FETA, czyli XXIII Międzynarodowy Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych w Gdańsku

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Już od czwartku 11 lipca zaczął się XXIII Międzynarodowy Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych w Gdańsku. Potrwa do 14 lipca 2019 roku. Jako mieszkanka Gdańska byłam już na kilku festiwalach i polecam go wszystkim.

Program jest obszerny i na szczęście niektóre przedstawienia powtarzają się i można je jeszcze zobaczyć. Dzisiaj udało mi się obejrzeć trzy przedstawienia i opiszę je poniżej.

Pierwszym przedstawieniem jakie obejrzałam było Marcina „EX” Styczyńskiego „Plucie ogniem – Fire Breathing Show”. Osoba ta ma ponad 12 lat doświadczenia w roli artysty cyrkowego. Przedstawienie wystawiano na Dolnej Bramie i trwało 40 minut. Należy przyjść szybciej, aby zająć dobre miejsca (spóźnialscy wchodzili na pobliski dach, aby mieć lepszy widok). Przedstawienie obejmowało żonglowanie, kręcenie podpalonymi linami, połykanie ognia, a nawet dmuchanie i połykanie długiego balonika. Zarówno dzieci jak i dorośli z ciekawością przyglądali się artyście. Można jeszcze obejrzeć ten pokaz w sobotę (13.07) i w niedzielę (14.7) – polecam.

Bardzo lubię pokazy grup hiszpańskich, zatem potem udałam się na widowisko grupy Always Drinking Marching Band (Stale pijąca orkiestra marszowa) z Katalonii, która występuje na ulicach od 1997 roku. Grupa składa się z muzyków, aktorów, pracowników technicznych, tancerzy i poetów. Świetnie bawili publiczność – nie pozwolili jej rozsiąść się na trawie tylko zaprosili do wspólnej zabawy. Zespół bisował i zostałam z nimi do końca, mając świadomość że spóźnię się na kolejne, wybrane przeze mnie przedstawienie. Ten występ można było obejrzeć tylko w piątek, ale Always Drinking Marching Band przyjechał też z pokazem parady, który można zobaczyć w sobotę i niedzielę (w piątek również pokazywał paradę, ale nie mogłam na niej być).

Ostatnie przedstawienie jakie zobaczyłam w piątek to godzinny spektakl „Poza czasem” Teatru AKT. Zaprezentowano publiczności metaforę podróży w czasie i przestrzeni, która prowadzi w głąb własnej wyobraźni. Jak to w wędrówce poza czasem bywa doświadczamy, poznajemy i mamy refleksje nad przemijaniem, ale też możemy spełnić marzenia i stać się kimś innym. Na pewno przedstawienie opiera się na mimice i gestach, ale dodatkowym uzupełnieniem są elementy cyrku i tańca. Mimo późnej pory chętnych na obejrzenie tego przedstawienia było bardzo dużo, a że spóźniłam się trochę to i miejsce miałam gorsze. Chciałam zobaczyć to przedstawienie ponownie, ale niestety grano je tylko w piątek od 22:15. Wszystkim bardzo się podobało i artyści dali nawet krótki bis.

Trafiłam także na jedną ze stref z Food Truckami.

Nadeszła sobota i w planach miałam obejrzenie kolejnych przedstawień.

Zaczęłam już o 16:00 od wspomnianej wcześniej parady grupy Always Drinking Marching Band. Idąc ulicami Długą i Długim Targiem grali i śpiewali. Nawiązali świetny kontakt z publicznością. Weszli także do jednego ze sklepów i widać było po ochronie tej parady, że nie wie co z tym robić. Kto zna Hiszpanów wie, że potrafią być zwariowani. Na paradę możecie wybrać się także w niedzielę o 16:00 i 18:00.

Następnie udałam się do Parku Św. Barbary, aby obejrzeć dwa, jak się okazało, niesamowite przedstawienia.
Pierwsze z nich to „Springtime” – przejaskrawiona komedia romantyczna, która trwa 25 minut. Wystawiają ją Holendrzy: Hendrick-Jan de Stuntman oraz Merel Kamp.
Kobieta i mężczyzna wchodzą, a następnie są zawieszeni na sprężynach przytwierdzonych do stalowej konstrukcji. W sztuce pokazano ich historię od „pierwszego wejrzenia” do „i żyli długo i szczęśliwie”. Niesamowita jest mimika aktorów, która daje temu przedstawieniu oklaski na stojąco. Tę komedię można jeszcze obejrzeć w niedzielę o 15:30, 17:00 i 19:00 – polecam.

Drugim przedstawieniem było „Life is Good”. Wstępuje tutaj dwóch aktorów: Claudio Levanti (Włoch) oraz Peter Kloft (Duńczyk). Ta mieszanka narodowości dodaje jeszcze atrakcji wystawianej sztuce, którą jest „Romeo i Julia” Szekspira w formie teatru lalek. Oprócz historii „Romea i Julii” jest też historia „Tony’ego i Marii”. Przygnębionego i mającego myśli samobójcze Tony’ego gra Peter Kloft, a pogodnego i starającego się mu pomóc Filippo – Claudio Levanti. Na pewno pośmiejesz się na tej sztuce. Tutaj również były owacje na stojąco i po przedstawieniu publiczność robiła sobie zdjęcia z aktorami.
Warto przyjść wcześniej, ponieważ są ławeczki i można usiąść. Chętnych na obejrzenie tej sztuki było wielu. Można zobaczyć ją jeszcze w niedzielę o 16:00 i 18:00.

Koło parku postawiono także Food Trucki.

Następnie skierowałam się na kolejny występ, który miał się odbyć na Targu Węglowym. Idąc przez ulicę Długą zobaczyłam, że w Teatrze w oknie także jest koncert.

Na Targu Węglowym pokaz dawał Jashgawronsky Brothers. Ta włoska grupa występuje od 2000 roku grając na instrumentach „z recyclingu” i ciesząc ludzi swoim poczuciem humoru. Interpretują utwory od muzyki klasycznej po folkową do bluesa. Szczególną ich cechą jest to, że wytwarzają swoje instrumenty nawet z przedmiotów codziennego użytku, takich jak plastikowe butelki, łyżeczki do kawy, puszki czy tarki. Można to zobaczyć w przedstawieniu „Popbins”, z którym tutaj przyjechali. Szkoda, że tylko pierwsze rzędy mogą docenić to widowisko. Scena powinna być wyższa, a może nawet ustawiona w zupełnie innym miejscu.

Na Targu Węglowym także poustawiano Food Trucki.

Było również Kino 9D.

Następnie przeszłam koło Ołowianki

i udałam się na ulicę Rycerską, gdzie występował Cie Bivouac z Francji. Pokazywali oni przedstawienie cyrkowe „A Corps Perdus” (Zagubione ciało), w którym akrobaci podejmowali misję odnalezienia się wzajemnie, nieustannie testując granice swojej wytrzymałości. Występowali na ciekawej konstrukcji, w której na wysokości 6 metrów, na chińskich tyczkach umieszczono trampolinę. Scenografia przesuwała się i wszystko było w ruchu co miało symbolizować, że tak naprawdę nic nigdy nie jest pewne i trzeba ciągle się dostosowywać. Artyści cyrkowi i tancerze będąc częścią tego ruchomego pokazu próbowali sięgnąć gwiazd i przekroczyć granice.

Potem poszłam już na ostatni spektakl jaki odbywał się tego dnia w Stoczni Cesarskiej o godzinie 23:30. Jak tylko zobaczyłam program to wiedziałam, że na ten pokaz chcę iść. Voala to grupa z Hiszpanii, która przyjechała zaprezentować przedstawienie „Voala Station”. Ten podniebny pokaz, w którym zawieszeni pod dźwigiem artyści wykonują powietrzne akrobacje tworząc choreograficzne kompozycje zainspirowane skokami spadochronowymi i baletem wodnym był niesamowity. Obrazom w powietrzu towarzyszyła muzyka skomponowana specjalnie na potrzeby tego pokazu i wykonywana na żywo. Artystka miała przepiękny głos. Podniebny pokaz odbywał się na wysokości około 30 metrów nad ziemią.

W niedzielę był ostatni dzień festiwalu. Kończyło go widowisko „Muare Experience” grupy Duchamp Pilot i Teatru Voala (sobotę kończył także spektakl tego teatru). Widowisko to było bardzo reklamowane. Bilet kosztował tylko 5 zł i już w piątek go kupiłam. Wiele osób chciało kupić bilety w niedzielę po obejrzeniu sobotniego, wspaniałego przedstawienia grupy Voala, ale niestety prawie wszystkie bilety sprzedano już wcześniej. Spora grupa osób oglądała jednak przedstawienie zza ustawionych płotów. Polecam kupować bilety na ostatnie przedstawienie jak najszybciej.

Duchamp Pilot to grupa brytyjsko-argentyńska znana z oryginalnego stylu muzycznego czerpiącego inspiracje z rocka progresywnego, art rocka oraz nowej fali. Spektakl ten to dialog pomiędzy koncertem rockowym, a wspaniałymi powietrznymi akrobacjami. Zobaczyć można jak bardzo „rock dodaje skrzydeł” – ostatecznie nawet wokalista Duchamp Pilot wzbił się w powietrze.

Zapraszam za rok na XXIV Międzynarodowy Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych w Gdańsku.

Reklamy

Pompejanum w Aschaffenburgu, czyli budynek wzorowany na rzymskiej willi

Tagi

, , , , , ,

Tak jak wspomniałam w poprzednim poście, po zobaczeniu Zamku Johannisburg poszłam do Pompejanum. To XIX-wieczny budynek wzorowany na rzymskiej willi, znajdujący się w Aschaffenburgu w Niemczech. Wejście główne do budynku zwrócone jest w stronę Zamku Johannisburg.

Miejsce to jest przykładem fascynacji czasami antycznymi. Ze względów atmosferycznych atrium zostało oszklone.

Na parterze ustawiono posągi Herkulesa i Fortuny.


Umieszczono tutaj także popiersia: Cezara, Nerona, Tytusa, Augustusa czy Kaliguli.

Budynek od zewnątrz pozbawiony jest niemal okien. Światło do pomieszczeń dochodziło przez dziedziniec wewnętrzny.

Na parterze domu znajdują się pokoje gościnne, kuchnia i jadalnia. Odtworzono i skopiowano wiernie mozaiki podłogowe oraz malowidła z pompejańskiego pierwowzoru.

Znajduje się tutaj również toaleta.

Na piętrze są pomieszczenia prywatne: pokój dziecięcy, sypialnie dzieci i rodziców, a także pokój gosposi.

Z tego miejsca bardzo ładnie widać Zamek Johannisburg.

Obok jest ogród i mała winnica.

Tak jak wcześniej wspomniałam poszłam jeszcze na festyn (Aschaffenburger Volksfest), który odbywał się tutaj od 20 czerwca do 1 lipca 2019 roku.

Późnym wieczorem odwiedziłam jeszcze park krajobrazowy Schönbusch, który jest jednym z parków w Bawarii. Znajduje się tutaj restauracja, w której można zjeść zarówno śniadanie jak i kolację. Obok zbudowano ten pawilon z jedzeniem, który odwiedziłam tuż przed zamknięciem.

Schloss Johannisburg w Aschaffenburgu z przepiękną wystawą modeli rzymskich budowli wykonanych z korka

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Po odwiedzeniu najpiękniejszego mostu linowego w Niemczech, o którym pisałam w poprzednim poście udałam się do miejscowości Aschaffenburg. Miejscowość ta oddalona jest od Frankfurtu nad Menem o 45 km i liczy około
70 000 mieszkańców.

Najpierw poszłam do miasta ponieważ chciałam zjeść śniadanie. Minęłam dwór Schönborn przy Wermbachstrasse w centrum Aschaffenburga. Teraz mieści się tutaj Muzeum Przyrodnicze. Obok tego budynku stworzono ogród skalny, w którym znajdują się skały z okolic miasta.

Idąc dalej zobaczyłam informację o festynie (Aschaffenburger Volksfest), który odbywał się w tej miejscowości od 20 czerwca do 1 lipca 2019. O nim napiszę później, ponieważ także udało mi się go zobaczyć.

Zjadłam śniadanie w Pano Brot and Kaffee Aschaffenburg w centrum miasta. Jedzenie było przepyszne. Zamówiłam omlet i lemoniadę.

Można zjeść tutaj także lody i ciasta.

Potem przeszłam się uliczkami tego miasta. Na jednym z budynków była data 1905 rok.

Zobaczyłam pozostałości murów miejskich.

Jest tutaj także Bazylika św. Piotra i Aleksandra (Stiftskirche St. Peter und Alexander) – najstarszy kościół w Aschaffenburgu.

Potem poszłam już w stronę zamku.

Przez miasto przepływają rzeki Men i Aschaff. Zrobiono tutaj ławeczki, aby można było posiedzieć.

Zamek widać różnych stron. Zbudowano go w stylu renesansowym w latach 1605-1614 i do 1803 roku służył jako druga rezydencja mogunckiego arcybiskupa i elektora Rzeszy Niemieckiej. Z danych historycznych wiadomo, że już w 1222 roku stał w tym miejscu średniowieczny zamek.

Obok zamku jest kilka parkingów.

Poszłam do wejścia głównego tymi schodami.

Zamek posiada ozdobną fasadę.

Blisko wejścia głównego znajduje się budynek Informacji Turystycznej, który jest wyposażony w bardzo dobre mapy i przewodniki po tym terenie.

Przeszłam przez wejście główne i weszłam na dziedziniec zamku.
Budynek posiada cztery trójkondygnacyjne skrzydła. Na każdym krańcu umieszczono wieżę z wewnętrznymi schodami prowadzącymi na wyższe kondygnacje.

Potem poszłam zwiedzić zamek. Bilet łączony na zwiedzanie zamku i Pompejanum kosztował 7 EUR.

Niestety niektóre pomieszczenia są w renowacji, m.in. ta książęca sypialnia.

Na początku weszłam do sali, w której pokazano jak bardzo zniszczony był zamek po ostatniej wojnie. Po tych zdjęciach widać ile pracy trzeba było włożyć, aby zamek wyglądał tak jak obecnie.

W sali, która kiedyś wyglądała jak na tym zdjęciu obecnie są ustawione makiety przedstawiające zamek w różnych okresach czasu.

Pierwsza makieta przedstawia zamek od początku XIII wieku do jego spalenia w 1552 roku (zamek był przez te lata sukcesywnie powiększany).

Kolejna makieta pokazuje już zamek w czasach renesansu (przetrwał w takiej formie do II wojny światowej).

Ostatnia makieta pokazuje zniszczenia wojenne.

Zobaczyłam też ten ciekawy globus z zegarem (globusuhr), który stworzył Philipp Matthaeus Hahn.

Następnie poszłam klatką schodową na wyższą kondygnację.

To co warto zobaczyć w zamku to przede wszystkim tę największą na świecie wystawę 45 modeli z korka. W trzech salach umieszczono modele starożytnych rzymskich ruin. Ja pokażę tutaj tylko kilka z nich.

Najokazalsze jest Koloseum.

Świątynia Westy w Tivoli – rzymska świątynia zbudowana na początku
I w.p.n.e.

Porta Maggiore, czyli starożytna brama w obrębie rzymskiego Muru Aureliana.

Łuk Tytusa w Rzymie ukończony w I w.n.e.

Panteon w Rzymie poświęcony był bóstwom planetarnym oraz ówcześnie panującemu cesarzowi, natomiast od VII wieku jest użytkowany jako katolicki kościół Santa Maria ad Martyres (Najświętszej Marii Panny od Męczenników).

Most drogowy Ponte Salario (Ponte Salaro), którego początki sięgają czasów rzymskich.

Potem zobaczyłam pomieszczenia, w których pokazano przepiękne meble i porcelanę.

Niestety są również pokoje słabo zagospodarowane, w których umieszczono sztukę współczesną, która tutaj nie pasuje.

Ostatnim miejscem, które odwiedziłam była kaplica zamkowa. Ołtarz i ambonę wykonał niemiecki rzeźbiarz Hans Juncker’s. W tym ołtarzu znajduje się ponad 30 rzeźb i około 150 płaskorzeźb. Ołtarz ma ponad 9 metrów wysokości.

Umieszczono tu również przykładowe materiały, z których wykonano ołtarz, takie jak alabaster, marmur czy piaskowiec. Każdy może dokładnie im się przyjrzeć.

W zamku znajduje się restauracja. Warto spróbować tutejszego wina Aschaffenburger Pompejaner.

Wyszłam z zamku i poszłam na tarasy skąd widać miejsce, w którym odbywa się wspomniany przeze mnie już wcześniej festyn.

Następnie udałam się do pawilonu śniadaniowego.

Obok tego pawilonu znajduje się Pompejanum i tam potem poszłam. To ciekawe miejsce opiszę już w następnym poście.

Geierlay – najpiękniejszy wiszący most linowy w Niemczech

Tagi

, , , , ,

Pod koniec czerwca postanowiłam pojechać do Niemiec i spełnić kolejne swoje marzenie. Z Gdańska poleciałam przez Warszawę do Frankfurtu nad Menem. Stamtąd rozpoczęłam już moją podróż samochodem. Pierwszą atrakcją był most Geierlay oddalony od Frankfurtu o około 130 km.

W miejscowości Mörsdorf znajduje się najpiękniejszy wiszący most linowy w niskim paśmie górskim Hunsrück w środkowych Niemczech. Został otwarty w 2015 roku, zatem to całkiem nowa atrakcja i bardzo dobrze rozreklamowana zwłaszcza w Niemczech. Wejście na most jest bezpłatne.

W 2015 roku, kiedy oddawano most do użytku, Geierlay był najdłuższym mostem linowym w Niemczech. Jednak już w 2017 roku otwarto w Thale, w górskim regionie Harz w Niemczech dłuższy wiszący most. Ma 450 metrów długości i zawisł 105 metrów nad dnem doliny rzeki, w poprzek której przebiega.

Przejechałam przez miasteczko Mörsdorf poszukując parkingu.

Ciężko tutaj znaleźć miejsce do parkowania zwłaszcza, gdy jest ładna pogoda. U mnie popołudnie zapowiadało się burzowo i pomyślałam, że może nie być tylu chętnych osób na zobaczenie tej atrakcji. Na opłatę za parking trzeba mieć drobne i parking kosztuje 2 EUR za 2 godziny (zależy na jakim parkingu zaparkujesz, ale są takie w pobliżu których nie ma jak rozmienić pieniędzy). Od najbliższego parkingu do mostu trzeba przejść odcinek około 1,2 km.

Gdy zaczęło padać byłam prawie na początku mojej drogi do tej atrakcji turystycznej i mogłam się schronić pod dachem otwartego garażu 🙂 Wszyscy szukali miejsca, aby przeczekać ulewę. Widziałam również całkowicie przemoczone osoby, które już wracały po zwiedzaniu mostu. Niestety od pewnego momentu tej pieszej wycieczki już nic nas nie ochroni przed deszczem.

Tak doszłam do mostu Geierlay, który wisi 100 metrów nad ziemią i ma 360 metrów długości, a waży 57 ton. Po obu jego stronach znajdują się wioski Mörsdorf i Sosberg.

Stojąc na moście zrobiłam zdjęcia obu stronom.

Jest tutaj umieszczona data zbudowania mostu – rok 2015.

A takie roztaczają się widoki z tego miejsca.

No i jeszcze taka ciekawostka. Okazuje się, że 20 procent wszystkich odwiedzających most przez niego nie przechodzi.

Nowy cmentarz żydowski i Stacja Radegast, czyli miejsca które warto zobaczyć w Łodzi

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Będąc w Łodzi odwiedziłam również Cmentarz żydowski, który został założony w 1892 roku i znajduje się w południowej części Bałut. W momencie założenia był to największy żydowski cmentarz w Europie (obecnie największym jest Berliński Cmentarz Żydowski). W okresie II wojny światowej teren cmentarza znalazł się w granicach getta.

Pojechałam tramwajem nr 1, a potem poszłam wzdłuż muru przy ulicy Brackiej.

Tak idąc doszłam do głównej bramy od ulicy Brackiej, która była zamknięta.

Wystarczyło jednak tuż przed bramą skręcić w prawo i przejść kawałek ścieżką, a następnie pójść tą ulicą, która doprowadza do kolejnego wejścia.

W budynku obok wejścia znajduje się kancelaria cmentarza, gdzie kupuje się bilety – kosztował 10 zł. Cmentarz jest zamknięty w soboty.

Cmentarze żydowskie składają się zawsze z dwóch części: przedpogrzebowej i grzebalnej.

Najpierw zobaczyłam Dom przedpogrzebowy – to jeden z największych tego typu budynków na świecie. Został zbudowany w 1898 roku i zdewastowany podczas wojny. Dopiero w 1987 roku rozpoczęto jego odrestaurowywanie.
W części przedpogrzebowej odbywa się przygotowanie zwłok do pochówku (rytualne obmycie zwłok wodą i zawinięcie ich w biały całun). Przygotowanie zwłok męskich odbywa się po prawej stronie domu przedpogrzebowego, a kobiecych po lewej. Tak przygotowane zwłoki przenosi się do części grzebalnej zwanej „wiecznym domem”.

We wnętrzu znajduje się oryginalny karawan z XIX wieku.


Przed wejściem na cmentarz, po prawej stronie ustawiono pomnik ofiar getta łódzkiego.

Wysoki mur wewnętrzny oddziela część grzebalną od części gospodarczej, obie zajmują obszar 40 ha.

Pokażę tutaj tylko kilka pomników, które na pewno warto zobaczyć.

Groby rodziny Silbersteinów.

Grób rodziny Rappaport

Przy głównej alei znajduje się grób rodziny Dawida Prussaka

Na mnie największe wrażenie zarobiło Mauzoleum Izraela Poznańskiego. Wewnątrz grobowca znajdują się dwa sarkofagi: Izraela oraz jego żony Leonii.

To mogiła czworga młodych Żydów, którzy zostali zamordowani w 1946 roku za swoje pochodzenie. Odwiedzająca cmentarz młodzież żydowska, na pamiątkę swojego pobytu, pozostawia w tym miejscu koszule z symbolami swoich szkół.

Macewy to żydowskie pomniki najczęściej w formie pionowo ustawionej, prostokątnej płyty kamiennej lub drewnianej. Zwieńczone są linią prostą, trójkątem, półkolem lub dwoma odcinkami koła. W górnej części znajduje się płaskorzeźba (ma znaczenie symboliczne ponieważ elementy symbolizują cechy zmarłego), a w dolnej inskrypcja.

Na murze wiszą tablice upamiętniające zmarłych.

Jak widać na cmentarzu ustawiane są także nowe nagrobki.

Po wyjściu z cmentarza poszłam do Parku im. Szarych Szeregów. Park powstał w latach 1961–1964 na terenach, które w czasie okupacji leżały w granicach getta żydowskiego. W tym parku ustawiono pomnik Martyrologii Dzieci w 1971 roku. Pomnik ma kształt ośmiometrowego pękniętego serca, w szczelinie którego stoi postać wychudzonego chłopca o nieproporcjonalnej budowie. Postać zaprojektowano na podstawie zdjęcia byłego więźnia obozu dziecięcego Edwarda Barana.
Pomnik jest hołdem dla dzieci i młodzieży, którzy zostali osadzeni i zamordowani w obozie „wychowawczym”, utworzonym przez Niemców na terenie łódzkiego getta. Obóz dla polskich dzieci i młodzieży (od 8 do 16 roku życia) stworzono w 1942 roku.

Przed pomnikiem umieszczono znicz i tablicę z napisem „Odebrano Wam życie, dziś dajemy Wam tylko pamięć”.

W pobliżu umieszczono także tablice z nazwami niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych.

Warto przejść się także po tym zadbanym parku.

Kolejnego dnia rano pojechałam zobaczyć Stację Radegast. Najlepiej przyjechać tutaj rano (jest zamknięta w piątek; zwiedzanie bezpłatne).
Pojechałam tramwajem numer 1 i wysiadłam na pętli tramwajowej. Następnie przeszłam kawałek pieszo – pokierowała mnie nawigacja. Minęłam stację Łódź Marysin

i zobaczyłam w oddali Stację Radegast.

Dzisiejsza Stacja Radegast została zbudowana w trakcie realizacji odcinka kolei od stacji Łódź-Widzew do Zgierza jako fragment projektowanej magistrali kolejowej z Łodzi do Brodnicy. Prace przy budowie punktu przeładunkowego rozpoczęto w 1919 roku. Ruch tymczasowy otwarto w 1926 roku.

Stacja Radegast to zabytkowy budynek kolejowy z 1941 roku. W czasie II wojny światowej była ona związana z gettem, utworzonym przez Niemców w 1940 roku w Łodzi (Litzmannstadt). Początkowo był tutaj punkt przeładunkowy żywności i surowców przeznaczonych dla ludności i zakładów pracy getta. Od stycznia 1942 roku stacja stała się miejscem, z którego wywożono ludność żydowską do obozów zagłady. Dziś budynek jest miejscem pamięci.

Umieszczona tutaj lokomotywa z wagonami pochodzi z 1944 roku.

W budynku znajdują się dokumenty i ta makieta, która wiernie odtwarza historyczny wygląd getta w granicach z maja 1942 roku. Litzmannstadt Getto było najdłużej funkcjonującym, a zarazem drugim co do wielkości miejscem koncentracji i przymusowej pracy ludności żydowskiej na ziemiach polskich okupowanych przez Niemców w czasie II wojny światowej.

Elementem ekspozycji jest także oryginalna walizka, własność Anni i Ericha Schwarz. Anni była krawcową, a Erich technikiem maszyn. Zostali oni przesiedleni transportem z Wiednia w październiku 1941 roku do getta łódzkiego, a następnie wywiezieni do obozu zagłady Kulmhof w Chełmnie nad Nerem w maju 1942 roku. Walizka została znaleziona wiele lat po wojnie na strychu jednej z łódzkich kamienic.

Następie poszłam do wnętrza Tunelu Deportowanych, w którym prezentowane są listy transportowe ofiar Zagłady.

W 1939 roku Łódź zamieszkiwało 233 000 Żydów, stanowiących 34,7% ogółu jej mieszkańców. Niemieckie oddziały wkroczyły do miasta 8 września 1939 roku, a 8 lutego 1940 roku szef policji Johannes Schäfer wydał zarządzenie, na mocy którego wszyscy mieszkający w Łodzi Żydzi musieli przenieść się na teren wytyczonej na Starym Mieście i Bałutach „dzielnicy zamkniętej”. Granice getta zamknięto 30 kwietnia 1940 roku koncentrując około 160 000 osób na obszarze 4,13 km². Tak powstało pierwsze, w pełni odizolowane od reszty miasta getto na obszarze okupowanej Polski, zarazem największe, po warszawskim.

Na końcu tunelu jest Kolumna Pamięci, w której znajduje się symboliczny Hol Miast.


Można o tym miejscu obejrzeć także krótki film.

Wiem, że te opisane przeze mnie miejsca nie znajdują się w centrum Łodzi i trudniej się do nich dostać, ale polecam je zobaczyć.

Street art i inne ciekawe miejsca w Łodzi

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Ponieważ jestem fanką street artu to odnalazłam go sporo w Łodzi. Warto iść do Informacji Turystycznej, która dysponuje bardzo dobrymi mapami łódzkiej sztuki ulicznej. Jak widać z poniższego planu murali do obejrzenia jest sporo.

W ciągu ostatnich kilku lat niektóre ponure ulice Łodzi ożyły, ponieważ dodano tam  ogromne i jaskrawo kolorowe malowidła ścienne. Projekt przekształcenia Łodzi w plenerową stałą galerię sztuki został zainicjowany przez Fundację Urban Forms w 2009 roku, której celem jest poprawa obecnego wizerunku Łodzi poprzez wspieranie i promowanie niezależnych projektów artystycznych w przestrzeni publicznej miasta.

Poniżej pokażę tylko kilka ciekawych prac.

To słynny mural Artur Rubinstein przy ulicy Sienkiewicza 18. Stworzył go brazylijski artysta Kobra w 2014 roku.

Przy ulicy Sienkiewicza 21 znajduje się dość dobrze zachowany obraz graficznego motyla reklamującego państwowe sklepy Pewexu, w których importowane towary można było kupić za dolary amerykańskie.

Mural damskiego kota stworzony przez polskiego artystę Raspazjana przy ulicy Sienkiewicza 39.

Największy ze wszystkich murali w Łodzi (30mx20m) pokazujący miasto został namalowany przez grupę „Design Future” w 2001 roku.

Przy ulicy Kilińskiego 75 można obejrzeć ten już dość zniszczony mural, który powstał w 2016 roku w ramach festiwalu „Energia Miasta”. Dementia jest dziełem Andrew „Gaii” Pisacane i pokazuje Tadeusza Kościuszkę i Thomasa Jeffersona, którzy spotkali się w USA. W swoim testamencie Kościuszko chciał, aby jego majątek w Stanach Zjednoczonych został oddany na wyzwolenie i edukację Afroamerykanów z południa kraju, jednak nigdy jego prośba nie została spełniona, co doprowadziło do podwójnego standardu wartości liberalnej demokracji, którą podkreśla mural.

Ten poniższy mural został oficjalnie odsłonięty w sierpniu 2018 roku przez artystę Andrzeja Pągowskiego z okazji pierwszej rocznicy śmierci polskiego dramaturga, eseisty i scenarzysty Janusza Głowackiego. Najbardziej znany jest z pracy przy filmach: „Wałęsa. Człowiek nadziei” i „Zimna wojna”. Tekst na muralu brzmi: „i jak tu żyć bez Głowy?”. Mural znajduje się przy ulicy Targowej 39.

Ten mural znajdujący się przy ulicy Roosevelta 5 autorstwa Aryz (Hiszpania) i braci Os Gemeos (Brazylia) został namalowany w 2013 roku dla projektu Urban Forms.

Zobaczyłam także ten mural znajdujący się przy ulicy Więckowskiego 9. Stworzył go rosyjski artysta Morik w 2014 roku.

Ten uliczny obraz bardzo mi się spodobał. Stworzył go belgijski artysta ROA w 2013 roku; znajduje się na Nowomiejskiej 7.

Przy ulicy Narutowicza 25 brazylijski artysta NUNCA stworzył w 2014 roku ten mural.

To dzieło portorykańskiego artysty Alexisa Diaza mieści się przy ulicy Kilińskiego 26.

Ten mural przy ulicy Franciszkańskiej 26 stworzyło Centrum Dialogu im. Marka Edelmana w 2017 roku. Przedstawia on dwie przyjaciółki, Stellę Szafir i Salomeę Kape, których życie zmieniło się na skutek drugiej wojny światowej. Stella była jedną z tysięcy osób, które naziści deportowali w 1942 roku do obozu Kulmhof w dzisiejszym Chełmie, gdzie zginęła w wieku 14 lat. Natomiast Saloma pozostała w getcie i przeżyła wojnę. Koncepcję muralu stworzyła Salomea i umieściła go na budynku, który kiedyś mieli jej dziadkowie.

Poszłam także zobaczyć Manufakturę, czyli atrakcję turystyczną dla przyjezdnych i miejsce spotkań łodzian.
Pod koniec XIX wieku w miejscu, gdzie teraz mieści się Manufaktura, pracowała wielka fabryka – największa w kalisko-mazowieckim okręgu przemysłowym. Wszystko zaczęło się w 1835 roku kiedy to do Łodzi przeniosła się rodzina Kalmana Poznańskiego. Kupiec ten prowadził przy Starym Rynku sklep z towarami łokciowymi i przyprawami (wybudował tam również pierwszą piętrową kamienicę). Potem rodzinny interes przejął jego syn Izrael i w 1871 roku kupił pierwsze parcele po zachodniej stronie Nowego Miasta wzdłuż ulicy Ogrodowej i rozpoczął budowę własnego „imperium bawełnianego”. Już rok później pracę rozpoczęła pierwsza tkalnia. Znajdowało się w niej dwieście angielskich krosien mechanicznych napędzanych maszyną parową. Z roku na rok fabryka się rozrastała. Powstały kolejne tkalnie, bielnik, wykańczalnia, przędzalnia, gazownia i remiza strażacka. A potem właściciel rozpoczął budowę pięknej rezydencji pałacowej (Pałac Izraela Poznańskiego). Izrael Poznański pod koniec swego życia, z majątkiem szacowanym na 11 000 000 rubli, zaliczany był do grona najzamożniejszych przemysłowców Królestwa. Po jego śmierci zarządzanie majątkiem przejął najstarszy syn – Ignacy Poznański. Dokończył on budowę rezydencji i kontynuował rozbudowę fabryki i robotniczego miasteczka wokół niej. W 1913 roku w Zakładach Bawełnianych I.K. Poznańskiego zatrudniano 7000 pracowników. Niestety w czasie I wojny światowej i potem w okresie międzywojennym nadszedł okres niepowodzeń finansowych Towarzystwa Akcyjnego Zakładów Bawełnianych I.K. Poznańskiego i zadłużona w bankach rodzina straciła pozycję w spółce.
Po II wojnie światowej Zakłady Przemysłu Bawełnianego Nr 2, nazwane imieniem Juliana Marchlewskiego, a następnie branżową nazwą „Poltex” przez kilka dekad tworzyły legendę włókienniczej Łodzi. Jednak lata 90. przyniosły liczne bankructwa i kryzys nie ominął tych zakładów. Postawiony w stan likwidacji kompleks niszczał przez kilka lat. Na szczęście podjęto decyzję o rewitalizacji tego terenu i dziś można zobaczyć jak zostało to wykonane.

Mieści się tutaj kino, teatr, wiele butików i sklepów. Są także place zabaw dla najmłodszych, klub fitness oraz restauracje i kawiarnie. Punktem centralnym jest ponad trzyhektarowy Rynek Włókniarek Łódzkich, na którym organizowane są różne imprezy. Niestety podczas mego pobytu w Łodzi popołudniami padało i stąd takie deszczowe zdjęcia.

Spróbowałam także pączka z Gorącej Pączkarni. Był bardzo dobry.

Obok Manufaktury znajduje się Pałac Izraela Poznańskiego, zwany „łódzkim Luwrem”. Niestety obecnie jest w rewitalizacji.

To nie jest wszystko co zobaczyłam w Łodzi. Jeszcze o kilku ciekawych miejscach opowiem w następnych postach.

Muzeum Kanału „Dętka”, czyli oryginalny zabytek hydrotechniki w Łodzi

Tagi

, , , , ,

Z Muzeum Farmacji udałam się do mieszczącego się pod placem Wolności Muzeum Kanału „Dętka”. Dziś zbiornik ten to zabytek. Utrzymany w dobrym stanie stał się atrakcją turystyczną, którą warto zobaczyć.

Muzeum jest czynne od maja do października. Można wejść codziennie indywidualnie lub z przewodnikiem (tylko w soboty i niedziele w godzinach:13:00, 14:00, 15:00, 16:00). Przed planowanym przyjazdem polecam sprawdzić terminy i godziny.
Za normalny bilet zapłaciłam 5 zł. Bilet z przewodnikiem kosztował 10 zł.

Budowę kanalizacji w Łodzi rozpoczęto w 1925 roku. Kanały były budowane z wykorzystaniem położenia topograficznego Łodzi (różnice poziomów w skrajnych punktach przekraczają 100 metrów). Do wybuchu II wojny światowej wybudowano w Łodzi ponad 100 km głównie dużych, murowanych kanałów. Przyłączono do nich 2709 nieruchomości. Z kanalizacji korzystała wtedy 1/3 mieszkańców miasta. Obecnie długość sieci kanalizacyjnej w Łodzi przekracza 1600 km. Jeżeli chodzi o sieć wodociągową to budowę jej rozpoczęto w 1935 roku i jej długość przekracza 2000 km.

Kanał pod placem Wolności został nazwany przez pracowników Zakładu Wodociągów i Kanalizacji „Dętką”. Jest to podziemny, owalny zbiornik na wodę, który został zbudowany w 1926 roku z myślą o płukaniu sieci kanalizacyjnej w centrum miasta.

Ma ponad 142 metry długości i mieści około 300 m³ wody. Jest połączony zasuwami ze zbiegającymi się przy placu Wolności kilkoma kanałami. Jeśli trzeba było oczyścić któryś z nich to „dętkę” napełniano wodą i po otwarciu odpowiedniej zasuwy spuszczano ją do kanału.
Dziś sieć kanalizacyjną czyszczą specjalnie przygotowane do tego samochody.

Jak widać korytarz wykonany jest z czerwonej cegły.

Wewnątrz zbiornika ustawiono gabloty, w których znajdują się różne przedmioty i dokumenty.

Na ścianach umieszczono archiwalne zdjęcia pokazujące powstawanie łódzkiej sieci kanalizacyjnej i wodociągowej.

Muzeum Farmacji znajdujące się na Placu Wolności w Łodzi

Tagi

, , , , , , , , , ,

Tak jak wspomniałam w poprzednim poście następne kroki skierowałam na Plac Wolności. To centralny plac Łodzi, położony u północnego wylotu ul. Piotrkowskiej. Plac wytyczono w 1823 roku jako rynek zakładanej wówczas osady sukienniczej. W centrum rynku usytuowano miejskie targowisko.

W 1827 roku wybudowano Ratusz Miejski oraz kościół ewangelicki Św. Trójcy. Kościół był przebudowywany i obecnie mieści się tutaj Kościół Zesłania Ducha Świętego.

Natomiast w 1857 roku powstał budynek szkoły powiatowej. Teraz mieści się tutaj Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne (budynek obok kościoła).

W 1898 roku targowisko przekształcono w reprezentacyjny plac. W 1918 roku rynek przemianowano na Plac Wolności. Z placu widać ulicę Piotrkowską.

W 1930 roku, na środku placu stanął pomnik Tadeusza Kościuszki. Został on zburzony w listopadzie 1939 roku przez niemieckie okupacyjne władze Łodzi. Pomnik odbudowano w 1960 roku. Cały pomnik ma wysokość 17 metrów. Na samej górze stoi czterometrowy posąg Tadeusza Kościuszki. W cokół wmontowano cztery płaskorzeźby odlane z brązu: przysięga na krakowskim rynku, Kościuszko z Jerzym Waszyngtonem, Kościuszko z Bartoszem Głowackim oraz podpisanie uniwersału połanieckiego.

Nieczynna i zapomniana zabytkowa miejska studnia, która powstała w latach 30. XX wieku odzyskała dawną świetność. Jej rekonstrukcją (z zachowaniem oryginalnych elementów) zajął się Łódzki Zakład Wodociągów i Kanalizacji. Dziś można ją oglądać na placu Wolności. Na ten plac dojeżdżają zarówno autobusy (m.in 59) jak i tramwaje (m.in. 15).

Tutaj mieści się Muzeum Farmacji im. prof. Jana Muszyńskiego, które znajduje się w zabytkowej kamienicy mieszczańskiej na Placu Wolności. To tutaj rozpoczęła się w 1830 roku historia łódzkiego aptekarstwa.

W bramie znajduje się informacja, z której można wyczytać, że w tym miejscu kupuje się bilet do Muzeum Kanału „Dętka” o którym napisałam kolejny post.

Najpierw zobaczyłam Muzeum Farmacji.

Odtworzono tu m.in. wnętrze apteki przełomu XIX i XX w. Zobaczyć można zabytkowe meble apteczne, naczynia do przechowywania środków leczniczych i przyrządy do wytwarzania różnych postaci leków.

Kopia obrazu Piotra Stachiewicza „Hygieia”.

Są tutaj wagi apteczne i laboratoryjne oraz moździerze żeliwne i porcelanowe.
Poniżej waga dziesiętna apteczna, która była m.in. używana do końca I wojny światowej w carskiej wojskowej służbie zdrowia. We wrześniu 1939 roku została przejęta przez służbę zdrowia Wermachtu, a w styczniu 1945 roku była w Armii Czerwonej. To tylko kilka ciekawostek dotyczących historii tej wagi.

Kopia obrazu Jana Matejki „Alchemik-Sędziwój”.

Można zobaczyć interesujące etykiety win leczniczych.
„Wino chinowe – podnieca apetyt, wzmacnia cały organizm, usuwa febry długotrwałe, blednice, a dla rekonwalescentów i dzieci jest nieocenionym środkiem. W czasie obiadu i kolacyi zażyć mały kieliszek; dla dzieci połowę tego”.

To butelka od piwa imbirowego, która pochodzi ze zbioru kamionkowych butelek pozyskanych z piwnic Boots`a, jej głównego biura w centrum Nottingham.

Na początku XIX wieku picie wód, kąpiele i wyjazdy do kurortów stały się bardzo modne. Poznano skład wody ze źródeł leczniczych i rozpoczęto produkcję sztucznych wód mineralnych. W 1824 roku uruchomiono Instytut Wód Mineralnych Sztucznych w Warszawie. Laboratoria wytwórcze przy aptekach produkujące sztuczne wody mineralne zaczęły przekształcać się w zakłady produkcyjne.

Poszłam dalej i zobaczyłam kilka ciekawych rzeczy.

Tak wyglądała maszyna sumująca z lat 20. XX wieku wyprodukowana około 1925 roku przez Burroughs Adding Machine Company.

Aparat Kocha – kocioł o podwójnym dnie zamknięty pokrywą. Służy do pasteryzacji, tyndalizacji lub dezynfekcji za pomocą pary wodnej przy normalnym ciśnieniu w temperaturze 100 °C. Źródłem pary jest woda znajdująca się na dnie kotła, podgrzewana przez system grzewczy.

Następnie poszłam zobaczyć znajdujące się w pobliżu Muzeum Kanału „Dętka”.

Ciekawe podwórka i Pasaż Róży w Łodzi

Tagi

, , , , ,

Łódź ma bardzo ciekawe podwórka i bramy. Warto zobaczyć chociaż kilka z nich. Kształt skośnych względem linii ulicy Piotrkowskiej podwórek to relikt dawnych podziałów pól.

Poniżej kamienica na ulicy Piotrkowskiej 31, która ma ciekawe podwórko.

Abram Berger wybudował kamienicę o niesymetrycznej fasadzie. Taki typ kamienicy występuje bardzo rzadko, ponieważ narusza zasadę symetrii, która była jedną z najważniejszych zasad klasycznych. W budynkach stosowano w tym czasie asymetrię, aby podkreślić m.in. bramę wjazdową, która umieszczana była w bocznej części budynku. Kamienica została zbudowana w 1899 roku i ma charakter neobarokowy. Widać głębokie loggie z oknami dużych rozmiarów, zwieńczone szczytem z małym owalnym oknem. Okna są bogato zdobione, a mansardowy dach ma owalne lukarny.

Przechodząc przez bramę wchodzi się do skośnego podwórka, które warto zobaczyć.

Na samym jego końcu, między oficynami, widać pozostałości po drewnianym moście, który znajduje się na sąsiedniej posesji przy ul. Więckowskiego. Ta oficyna nie posiada swojej klatki schodowej i aby dostać się do mieszkań na pierwszym i drugim piętrze, korzystało się z klatki schodowej prawej oficyny, a następnie z drewnianego korytarza. Most popadł w ruinę, ponieważ nie jest już wykorzystywany – od lat oficyna do której prowadzi jest niezamieszkana.

Kolejne ciekawe miejsce znajduje się przy ulicy Piotrkowskiej 3.
W połowie XIX wieku znajdował się tutaj jeden z najelegantszych budynków miasta. Zbudował go w 1853 roku Antoni Engel z przeznaczeniem na dom zajezdny, któremu nadał nazwę Hotel de Pologne (Hotel Polski). Przetrwał on do ostatniej wojny. Był wielokrotnie przerabiany i w latach powojennych utracił swój pierwotny wygląd. Po II wojnie światowej budynek stał się kamienicą czynszową. W 2015 roku przywrócono wygląd frontowej elewacji.

Z ciekawostek napiszę jeszcze, że numeracja ulicy Piotrkowskiej zmieniała się w latach 1850-1890. Wtedy była to Piotrkowska 283.

To tutaj  mieści się także Pasaż Róży, który powinniście zobaczyć jak odwiedzacie Łódź. Tworzy naturalne przejście do ulicy Zachodniej przez podwórzec Akademickiego Ośrodka Inicjatyw Artystycznych, co wyznacza nowy szlak pieszy z ulicy Piotrkowskiej. Pasaż ten trudno znaleźć – nie ma żadnych oznaczeń. Sama również prosiłam mieszkańców o jego wskazanie.

Do tego pasażu można wejść przez tę bramę pokazaną na zdjęciu wyżej, która jest otwarta od 8:00 do 22:00. Pomysłodawczynią projektu była Joanna Rajkowska (sztuczna palma na rondzie gen. Charles’a de Gaulle’a w Warszawie to też pomysł tej osoby), pasaż powstawał od 2013 roku w ramach Festiwalu Czterech Kultur. Artystka ozdobiła wewnętrzne elewacje kawałkami drobnych, nieregularnie pociętych luster. Stworzyły one mozaikę. Ważne było, aby te lustra pokryły wszelkie detale architektoniczne, takie jak ościeża, gzymsy, uskoki czy nisze. Punktem odniesienia była siatkówka, szczelnie wyściełająca dno oka, a co za tym idzie fenomen widzenia.

Dzięki tej monumentalnej mozaice z ciętych lusterek na tym ciemnym podwórku zagościła duża ilość światła.

Pasaż Róży ma również osobisty wymiar i nawiązuje do choroby córki artystki o imieniu Róża. Przeszła ona drogę od niewidzenia do widzenia, ponieważ zdiagnozowano u niej nowotwór obu oczu.

Potem udałam się na pobliski plac Wolności, na którym znajdują się dwa ciekawe muzea.

OFF Piotrkowska, czyli alternatywny kompleks wielofunkcyjny usytuowany w Łodzi

Tagi

, , ,

Będąc w Łodzi chciałam również zobaczyć OFF Piotrkowską. Kompleks ten znajduje się na terenach dawnej przędzalni i tkalni Franciszka Ramischa przy ul. Piotrkowskiej 138/140.

Przędzalnia powstawała od 1889 roku. W 1879 roku Ramisch prowadził ręczną tkalnię wyrobów bawełnianych i zatrudniał 8 robotników, którzy produkowali około 10 000 chustek. W 1889 roku fabryka posiadała już maszynę parową i 64 krosna mechaniczne oraz zatrudniała 70 robotników. W 1893 roku wybudowano przędzalnię, a potem inne budynki. W 1897 roku pracowało w niej 227 robotników, a w 1905 roku już 452.
W 1924 roku powstała Spółka Akcyjna – Fabryka Wyrobów Bawełnianych „Franciszek Ramisch”, która zatrudniała około 1000 pracowników. Produkcja firmy ograniczała się do przędzy bawełnianej.
Po upaństwowieniu mieściły się tu Łódzka Przędzalnia Przemysłu Bawełnianego, a później Zakłady Przemysłu Bawełnianego im. gen. Waltera. Od 1999 roku budynki fabryczne były wykorzystywane przez różne firmy. Pod koniec 2011 roku właściciel tego terenu – firma OPG Property Professionals, uruchomiła projekt OFF Piotrkowska Center. Efekty tej inicjatywy można teraz oglądać.

W 2014 roku OFF Piotrkowska zdobyła 1 miejsce w plebiscycie „7 nowych cudów Polski” organizowanym przez National Geographic Traveler.

Wejść do tego kompleksu można z kilku stron. To wejście od ulicy Roosevelta.

Na ścianie wisi tablica informacyjna. W kompleksie znajduje się galeria, restauracje, kawiarnie, pracownie.

W oddali widać Parafię Najświętszego Imienia Jezus przy ulicy Sienkiewicza.

A to jest wejście od ulicy Henryka Sienkiewicza.

Zjadłam tutaj śniadanie w Restauracji NÓŻ Comida y Bebida, którą polecam. Jedzenie było bardzo smaczne.