jak stoimy frontem do Buckingham Palace to należy iść w lewą stronę i za zakrętem znajdują się kasy. Lepiej kupić bilet w kasach Buckingham Palace ponieważ dając darowiznę (donation) ma się roczne darmowe wejście do zwiedzanych miejsc. Trzeba tylko pamiętać o podstemplowaniu biletu podczas zwiedzania.

Na ogrodzeniu powieszono różne informacje.

Jedna z nich pokazuje czas jaki trzeba przeznaczyć na zwiedzanie poszczególnych miejsc. Na Buckingham Palace trzeba przeznaczyć 2-2,5 godziny. Nikt nie pogania w zwiedzaniu, zatem spokojnie można zwiedzać swoim tempem.

Obok kas jest budynek The Queen’s Gallery – można w nim zobaczyć dzieła sztuki z Kolekcji Królewskiej (trzeba kupić osobny bilet). Galerię zbudowano w miejscu kaplicy, która została zbombardowana podczas II wojny światowej.

Po przeciwnej stronie ulicy znajduje się poniższy sklep, w którym można kupić suweniry – podobne są sprzedawane w sklepie w pałacu.

Kupiłam bilet w budce na Piccadilly Circus za 35 GBP na zwiedzanie Buckingham Palace i Royal Mews (powozownia i stajnie) na 10:15 rano. Z tym biletem najpierw zwiedza się stajnie, a potem Pałac. Przychodząc do stajni otrzymuje się już docelowy bilet oraz godzinę wejścia do Buckingham Palace. Przydzielono mi godzinę 11:15 na wejście do Pałacu i na nią nie zdążyłam. Jednak nie było z tym problemu (obsługa zdaje sobie sprawę, że zwiedzanie Royal Mews może zająć więcej czasu) i spokojnie weszłam później. O Royal Mews opowiem w następnym poście, teraz skupię się na zwiedzaniu Buckingham Palace.

Przy kasach obsługa kieruje do odpowiedniej kolejki sprawdzając bilety. Następnie przechodzi się przez bramki.

Potem otrzymuje się audio guide (nie ma w języku polskim) i rozpoczyna się zwiedzanie. Niestety praktycznie wszędzie nie można robić zdjęć.

Jeżeli chodzi o historię tego miejsca to już w XVII wieku na obszarze pałacowych ogrodów była plantacja morwy do hodowli jedwabników. Znajdował się tutaj również duży dom. Posiadłość miała wielu lokatorów do 1698 roku, wtedy to wszedł w jej posiadanie John Sheffield (późniejszy książę Buckingham). On to postanowił zburzyć stary dom i wybudować nowy, który stanął w miejscu obecnego pałacu. Miejsce to było własnością książąt Buckingham do 1761 roku. Potem właścicielem został król Jerzy III, który nabył posiadłość dla swojej żony Charlotty i ich dzieci. Jednak dopiero Jerzy IV, który wstąpił na tron w 1820 roku zapragnął, aby dom został przekształcony w pałac. Do 1828 roku wydano na przebudowy ogromne pieniądze (prawie 500.000 funtów) – znacznie przekraczając budżet. Pierwszym władcą, który zamieszkał w przebudowanym pałacu była królowa Wiktoria. Jednak i ona zleciła kolejną przebudowę mówiąc, że brakuje w nim miejsca na zakwaterowanie i rozrywkę. Podczas tej przebudowy zbudowano salę balową i koncertową oraz centralny balkon na głównej fasadzie. W tym czasie przeniesiono również Łuk Triumfalny (znany jako Marble Arch) do północno-wschodniego rogu Hyde Parku, gdzie znajduje się do dzisiaj (pokazywałam go na zdjęciu omawiając Hyde Park).
Obecny kształt pałac osiągnął w 1914 roku, za panowania króla Jerzego V, kiedy to front Pałacu Buckingham został zastąpiony twardszym kamieniem portlandzkim.
Pałac czeka kolejny remont, który ma potrwać 10 lat i kosztować 369 mln funtów. Zostaną wymienione instalacje elektryczne, rury wodno-kanalizacyjne oraz system ogrzewania. Podczas tego remontu królowa będzie mogła mieszkać w Pałacu i będzie on również udostępniony zwiedzającym (podczas nieobecności królowej).

Symbolika flag powiewających nad Buckingham Palace:
– flaga królewska (Royal Standard) – oznacza obecność królowej w pałacu
– flaga brytyjska (Union Jack) oznacza brak królowej w pałacu – podczas mojej bytności właśnie taka była umieszczona
– flaga brytyjska (Union Jack) opuszczona do połowy – od śmierci Diany pojawia się w przypadku śmierci członków rodziny królewskiej czy ważnych osobistości (tak było, gdy zmarła Margaret Thatcher) oraz żałoby narodowej

Pałac Buckingham ma 775 pokoi. Należy do nich 19 pokoi państwowych, 52 królewskie i gościnne sypialnie, 188 pokoi dla personelu, 92 biura i 78 łazienek. Budynek ma 108 metrów długości (mierząc od frontu), 120 metrów głębokości i 24 metry wysokości.
Ponad 50 000 osób zapraszanych jest do Pałacu każdego roku na bankiety, obiady, kolacje czy przyjęcia w ogrodzie. Jej Królewska Mość ma również cotygodniowe audiencje z premierem oraz przyjmuje nowo mianowanych zagranicznych ambasadorów.

https://www.royal.uk/royal-residences-buckingham-palace

Po przejściu udostępnionych pomieszczeń wychodzi się przez to poniższe wyjście z widokiem na ogród.

Po jednej stronie tego wyjścia znajduje się miejsce, w którym można przebrać się w udostępnione stroje i zrobić zdjęcie m.in. z rodziną królewską, której duże zdjęcie umieszczono na jednej ze ścian.

Po drugiej stronie tego wyjścia znajdowała się kawiarnia The Garden Cafe, w której można było kupić kawę, gorącą czekoladę i inne napoje. Sprzedawano tu również ciasteczka oraz kanapki.

Zachęcona wyglądem kupiłam poniższe ciasteczka oraz gorącą czekoladę i posiedziałam trochę w restauracji odpoczywając po tym zwiedzaniu.

Następnie poszłam drogą do dużego sklepu, w którym można kupić pamiątki. Na jednej ze ścian są umieszczone różne zdjęcia rodziny królewskiej.

Ze sklepu poszłam do ogrodu.

Idąc wyznaczoną drogą, w pewnym momencie zobaczyłam lodziarnię.

A to jest miejsce, w którym trzeba podstemplować bilet, aby był ważny przez rok.

Poszłam dalej prosto i wyszłam przez bramę na zewnątrz. Tu można zobaczyć jak wygląda mur otaczający pałacowy ogród.

Następnie mijając Buckingham Palace

udałam się do St. James’s Park (o nim pisałam już w poście Całodzienny spacer po Londynie).

Wyszłam z parku, minęłam Horse Guards Parade, czyli największy plac defilad w centralnym Londynie. Jako ciekawostkę napiszę, że w ramach Letnich Igrzysk Olimpijskich w 2012 roku na tym terenie odbywały się zawody w siatkówce plażowej.

Potem zatrzymałam się w Horse Guards, gdzie na dziedzińcu zobaczyłam zmianę warty.

Skręciłam w prawo i dotarłam do Downing Street, gdzie znajduje się siedziba urzędującego premiera. Jak widać ze zdjęć, ulicę oddziela od publiczności stalowa brama i tak naprawdę niewiele widać. Co jakiś czas brama jest otwierana i wyjeżdżają przez nią samochody lub wpuszczane są do środka osoby posiadające przepustki – wtedy można zrobić lepsze zdjęcie.

Jeżeli będziecie mieli możliwość zobaczenia Buckingham Palace od wewnątrz to polecam. Warto na ten obiekt poświęcić czas i pieniądze. W pobliżu Buckingham Palace jest kilka ciekawych miejsc. Część opisałam tutaj, a inne w poście: Całodzienny spacer po Londynie.

Reklamy

Spacerując po Notting Hill w Londynie

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Dzisiaj wybrałam się na spacer po Notting Hill i mogę pokazać najnowsze zdjęcia z tej ciekawej dzielnicy, która jest mieszanką kultur i stylów. Najlepiej przyjść tutaj w sobotę, gdyż jest to główny dzień targowy dla tej dzielnicy i można wtedy zobaczyć targ przy Portobello Road.

http://www.portobelloroad.co.uk/the-market/

Na początku XIX wieku powstająca na tym terenie szeregowa zabudowa sąsiadowała ze śmierdzącymi slamsami. Nawet Dickens napisał, że „jest to miejsce zarazy, najbardziej niebezpieczne dla zdrowia w całym Londynie”. 

W latach 90. XX wieku miejsce to zaczęło być modne wśród ludzi ze świata mody i mediów. Obecnie jest to jedna z najdroższych dzielnic Londynu.

Zaczęłam mój spacer wysiadając na stacji metra Notting Hill Gate

i poszłam jak pokazały drogowskazy w stronę Portobello Road Market.

Skręciłam w Pembridge Rd. Minęłam poniższe budynki i sklepy.

Znalazłam tutaj sklep z koszulkami Banksy (pokazałam jego prace opisując Amsterdam).

Poszłam dalej skręcając w lewo w Portobello Road.

Początkowo mija się szeregowe, kolorowe domki. Na ścianie jednego z nich zobaczyłam informację, że mieszkał w nim George Orwell.

Następnie weszłam już na rynek.

Często spotyka się tutaj osoby śpiewające, grające czy ciekawie przebrane.

A to Portobello spring fries – ziemniaki na patyku, które pokazywałam już kiedyś w poście dotyczącym Jarmarku Bożonarodzeniowego w Gdańsku.

W 2015 roku celebrowano 150-lecie Portobello and Golborne Market i jak widać flagi informujące o tym fakcie wiszą do dziś.

Weszłam w stoiska spożywcze i kupiłam Bruschettę – była bardzo smaczna.

Następnie zobaczyłam stoisko ze słodkościami i kupiłam strudel jabłkowy z cynamonem za 3,50 GBP – polecam. Dwie sztuki kosztowały 6 GBP.

Potem odwiedziłam Electric Cinema – to jedno ze starszych, działających kin w Wielkiej Brytanii. Zostało otwarte w 1910 roku. W środku znajdują się skórzane fotele z pufami i bocznymi stolikami oraz sofy i łóżka. Warto obejrzeć tutaj jakiś film jeżeli macie trochę czasu.

https://www.electriccinema.co.uk/portobello

Skręciłam w boczną uliczkę Talbot Rd i usiadłam w Colville Square, gdzie zjadłam zakupione rzeczy. W tym małym parku znajduje się zaledwie kilka ławek.

Obok zobaczyłam All Saints Notting Hill – to kościół anglikański. Został on poważnie uszkodzony podczas II wojny światowej; odbudowywano go do 1951 roku. Nie mogłam wejść do środka ponieważ był zamknięty.

Następnie zawróciłam i poszłam dalej Portobello Road. Minęłam budynek The Salvation Army (Armia Zbawienia).

Idąc dalej minęłam stoisko z ananasami, w które wlewane są koktajle – tak podany koktajl cieszy się dużą popularnością.

Można tutaj znaleźć dania hiszpańskie, tureckie, sprzedaje się także ryby, warzywa i owoce.

Można również znaleźć przedmioty upamiętniające ślub księcia Harry’ego.

Znalazłam również bar, w którym sprzedawano ostrygi.

Tak idąc doszłam na kolejną część jarmarku, w której można spróbować potraw z różnych regionów.

Obeszłam ten street food i powróciłam na główną drogę. Idąc dalej przeszłam koło stoisk ze starociami,

a potem weszłam na Farmers Market. Tutaj można kupić ryby, wegańskie jedzenie, owoce i warzywa.

Poszłam dalej

i skręciłam w Golborne Rd.

Tam gdzie Golborne Rd przecina się z Elkstone Rd (po przejeździe przez Golborne Road Overbridge) zauważyłam to miejsce, w którym przedstawiono ważne wydarzenia i ciekawe informacje. Można dowiedzieć się m.in., że w 1974 roku populacja światowa liczyła 4 miliardy.

Na Golborne Road, blisko tego budynku znajdują się przystanki autobusowe. Wsiadłam tutaj do autobusu i pojechałam do centrum.

Harrods – najsłynniejszy londyński dom towarowy

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Dawno nie odwiedzałam najsłynniejszego londyńskiego domu towarowego jakim jest Harrods. Postanowiłam to nadrobić i pokazać go na blogu. Może wieczorową porą, po zwiedzeniu innych miejsc Londynu, postanowicie obejrzeć i to słynne miejsce.

Historia sięga 1849 roku kiedy to Charles Henry Harrod otworzył sklep spożywczy w Brompton Road w Knightsbridge (wtedy była to mała wioska pod Londynem). Dwa lata później, czyli w 1851 roku odbyła się The Great Exhibition (Wielka Wystawa) w Crystal Palace w pobliskim Hyde Parku. Przyciągnęła ona wielu zwiedzających i spowodowała również wzrost znaczenia sklepu. Następnie syn Harrodsa, który także miał na imię Charles, rozbudował sklep i zadbał o wysoką jakość produktów i doskonałą obsługę – z tego ten sklep zaczął być właśnie znany.

W 1894 roku sklep został przejęty przez Richarda Burbridge, który przebudował to miejsce. W 1898 roku zainstalował on tutaj pierwsze ruchome schody w Londynie (zaprezentowane publicznie 16 listopada 1898 roku). Obecny, 7-piętrowy budynek pochodzi z 1905 roku.

Z ciekawostek to w latach 1985-2010 Harrods był własnością braci
Al-Fayed
, którzy kupili sieć House of Fraser wraz z Harrodsem za 615 milionów funtów. W maju 2010 roku ten dom towarowy został sprzedany spółce Qatar Investment Authority powiązanej z katarską rodziną królewską za 1,5 mld funtów.

Nocą budynek jest bardzo ładnie oświetlony.

Tak wygląda za dnia.
Motto firmy, które wygrawerowane jest na frontonie budynku „Omnia, Omnibus, Ubique” oznacza: wszystko, dla wszystkich, wszędzie. Harrods był znany jako sklep, w którym wszystko, co możesz wymyślić, było na sprzedaż. Obecnie hasło może nie jest już aktualne, ale i tak ogromna gama prezentowanych tu produktów jest naprawdę imponująca.

Dom towarowy zajmuje powierzchnię około 80 000 m². W tym pięknie urządzonym budynku można podziwiać luksusowe towary.
Spędziłam trochę czasu na kosmetykach i zostałam zaproszona na darmowy masaż rąk przez bardzo sympatyczną dziewczynę. Było bardzo miło za co jej dziękuję.
Następnie pooglądałam torebki.

Ogromna winda robi wrażenie.

Warto przyjrzeć się ciekawym lampom umieszczonym na korytarzu.

Zachęcam wszystkich do odwiedzenia Food Hall – do tego miejsca poszłam później ponieważ chciałam zobaczyć czekoladki i inne produkty.

Mieści się tutaj również kwiaciarnia.

Obok znajduje się stoisko Charbonnel et Walker – firma została założona w 1875 roku. Produkują ręcznie robione czekoladki, które dodatkowo są bardzo ładnie opakowane. Nie są tanie, ale mogą być wspaniałym prezentem.

https://www.charbonnel.co.uk/

Niestety nie zdążyłam już wejść na ruchome schody oraz zobaczyć wspaniałego działu zabawek. Byłam tam kiedyś. Nowe zdjęcia zamieszczę tutaj jak tam ponownie zajrzę.

Po przeciwnej stronie ulicy znajduje się Caffe Concerto (78 Brompton Road) z poniższą wystawą, która zachęca do wejścia i koncertami na żywo.

https://www.caffeconcerto.co.uk/restaurant/new-knightsbridge.html

W pobliżu jest sporo sklepów, m.in. Guess.

Zobacz Labirynt kukurydziany w Świecie Labiryntów w Blizinach

Tagi

, , , , , , , , , ,

Dzisiaj udało mi się pojechać do Świata Labiryntów w Blizinach i przejść Labirynt kukurydziany. Może pamiętacie, ale pisałam już o tym miejscu w zeszłym roku. Niestety wtedy przyjechałam za wcześnie i jeszcze nie było tego labiryntu. Poprzednio przeszłam m.in. Labirynt drewniany.

Miejsce to otwarte jest codziennie od 10:00 do 16:30 (ostatnie wejście), a bawimy się do 18:00. Proponuję przyjechać tutaj rano – atrakcji jest sporo.

http://www.swiatlabiryntow.pl/

http://swiatlabiryntow.blogspot.com/

W tym roku Labirynt kukurydziany został otwarty 21 lipca. Kukurydza miała wtedy od 120 do 200 cm wysokości. Labirynt ma powierzchnię ponad 3ha, a ścieżki w zależności od wzoru mają około 5km długości. Wzór labiryntu co roku jest inny i jest projektowany przez światowej sławy projektanta labiryntów Adriana Fishera. Raz w roku pod koniec sezonu (około 30 X) odbywa się impreza nocna w Labiryncie kukurydzianym. 

Zaparkowałam samochód i poszłam do kasy.

Bilet na wszystkie labirynty kosztuje 37 zł. Pani w okienku poradziła, abym przeszła jako taki test labirynt znajdujący się obok kasy. Ten jak dla mnie był bardzo prosty i to była zaledwie chwila nim go pokonałam.

Obok kas znajdują się bezpłatne toalety zatem proponuję z nich skorzystać nim wybierzecie się na pokonywanie Labiryntu kukurydzianego, który zajmuje dużo czasu.

Z daleka widziałam już ten Labirynt kukurydziany.

Następnie poszłam do Biura Szeryfa. Tutaj otrzymałam poniższą mapę, ołówek i choragiewkę. Poinstruowano mnie, że mam znaleźć 7 tabliczek z imionami władców.

Co roku Labirynt kukurydziany ma inny kształt. W tym roku przyjął kształt Gryfa.

No i poszłam do wejścia.

Obok znajduje się drewniany pomost, który jest wyjściem z labiryntu.

Proponuję zaznaczać ołówkiem na mapie pokonywaną trasę. Zaczęłam zatem iść…

Nawet szybko znalazłam pierwszą tabliczkę. Był to Anedżib – władca starożytnego Egiptu z I dynastii. Jego panowanie nie trwało długo – jakieś 10 do 12 lat. Zajmował się organizacją kraju, zakładając miasta i przeprowadzając co dwa lata spis ludności. Najstarszy staroegipski znany spis ludności pochodzi z czasów jego panowania. Prawdopodobnie był pierwszym władcą, który miał swoją siedzibę w Memfis. Wprowadził tytuł królewski „nebui”, czyli Dwaj Władcy, utożsamiający faraona z opiekunami Górnego i Dolnego Egiptu Horusem i Setem.

Potem trochę pokluczyłam. Obecnie trzeba naprawdę przyglądać się mapie ponieważ są tzw. „dzikie ścieżki” – wydeptane przez przechodzących, którzy nie wiedzieli jak się wydostać z tej plątaniny ścieżek. To na pewno stanowi większe utrudnienie.

Idąc dalej znalazłam faraona Amenemhata I – był władcą starożytnego Egiptu, założycielem XII dynastii z okresu Średniego Państwa. Wprowadził Egipt w erę zwaną „Złotym Wiekiem”, odbudował i zreorganizował państwo. Przywrócił jedność, dobrobyt i wpływy Egiptu. Okazał się doskonałym reformatorem i organizatorem. Wprowadził system wspólnych rządów ojca i syna. Prawdopodobnie panował samodzielnie w latach 1976–1956 p.n.e., a potem wraz z synem, Senuseretem I do 1947 p.n.e.

Byłam ciekawa kto będzie następny…

Okazał się nim Skorpion II – władca starożytnego Egiptu z dynastii 0.

Potem odnalazłam Kleopatrę VII Filopator czyli Kleopatrę Wielką – ostatnią królową hellenistycznego Egiptu, panującą w latach 51–30 p.n.e.

A potem stanęłam przed tabliczką z Pinodżemem I – to wielki kapłan Amona oraz faraon, władca starożytnego Egiptu z czasów początku Trzeciego Okresu Przejściowego.

Poszłam dalej i znalazłam Ramzesa II zwanego Ramzesem Wielkim. To trzeci faraon z XIX dynastii, syn i następca Setiego I, jeden z najwybitniejszych i najdłużej żyjących władców starożytnego Egiptu okresu Nowego Państwa.

No i został jeszcze jeden król do odszukania. To mi przypomniało grę w statki. Najgorzej jak zostaje ten ostatni, a zostało mi kilka różnych kawałków tego pola do przejścia – oczywiście w różnych rejonach.

Jednak obrany za pierwszym razem kierunek pozwolił na odnalezienie ostatniego władcy na tym polu. Był to Tutanchamon, który przejął władzę około roku 1333 p.n.e. w wieku 10 lat. W jego imieniu powołano regentów, którzy mieli duży wpływ na ukształtowanie poglądów młodego faraona. Przywrócił on tradycyjną religię egipską z kultem boga Amona na czele.
 

A potem poszłam już do wyjścia. Stanęłam na pomoście i popatrzyłam na pole, na którym było sporo chorągiewek.

Ponieważ byłam drugą ekipą, która tego dnia zdołała przejść ten labirynt to dostałam dyplom. Odnalezienie wszystkich władców zajęło prawie 3 godziny.

Polecam wszystkim zabawę w labiryncie. Widziałam wiele rodzin, które doskonale się tutaj bawiły.

Poniżej podaję link do postu, w którym opisałam moją poprzednią wizytę w tym miejscu i inne labirynty.

https://magictravelsaroundtheworld.wordpress.com/2017/07/09/bliziny-swiat-labiryntow/

Przyjdź i zobacz Zbiornik Wody Stara Orunia w Gdańsku

Tagi

, ,

Czy wiecie, że Gdańsk ma Szlak Wodociągowy i że już spora jego część jest dostępna dla zwiedzających?

Gdański Szlak Wodociągowy tworzą trzy obiekty:
a) Zbiornik Wody Kazimierz – dostępny dla zwiedzających od trzech lat
b) Zbiornik Wody Stara Orunia – udostępniony w sierpniu 2018 roku
c) Zbiornik Wody Stary Sobieski – zostanie udostępniony turystom w listopadzie 2018 roku i będzie można go oglądać przez cały rok; umiejscowiony jest w Górnym Wrzeszczu.

Zbiornik Wody Stara Orunia jest administrowany przez miejską spółkę Gdańska Infrastruktura Wodociągowo – Kanalizacyjna. Firma ta poprzez tę inicjatywę chciała przybliżyć mieszkańcom historię, zasady działania i znaczenie infrastruktury wodociągowo-kanalizacyjnej dla rozwoju miasta.

Do drugiej połowy XIX wieku mieszkańcy Gdańska zaopatrywani byli w wodę z Kanału Raduni i jeziora Jasień. Woda rozprowadzana była po mieście drewnianymi rurami, na których ustawiano studnie publiczne umożliwiające mieszkańcom pobór wody. Korzystano również z prywatnych studni kopanych. Z podmiejskich źródeł przywożono wozami świeżą wodę w butlach lub beczkach. Jednak ponieważ była droga to na jej kupno mogli pozwolić sobie tylko bogaci mieszczanie. Dlatego potrzeba było zbudować dobry zbiornik.

Zbiornik Wody Stara Orunia znajduje się na wzgórzu, w pobliżu Parku Oruńskiego. Jest położony na skarpie przy dzisiejszej ul. Kampinoskiej (ponad ul. Nowiny). Budowla pełniła rolę wieży ciśnień, zaopatrując mieszkańców Gdańska w wodę pitną z jedynego wówczas ujęcia wody w Pręgowie. Zbiornik wraz z ujęciem wody w Pręgowie i magistralą pręgowską długości 14 km dały początek nowoczesnemu systemowi wodociągowemu w Gdańsku. Woda z ujęcia spływała grawitacyjnie magistralą właśnie do położonego na wzgórzu zbiornika, a z niego do głównej sieci miejskiej. W 1873 roku do wodociągu podłączonych już było ponad 90% budynków w mieście (czyli ok. 3600). Zbiornik swoją pierwotną rolę pełnił do końca lat 70-tych XX wieku, kiedy to jego pracę przejął nowy, położony nieopodal Zbiornik Kampinoska. Gdańsk był pierwszym miastem w Europie, w którym wybudowano kompleksowy system wodociągowy i kanalizacji sanitarnej.

Oprócz systemu wodociągowego w latach 1869-1871 wybudowano system kanalizacji sanitarnej z przepompownią ścieków na Ołowiance i polami irygacyjnymi oczyszczającymi ścieki na Siankach (obecna dzielnica Stogi).

Renowację tego obiektu rozpoczęto w 2016 roku. Zbiornikowi przywrócono wygląd pierwotny, korzystając z archiwalnych rysunków.

Obiekt oficjalnie otwarto 3 sierpnia 2018 roku. W tym roku był udostępniony bezpłatnie zwiedzającym tylko od 11.08 do 31.08.2018 roku. Udało mi się zobaczyć go w przedostatnim dniu zwiedzania i dlatego mogę pokazać Wam kilka zdjęć z tego miejsca i polecić jego odwiedzenie w 2019 roku. Będzie on wtedy dostępny od maja do końca sierpnia – data otwarcia będzie uzależniona od terminu opuszczenia obiektu przez nietoperze. Aby wejść do tego obiektu trzeba było się zapisać przez stronę internetową – zapewne podobnie będzie to wyglądało w przyszłym roku. Grupy liczyły max 30 osób. Wejście możliwe jest tylko z przewodnikiem, który bardzo dobrze opowiada o tym obiekcie.

http://www.giwk.pl/gdanskiszlakwodociagowy/zapisynawizyty.html

Zbiornik Wody Stara Orunia to obiekt jednokomorowy o wysokości ponad 5 m. Znajduje się tutaj 11 naw spoczywających na łukach 8 arkad. Zbudowany został na planie kwadratu o boku długości 40 m. Zbiornik gromadził ok. 4500 m³ wody. Posadzka w zbiorniku jest betonowa.

Dojazd do tego miejsca jeszcze jest kiepsko oznakowany. Stanęłam samochodem na ulicy Nowiny i poszłam tą ścieżką.

Tak wygląda ten zbiornik widziany ze ścieżki.

To jest plac koło głównego wejścia. Można tutaj usiąść na ławeczkach.

Taki widok jest z tego miejsca na Gdańsk.

A to już wejście do zbiornika. Wchodzi się i wychodzi tą samą drogą. Nie można spóźnić się na wyznaczoną godzinę ponieważ grupa nie będzie czekała na spóźnialskich.

Schodzi się w dół po metalowych schodach. W środku jest dość ciemno, mimo że położono tutaj instalację elektryczną. Wzdłuż zbiornika zainstalowane są specjalne pomosty, po których poruszają się osoby zwiedzające, dlatego wskazane jest wygodne obuwie.

W ciągu minionych dekad zbiornik stał się jednym z najbardziej wartościowych przyrodniczo siedlisk nietoperzy w Polsce północnej. Można tutaj zauważyć wloty dla nietoperzy – wystarczy się pochylić. Jeszcze 3 lata temu było tutaj 800 nietoperzy, obecnie jest około 350.

Do budowy obiektu użyto czerwonych cegieł wytworzonych w cegielni w Kolibkach – można to zobaczyć przyglądając się ścianom i napisom umieszczonym na cegłach.

Podczas prac remontowych w zbiorniku odkryto tzw. kapsułę czasu, wmurowaną w ceglaną konstrukcję budowli. Przesyłka ma charakter listu w butelce pozostawionego najprawdopodobniej przez budowniczych tego obiektu. Z listu dało się odczytać tylko rok 1869 stąd wiadomo kiedy obiekt został wybudowany. List zostanie pokazany na wystawie w zbiorniku Sobieski.

Woda znajdująca się w zbiorniku ma wysokość 20 cm. Utrzymuje ona właściwą wilgotność oraz piją ją nietoperze.

To pozostałość po zrzucie awaryjnym, pompa jest nowoczesna. Nad pompą znajduje się otwór rewizyjny. Kiedyś pracowano tutaj z łódki.

Mam nadzieję, że zechcecie zobaczyć to miejsce w 2019 roku – naprawdę warto.
Przypomnę tylko, że już dawno temu opisałam Stację Filtrów w Warszawie – jeżeli możecie to proponuję ją również zobaczyć.

https://magictravelsaroundtheworld.wordpress.com/2015/05/25/noc-muzeow-2015/

Gdyńskie Muzeum Motoryzacji czyli muzeum stworzone przez miłośnika starych motocykli i samochodów

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , ,

Zawsze chciałam się wybrać do Gdyńskiego Muzeum Motoryzacji. Co jakiś czas radio przypomina o tym miejscu i w końcu dzisiaj udało mi się je odwiedzić.

Wysiadłam z kolejki SKM na przystanku Gdynia Chylonia

i poszłam z jakieś 500 metrów do muzeum. Mieści się ono w głębi bocznej ulicy pod adresem Żwirowa 2C.

Już kilkadziesiąt uczniów i przedszkolaków odwiedziło to miejsce. Podczas mojej obecności również grupa dzieci zwiedzała to muzeum i zwłaszcza chłopcy byli zafascynowani samochodami. Dziewczynki za to chętnie odpowiadały na pytania i doskonale wiedziały jak wygląda lejek czy kanister.

http://gmm.gdynia.pl/

Pan Witold Ciążkowski od najmłodszych lat interesował się zabytkami kultury technicznej, zwłaszcza starymi motocyklami i samochodami. Pierwszy motocykl kupił mając 8 lat za uzbierane 300 zł. Aby samemu naprawiać pojazdy ukończył Technikum Samochodowe, a potem gdy kolekcja się rozrosła zamarzył o muzeum. Pomimo wielu trudności na szczęście powstało i można tutaj oglądać ciekawe modele.

Po wejściu zakupiłam bilet za 10 zł.
W pobliżu kasy zobaczyłam czarno-białe zdjęcie zawieszone na ścianie. Przedstawiało osoby z kursu kierowców samochodów z 1929 roku.

W pobliżu stało pianino, a na nim ułożone były czarne meloniki – jak się okazało dzieci robią sobie w nich zdjęcia. Mają zatem dodatkową frajdę i pamiątkę z tego miejsca. W głębi stoją gabloty, w których są m.in. stare zdjęcia i puchary.

Nad pianinem mieści się małe pięterko, które za mojej bytności nie było jeszcze udostępnione zwiedzającym.

Muzeum ma już 10 lat.

Ponieważ na dość małej powierzchni starano się udostępnić jak najwięcej modeli to niestety nie można obejść ich dookoła, a szkoda. Standardowo muzea pokazujące modele samochodów zajmują dużą powierzchnię, a zwiedzający swobodnie przechadzają się pomiędzy modelami. Mam nadzieję, że miasto z czasem da odpowiedni budynek na taką ekspozycję.

Tak wygląda ekspozycja – to jedna uliczka z motocyklami i samochodami. Wszystkie samochody i motocykle będące w posiadaniu muzeum są oryginalne i w dodatku jeżdżące.

Wchodząc na uliczkę po lewej stronie umieszczony jest ekran, na którym wyświetlane są stare, nieme filmy. Warto się tutaj zatrzymać i obejrzeć chociaż jeden z tych zabawnych filmów.

Ten czerwony model to FIAT 500 z 1938 roku. Model został wprowadzony na rynek w 1936 roku i szybko zdobył popularność nie tylko we Włoszech ale i w całej Europie. Nie bez znaczenia na sukces miała stosunkowo niska cena samochodu. Auto nazywane było pieszczotliwie „Topolino” co po polsku znaczy „myszka”. Turyński koncern sprzedał licencję na produkcję tego auta m.in. Francji i Polsce. Model, który można obejrzeć w muzeum został wyprodukowany w Państwowych Zakładach Inżynierii w Warszawie. Niestety polsko-włoska umowa licencyjna miała jednak i gorszą stronę – zobowiązywała Polskę do zaprzestania rozwoju i produkcji własnych samochodów.

A ten model CWS M111 to motocykl z 1934 roku, który był chlubą i symbolem polskiej motoryzacji. Siedzi na nim woskowa figura motocyklisty. Nazwa CWS to skrót od Centralnych Warsztatów Samochodowych. Opracowując projekt polscy inżynierowie inspirowali się maszynami Harleya-Davidsona. Moc max 20-22 km, 3 biegowa skrzynia, prędkość
max 100 km/h.
W sumie wyprodukowano 3500 takich motocykli. Cena za jeden wynosiła w 1935 roku aż 4500 zł. Za takie pieniądze można było kupić np. fiata. Jeżeli chodzi o zarobki to nauczyciel w tym czasie zarabiał 120 zł miesięcznie, a pracownik fizyczny 80 zł.
Co ciekawe niby model ten miał nazywać się M3, ale jeden z konstruktorów przy zapisie zamiast arabskiej trójki postawił trzy pionowe kreski. Natomiast osoba odczytująca zinterpretowała to jako M111 i tak już zostało.

Ten czarny motor to INDIAN BIG CHIEF z 1941 roku. To młodszy i większy brat Chiefa z lat 20-stych. Model prezentowany w muzeum został wyprodukowany na potrzeby policji kanadyjskiej. Podczas II wojny światowej masowo zamawiała go amerykańska armia. Moc max 52 km, 3 biegowa skrzynia, prędkość max 150 km/h. Ma sprzęgło w nodze, a przednia lampka jest w kształcie głowy Indianina. Miłośnikiem tego modelu był aktor Steve McQueen. Egzemplarz, który odrestaurował i używał w latach 60-tych został sprzedany w 2013 roku na aukcji w Kalifornii za 144 000 USD.

Indian to najstarsza marka motocykli amerykańskich. Firma powstała w Springfield w 1901 roku – dwa lata wcześniej niż Harley-Davidson. W latach
20-stych XX wieku była największym producentem motocykli na świecie. W muzeum można zobaczyć model Indian Chief z 1924 roku. Nie ma tutaj przedniego hamulca, natomiast wzmocniono ramę i zamortyzowano siodełko. Standardowo motocykl malowano na kolor czerwony w odcieniu Indian Red. Moc max 18 km, 3 biegowa skrzynia, prędkość max 100 km/h.

Ten model to Raleigh wyprodukowany prawdopodobnie w 1918 roku. To jeden z najstarszych eksponatów w muzeum. Napis „war product” świadczy o tym, że był przeznaczony na cele wojskowe. Głównym elementem hamulca tarczowego jest drewniany klocek. Jedynym drzewem nadającym się do tego celu był buk. Klocki z drewna dębowego się ślizgały, a z sosnowego paliły.

A to kolejne dwa modele. Ten po lewej to Harley Davidson Model D z 1930 roku. Moc max 20 km, 3 biegowa skrzynia, prędkość max 85 km/h. Sprzedawał się znakomicie od 1929 do 1973 roku. Nazywany był „3 Cylindrowym Harleyem”.

Ten niebieski model w odcieniu California Sky to Harley Davidson WL
z 1941 roku
. Moc max 25 km, 3 biegowa skrzynia, prędkość max 129 km/h. Model ten był popularną w latach 40-stych XX wieku maszyną napędzaną silnikiem typu V-twin, zwanym także flathead. Harley Davidson to jedna z ikon kultury amerykańskiej. Firmę założyło dwóch przyjaciół: Wiliam Harley i Arthur Davidson.

Model BMW R12 prezentowany w muzeum pochodzi z 1936 roku (pierwszy pojawił się na rynku w 1935 roku). Jako pierwszy motocykl na świecie został wyposażony w przedni widelec teleskopowy. Moc max 18 km, 4 biegowa skrzynia, prędkość max 110 km/h. Wyprodukowano ponad 36 000 egzemplarzy tego modelu. Większość z nich została przejęta przez Wehrmacht.
Koncern BMW jako swoich założycieli podaje dwie osoby: Gustava Otto i Karla Rappa, którzy w Monachium na początku XX wieku niezależnie od siebie rozpoczęli działalność gospodarczą w dziedzinie lotnictwa. Znalazło to nawet odzwierciedlenie w ich logo, które pozostało niezmienione do czasów współczesnych i przedstawia stylizowany krąg śmigła w barwach Bawarii. Po przegranej przez Niemcy I wojnie światowej Traktat Wersalski wymusił na niemieckiej gospodarce wstrzymanie produkcji na cele wojskowe. Wobec braku zamówień na silniki przed firmą stanęło widmo likwidacji. Jednak zapoczątkowana w 1923 roku produkcja motocykli uchroniła firmę przed zamknięciem.

Pokażę teraz jeszcze kilka modeli samochodów znajdujących się w muzeum.

Ford V8 Super Deluxe z 1946 roku
Model został zaprezentowany osobiście przez Henry’ego Forda w 1941 roku. Produkowano te auta w praktycznie niezmienionej wersji do końca lat 40-stych XX wieku. Wersja Deluxe ma bardzo wygodne siedzenia i ogrzewaną kabinę. Dach otwiera się i zamyka hydraulicznie. Z przodu umieszczono dodatkowy zestaw świateł przeciwmgielnych. Moc max 91 km, 3 biegowa skrzynia + wsteczny, prędkość max 150 km/h.

A to już model FORD T z 1926 roku.
Słynna dewiza Henry’ego Forda głosiła: Możesz otrzymać samochód w każdym kolorze, pod warunkiem że będzie to kolor czarny.
Dlaczego czarny? Ponieważ farby w tym kolorze schły szybciej niż inne.
Ten model miał zaspokoić potrzebę taniego, łatwego w prowadzeniu i naprawie samochodu dla przeciętnej rodziny. Pierwsze modele wyprodukowano w Detroit w 1908 roku. Produkcja jednego auta trwała około 12 godzin. Z biegiem lat proces powstania auta stawał się coraz krótszy i ten model, który można oglądać w muzeum powstał w 93 minuty. To jeden z ostatnich modeli Forda T. Na świecie wyprodukowano około 15 milionów tych samochodów. Model ten zrewolucjonizował przemysł motoryzacyjny. Moc max 20 km, 2 biegowa skrzynia + wsteczny, prędkość max 60 km/h.

Ten model to CHEVROLET SUPERIOR z 1925 roku. Moc max 26 km, 3 biegowa skrzynia, prędkość max 60 km/h.

BUICK DELUXE z 1931 roku
Takim samochodem, ale w wersji opancerzonej jeździł słynny Al Capone. Ten samochód to symbol luksusu. Kosztował 2000 dolarów czyli tyle ile 6 sztuk Fordów T (Ford kosztował wtedy około 330 dolarów). Posiadał ogrzewaną kabinę, odbiornik radiowy, wycieraczki elektryczne oraz dwa koła zapasowe
(z jednej strony obręcz z oponą, a z drugiej kompletne koło). Z tyłu zamontowano kufer, który służył jako bagażnik. Moc max 116 km, 3 biegowa skrzynia, prędkość max 85 km/h.

Model poniżej to BUICK MASTER 6 z 1925 roku.
Wszystko w tym modelu, nawet powietrze w oponach, jest oryginalne. Dzięki zastosowaniu naturalnego kauczuku nie trzeba było jeszcze wymieniać opon. Podróżujący tym autem bagaże stawiali na progu, a przed wypadnięciem zabezpieczali je specjalną zasuwaną żaluzją. Rozwiązanie to było praktyczne, ale niewygodne ponieważ blokowało drzwi z jednej strony. Można było za dodatkową opłatą zamontować bagażnik z tyłu. Jest to pierwszy model Buicka posiadający ogrzewanie wewnętrzne. Wycieraczki są na podciśnienie.
Moc max 60 km, 3 biegowa skrzynia, prędkość max 70 km/h.

Mercedes 170V z 1935 roku
Do wybuchu II wojny światowej był najliczniej produkowanym autem osobowym koncernu Daimler-Benz AG. Egzemplarz, który można obejrzeć w muzeum należał do policjanta z Wolnego Miasta Gdańska Odznaki, które umieszczono z przodu to oryginalne symbole Automobilklubu Policji Drogowej Wolnego Miasta. Po wojnie samochód jeździł przez kilka lat po Gdańsku jako taksówka.
Moc max 45 km, 4 biegowa skrzynia, prędkość max 105 km/h.

Model DKW z 1936 roku
Twórcą firmy był Duńczyk – Jorgen Skafte Rasmussen. Początkowo budował maszyny parowe i stąd nazwa DKW (Dampfkraftwagen – niem. samochód parowy). Samochody zaczął konstruować w latach 20-stych XX wieku. Te auta dla ludu konstruowane były z tanich materiałów. Tylko błotniki, rama i maska były stalowe, a resztę robiono z dykty oklejonej dermatoidem. Z tego tytułu w Polsce skrót DKW rozwijano jako: dykta, klej i woda.
W logotypie z przodu są cztery nachodzące na siebie pierścienie, które obecnie kojarzą się z Audi. W latach 30-stych XX wieku symbolizowały cztery firmy: Audi, Horch, Wanderer i DKW. To one po połączeniu stworzyły koncern Auto Union GmbH. Firmowy znaczek miał wbudowany termometr rtęciowy pokazujący temperaturę wody w chłodnicy. Moc max 20 km, 3 biegowa skrzynia + wsteczny, prędkość max 95 km/h.

W muzeum można zobaczyć również elementy fasad z nieistniejących dzisiaj budynków przy ulicy Starowiejskiej czy Chylońskiej.

Mam nadzieję, że wybranymi modelami zachęciłam do zobaczenia tego miejsca. Trzymam kciuki, aby w przyszłości Muzeum otrzymało większą powierzchnię i aby można było zobaczyć wszystkie posiadane modele. Widziałam kilka takich miejsc na świecie i każde z nich cieszyło się ogromną popularnością. W najbliższym czasie opiszę kilka takich miejsc.

Jarmark Dominikański czyli jedna z atrakcji letniego sezonu w Gdańsku

Tagi

, , , , ,

W tym roku Jarmark Dominikański w Gdańsku rozpoczął się 28 lipca i potrwa do 19 sierpnia. To jedna z największych atrakcji letniego sezonu w Gdańsku i jest już na tyle znana, że co roku odwiedza go około 6 milionów gości.

W tym roku Jarmark obchodzi swoje 758-lecie. Tradycja Jarmarku św. Dominika sięga 1260 roku, kiedy to papież Aleksander IV zezwolił gdańskim dominikanom na udzielanie studniowych odpustów w dniu święta ich założyciela.
Natomiast jeden z najstarszych opisów Jarmarku pochodzi z XVI wieku kiedy to nuncjusz papieski Giulio Ruggieri napisał:
W miesiącu sierpniu odbywa się tu wielki Jarmark od św. Dominika czternaście dni i dłużej trwający, na który zbierają się Niemcy, Francuzi, Flamandy, Anglicy, Hiszpanie, Portugalczycy, i wtedy zawija do portu 400 okrętów naładowanych winem francuskim i hiszpańskim, jedwabiem, oliwą, cytrynami, konfiturami i innymi płodami hiszpańskimi, korzeniami portugalskimi, cyną i suknem angielskim.

Przybywali na Jarmark również cyrkowcy, akrobaci i kuglarze. Początkowo Jarmark odbywał się na Placu Dominikańskim. Z czasem, gdy zaczął się rozwijać, przeniósł się w okolice Wałów Jagiellońskich, ul. Długiej i nowych placów targowych: Drzewny, Sienny, Węglowy, Wąchany, Rybny – nazwy pochodziły od towarów, jakimi na nich handlowano.
Tę tradycję przerwała II wojna światowa i powrócono do niej dopiero
w 1972 roku. Wtedy była to impreza handlowa, która umożliwiała zakup deficytowych towarów. To właśnie wtedy symbolem Jarmarku stał się kogut.

Jarmark rozpoczęła ceremonia otwarcia, podczas której zaprezentowano napisany w oparciu o gdańskie muzykalia hejnał składający się z 758 nut. Każdego roku dopisywana jest jedna nuta.

W tym roku zobaczyłam bardzo dużo stoisk z rękodziełem, które jest promowane. Tak powinno to wyglądać co roku. W innych krajach, podczas jarmarków to właśnie rękodzieło jest podstawą, a nie zalewająca rynki chińszczyzna.

Rano jest mniej ludzi i łatwiej obejrzeć prezentowane wyroby oraz zrobić zdjęcia dlatego wybrałam się o tej porze.

Jest stoisko informacyjne oraz

Gospoda pod Kogutem.

Na Jarmarku można znaleźć ciekawą biżuterię, ubrania, obrazy, wazy, kubeczki, ozdobne dzwoneczki, pledy, poduszki i inne rzeczy. Poniżej pokazałam zaledwie kilka stoisk.

Wystawiają tutaj pięknie wykonane zasobniki, chusteczniki czy ładnie ozdobione koronką koszyczki.

Są też kamionki na ogórki.

Czy wiesz, że Palcówka to kiełbasa nierozerwalnie związana z Podlasiem?
Nazwa wzięła się stąd, że kiedyś była jedynie krojona i napychana palcami do cienkiego jelita. Palcówka ma wysoką zawartość czystego mięsa. Posiada charakterystyczne dla Podlasia przyprawy takie jak: gorczyca, majeranek, czosnek czy pieprz naturalny.

http://www.rarytasyzpodlasia.pl/

Znalazłam również stoiska z winami.

Oczywiście jak co roku są i stoiska z antykami.

Są też stoiska z pajdami ze smalcem i ogórkiem oraz

gorące ciastka kominkowe z Węgier.

A to już Karuzela Gdańska stojąca koło Baszty Łabędź.

Chodząc uliczkami Jarmarku można natknąć się na Halę Targową z 1896 roku. Wybudowano ją, aby zlikwidować handel uliczny. Po jej otwarciu zostały zamknięte wszystkie targi na Głównym Mieście i Starym Mieście (oprócz Targu Rybnego). Hala była czynna sześć dni w tygodniu. Podczas II wojny światowej praktycznie nie ucierpiała. Po wojnie była traktowana jako wytwór pruskiej architektury dlatego chciano ją wyburzyć w latach 60-tych XX wieku i wybudować w tym miejscu supersam. Na szczęście do tego nie doszło.
W 1999 roku, podczas badań archeologicznych odkryto pozostałości osady targowej, fundamentów romańskiego kościoła św. Mikołaja (1170 rok), cmentarza przykościelnego liczącego ponad 400 pochówków oraz pozostałości fundamentów Klasztoru Dominikanów. Znalezione materiały zostały zabezpieczone i przykryte posadzką. Częściowo są wyeksponowane w dolnej części hali.
Hala ma trzy trakty, które są wyznaczone słupami. Środkowy jest szerszy i wyższy, oświetlony w partii dachowej rzędami okien. Do wnętrza prowadzą
4 bramy umieszczone na przestrzał.

Obok hali na straganach można kupić świeże owoce i warzywa. Sama kupuję tu od lat na jednym ze stoisk moje ulubione jabłka – kosztele (prawdziwe, a nie oszukane).

Natomiast w tym zielonym budynku koło hali mieści się Piwnica Romańska, ale o niej napiszę już innym razem.

Dobrzyca – Przepiękne Ogrody Tematyczne Hortulus

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , ,

Dzisiaj odwiedziłam Ogrody Tematyczne Hortulus w Dobrzycy.

Najpierw pojechałam pociągiem z Gdańska do Kołobrzegu. Niestety pociąg był opóźniony co ostatnio ciągle mnie spotyka jeżeli chodzi o polskie pociągi. Wysiadłam na stacji Kołobrzeg i zaczęłam szukać busa jeżdżącego do ogrodów.

Okazało się, że przystanek jest naprzeciwko wyjścia z dworca. Jak widać z tabliczki nie kursuje często i może dlatego ludzie wybierają się do ogrodów głównie własnym samochodem.

A to wskazówki jak dojechać do tego miejsca.

Ponieważ miałam jeszcze trochę czasu do odjazdu busa to poszłam na śniadanie do Victor Bistro. Miejsce to znajduje się blisko dworca.

Tak kształtują się tutaj ceny. Wzięłam jajecznicę za 11 zł – była smaczna.

Następnie pojechałam busem. Bus zatrzymuje się koło wejścia do Ogrodów Tematycznych. Oznakowanie jest bardzo dobre.

Jest tutaj również Caffebar Barwinek, w którym można zjeść obiad, napić się kawy czy zjeść lody.

Poszłam do wejścia.

Następnie skierowałam się do budynku Ogród i Galeria, aby kupić bilet.

https://www.hortulus.com.pl/

Budynek ten ma ponad 1000 m² powierzchni handlowej. Można tu kupić artykuły wystroju wnętrz i ogrodów pochodzące z wielu stron świata, główną jednak tematyką są wyroby Sztuki Polskiej. Znaleźć tu można również akcesoria, materiały i narzędzia ogrodnicze. Ja kupiłam cebulki tulipanów.

Kupiłam bilet za 34 zł. Obejmował on dwie atrakcje: Ogrody Tematyczne Hortulus oraz Ogrody Hortulus Spectabilis.

Takie są opcje jeżeli chodzi o bilety.

Dostałam także mapę tego terenu. Ponieważ teren jest spory to polecam ją zabrać.

Jest tutaj również Centrum Ogrodnicze, które oferuje w stałej sprzedaży klika tysięcy gatunków i odmian roślin ogrodowych, których producentem jest Szkółka Hortulus. Posiadają również w sprzedaży rzadkie gatunki roślin pochodzące z innych szkółek europejskich.

Pojawiają się tutaj też kierunkowskazy.

Poszłam dalej do wejścia.

Pierwsze ogrody powstały w 1992 roku. Obecnie jest 28 ogrodów tematycznych, w których zaprezentowano ponad 6 tysięcy gatunków i odmian roślin, w tym gatunki egzotyczne i unikalne. Ogrody zajmują obszar ponad 4 hektarów i można je oglądać od wczesnej wiosny do zimy. Poniżej pokazałam kilka przykładowych ogrodów. Można tutaj usiąść na porozstawianych ławeczkach i altanach i zrelaksować się na łonie natury.

Zaczęłam zwiedzanie od Ogrodu Japońskiego.

Potem zobaczyłam Świerkowy Las, w którym można poleżeć na hamakach.

Odwiedziłam Hotel dla owadów.

Następnie weszłam na platformę widokową – tu jak widać wchodzi się na własną odpowiedzialność.

Z platformy widokowej widać Ogród francuski – rośliny ujarzmione i podporządkowane racjonalnym zasadom geometrii. Barokowy charakter podkreślają fontanny i rzeźby ogrodowe. Styl ogrodu francuskiego został zapoczątkowany we Francji w XVII wieku i odpowiadał barokowemu dążeniu do przepychu i bogactwa.

Sąsiaduje z nim Rosarium.

Następnie przeszłam koło Ogrodu Leśnego.

W Ogrodzie Wodnym warto przyjrzeć się żabom.

A to już Ogród biały, który kojarzy się z elegancją i niewyszukaną prostotą.

Ogród purpury i ognia – tutaj dominują barwy i odcienie czerwieni. Od purpurowo-szkarłatnej barwy kwiatów, poprzez przytłumione czerwone kolory gliny i terakoty, amfor, donic i ścieżek, aż do czerwono-brązowych źdźbeł traw i liści rozchodnika.

To Ogród niebiesko-żółty romantyczny.

Ogród pomarańczowo-żółty w stylu wiejskim. Zobaczyć tutaj można naturalne drewno, wiklinę, glinę czy polne kamienie to wszytko nadaje mu charakteru wspomnień z zapamiętanych wiejskich wakacji.

To jest Ogród lila-róż nowoczesny.

W końcu doszłam do Ogrodu Gaudiego inspirowanego dziełami Antoniego Gaudiego. W jego architekturze znajdowało zastosowanie szkło, metal i mozaika. Są tutaj rośliny klimatu śródziemnomorskiego, które w Polsce nie zimują w ogrodzie i dlatego zieleń odtwarzana jest corocznie w okresie wegetacji od nowa.

Poniżej jeszcze kilka ciekawych rozwiązań architektonicznych i kompozycji.

A na końcu wszystkich żegna Baba Jaga i Chatka z piernika.

Ponieważ zdjęcia nie oddają piękna tego miejsca to mam nadzieję, że będą one tylko zachętą do odwiedzenia Ogrodów.

Stogi – moja ulubiona plaża w Gdańsku

Tagi

, , , , , ,

Moja ulubiona plaża w Gdańsku znajduje się w dzielnicy Stogi. Położona jest na Wyspie Portowej i posiada letnie kąpielisko morskie. Z centrum Gdańska łatwo tutaj dojechać tramwajem numer 3 i 8. Blisko plaży znajduje się pętla tramwajowa i od niej można spokojnie dojść pieszo na plażę. Lepiej dojechać tutaj komunikacją miejską niż szukać miejsca na zaparkowanie samochodu.

Nim wejdzie się na plażę najpierw przechodzi się koło smażalni ryb Plaża Stogi i to właśnie rybę powinno się tutaj zamawiać, a nie inne dania.

Obok są budki z goframi i lodami. Jest też system zamgławiający przynoszący ochłodę dorosłym i frajdę dzieciom.

Następnie idzie się już tą drogą do plaży.

Blisko wejścia na plażę jest tor skimboardowy.

Plaża szeroka, piaszczysta, czysta i w dodatku na pewno każdy znajdzie tutaj spory kawałek miejsca dla siebie.

Ja zawsze idę od wejścia na prawo, z jakieś 300 metrów, aby mieć więcej wolnej przestrzeni.

Piasek jest wspaniały i dobrze robi stopom taki spacer.

A to jeszcze widok z plaży na Port Północny.

Kąty Rybackie – wspaniałe miejsce, gdzie można popływać i zjeść dobrą rybę

Tagi

, , , , ,

Kąty Rybackie to wieś, która znajduje się na terenie Mierzei Wiślanej na zachodnim brzegu Zalewu Wiślanego. Miejsce to oddalone jest od Gdańska o około 60 km. Natomiast 15 km jest z Kątów Rybackich do Krynicy Morskiej.
Jeżeli chciałabym gdzieś popływać i zjeść dobrą rybę, a mam trochę więcej czasu to właśnie jadę samochodem do Kątów Rybackich. Jest tutaj szeroka, piękna piaszczysta plaża, nie ma sinic ani zbyt dużej liczby turystów. Jednak jak widać parawany i tutaj już się pojawiły. W tym roku, właśnie w tym miejscu spędzałam swoje imieniny.

W Smażalni Rybackiej można zjeść bardzo dobrą rybę, pierogi, naleśniki i inne dania. Polecam również zupę rybną – jest pyszna. Byłam w tym miejscu już wiele razy i nigdy się nie zawiodłam. Niestety miejsce to czynne jest tylko w sezonie i jak bywam w Kątach Rybackich we wrześniu to dość długo szukam miejsca, w którym mogę zjeść dobrą rybę.

https://www.facebook.com/smazalniarybacka/

Czasem bywam również w Stegnie. Miejscowość ta oddalona jest o około 9 km od Katów Rybackich. Tak wygląda tam plaża.