Myer Christmas Windows – najlepsze witryny świąteczne w Australii

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Uwielbiam wystawy świąteczne i miałam to szczęście, że zwiedzałam Australię od października do połowy grudnia 2018 roku. Mimo, że grudzień rozpoczyna lato w Australii i wszyscy chodzą w krótkich spodenkach i letnich bluzeczkach to celebrowanie świąt jest niesamowite.

Od 1956 roku mieszkańcy Melbourne świętują Boże Narodzenie oglądając przepięknie udekorowane witryny sklepu Myer na Bourke Street (Myer Christmas Windows). Zachwycają one australijskie rodziny i przyciągają tłumy turystów. W 2020 roku na skutek pandemii ogłoszono, że okna te nie zostaną udekorowane ruszającymi się postaciami – tak było jeszcze do września 2020 roku. Na skutek presji opinii publicznej postanowiono zmienić decyzję i udekorować świątecznie witryny. Twierdzono, że przez pandemię odwołano tak wiele rzeczy, że ta świąteczna wystawa dająca tyle radości całym rodzinom po prostu musi powstać.

W normalnych czasach cały zespół spędza rok na kreśleniu fabuły dla siedmiu okien sklepu. Zawiłości tworzenia i automatyzacji nowych postaci mogą być same w sobie siedmiomiesięcznym procesem. W tym roku zespół na udekorowanie witryn miał zaledwie kilka tygodni. To był bardzo krótki czas i zdecydowano umieścić w witrynach postaci z poprzednich lat.

Ponad 30 pracowników pracowało nad przywróceniem do życia 107 postaci z czternastu poprzednich sezonów. Niektórych nie dało się przywrócić, ponieważ były one odlewane z lateksu, a ten kruszeje.

Najstarszą postacią umieszczoną w oknie był Szczur z powieści dla dzieci „O czym szumią wierzby” (Wind in the Willows) autorstwa Kennetha Grahame’a, opublikowanej w 1908 roku. Książka w prosty i dowcipny sposób opisuje przygody zwierząt: Kreta, Szczura, Ropucha, Borsuka i Wydry. Ich wady, zalety, zamiłowania i pasje są echem ludzkich spraw i postaw życiowych. Szczur był wystawiany w oknie w 2001 roku.

Podczas mojego pobytu w 2018 roku oglądałam witryny ozdobione postaciami z powieści Alicji w Kainie Czarów (Alice in Wonderland). Autorem książki jest Charles Lutwidge Dodgson, który opublikował ją w 1865 roku pod pseudonimem Lewis Carroll. Powieść po raz pierwszy przetłumaczono na język polski w 1910 roku.

W każdym oknie narrator opowiadał fragment książki. Jak widać można podejść do samej witryny i dokładnie obejrzeć każdą postać.

Przed witrynami (zwłaszcza w ciągu dnia) było dużo ludzi, ale wszystko szło bardzo sprawnie. W każdym oknie można było wysłuchać fragmentu książki. Byłam tutaj kilka razy i polecam przyjść późnym wieczorem.

Myer ozdobił także postaciami tej powieści swoje okna w innych miastach – widziałam je w Sydney i Brisbane.

W jednym z okien ustawiono szopkę.

Jeżeli planujesz wyjazd do Australii od listopada do stycznia to koniecznie zobacz witryny Myer.

Jarmark Bożonarodzeniowy w Gdańsku w czasie pandemii

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Niestety pandemia spowodowała, że tak naprawdę nie nie ma Jarmarku Bożonarodzeniowego w Gdańsku w grudniu 2020 roku. Stworzono na stronie internetowej wirtualny jarmark, w którym zakupy można zrobić od 20 listopada do 31 grudnia 2020. Wystawcy zostali umieszczeni na mapie w kolejno ponumerowanych świątecznych domkach.

https://bozonarodzeniowy.gda.pl/

Od 1 grudnia 2020 zaczęło się odliczanie do Świąt Bożego Narodzenia i postanowiłam przejść się po mieście i zobaczyć jak wygląda oświetlony Gdańsk.

W tym roku, tak jak i w poprzednim, na Targu Węglowym ustawiono kalendarz adwentowy.

Na wyznaczonym za bramą placu znajduje się iluminowana Zaczarowana Kareta z reniferami – można do niej wsiąść i zrobić pamiątkowe zdjęcie.

Jest tutaj także Siedlisko Łosia, czyli domek przy Wielkiej Zbrojowni, w którym mieszka Łoś Lucek. Przemawia on ludzkim głosem w kilku językach.

Ustawiono jeszcze inne iluminacje: herb Gdańska, drzewka, bramy.

Stoi tutaj także wysoki na ponad 8 metrów Anielski Młyn – drewniany wiatrak z ruchomymi postaciami aniołów i świętych. Niestety w tym roku parterowa część została zamknięta – co roku znajdował się tutaj bufet gastronomiczny.

Koło Bramy Wyżynnej ustawiono taką iluminację.

Następnie poszłam ulicą Długą i tutaj znalazłam kilka budek z jedzeniem i grzanym winem.

Tak ozdobiono latarnie.

Można tutaj także kupić Goldwasser z kieliszkami w ładnych skrzyneczkach na prezent.

W różnych miejscach poustawiano lampy gazowe i można się przy nich ogrzać.

Na Długim Targu stoi choinka oraz kilka budek z jedzeniem i grzanym winem.

Zobaczcie jak pusty jest teraz Gdańsk – nigdy tak tutaj nie było w grudniu…

Przeszłam przez Zieloną Bramę i zobaczyłam kolejne budki z jedzeniem.

Stoi tutaj budka Wiśniewski, w której kupiłam wiśniówkę. Była na zimno (tę wybrałam) i gorąco.

Natomiast nieopodal bramy, na ulicy Stągiewnej ustawiono kolejną iluminację – to 10-metrowy dźwig.

Kawałek dalej, na tej samej ulicy, znajduje się Bar Mleczny. On również został świątecznie przystrojony.

Następnie przespacerowałam się Długim Pobrzeżem. Tutaj, tak jak w poprzednim roku, znalazłam choinkę zrobioną z butelek przed Restauracją OSTRO.

Restauracja Baryłka także była świątecznie ozdobiona.

W dniu 19 grudnia 2020 roku (po dwumiesięcznym remoncie w stoczni) rudowęglowiec „Sołdek” wrócił na Motławę i zacumował przy nabrzeżu Ołowianki. „Sołdek” to pierwszy, zbudowany przez polski przemysł stoczniowy, statek pełnomorski. Otrzymał nazwisko ówczesnego trasera Stoczni Gdańskiej, przodownika pracy Stanisława Sołdka.
Do 30 grudnia 1980 roku „Sołdek” odbył 1478 rejsów morskich, przewiózł ponad 3,5 miliona ton towarów, zawijając do ponad 60 portów.

Na Targu Rybnym stoi Karuzela Gdańska.

Potem zobaczyłam napis „Gdańsk” (długi na 15 i wysoki na 2,5 metra), który stoi przy Filharmonii Bałtyckiej na Ołowiance.

Następnie udałam się do Hotelu Podewils (Dom pod Murzynkiem). W zeszłym roku był przystrojony świątecznie – załączyłam na dole postu link, pod którym można to zobaczyć. Niestety, w tym roku nie ma na tym budynku żadnych ozdób.

Poszłam jeszcze na Targ Drzewny, gdzie stoi pomnik Jana III Sobieskiego.

Ten pomnik został odsłonięty we Lwowie w 1898 roku. Symbolizuje odniesione zwycięstwa i triumfy polskiego oręża. Pomnik był zwrócony ku południowemu-wschodowi, skąd zagrażało miastu niebezpieczeństwo ze strony Rosji. Pomnik stał we Lwowie do 1950 roku, potem został zdemontowany (dziś stoi tam pomnik Tarasa Szewczenki). Następnie pomnik został przewieziony do Polski i ustawiono go przed pałacem w Wilanowie. Gdańsk i Kraków starały się o pozyskanie pomnika i zdecydowano, że stanie on w Gdańsku.
Obecnie Jan III Sobieski ma także założoną maseczkę.

Więcej o tym pomniku napisałam w poniższym poście.

https://magictravelsaroundtheworld.wordpress.com/2019/08/03/759-jarmark-sw-dominika-w-gdansku/

W pobliżu pomnika znajduje się Plac im. Dariusza Kobzdeja (imię zmarłego w 1995 roku gdańskiego działacza antykomunistycznego). Tutaj także jest kilka iluminacji.

Poszłam także do galerii handlowej Forum Gdańsk, gdzie umieszczono poniższe iluminacje.

Tutaj także ustawiono choinkę.

Obok choinki stoi budka z grzańcem.

Pokazałam jak wygląda ten „niby jarmark” w 2020 roku. Poniżej jest link do postu pokazującego jarmark w 2019 roku – zobaczcie jak inaczej to wyglądało.

https://magictravelsaroundtheworld.wordpress.com/2019/12/20/jarmark-bozonarodzeniowy-w-gdansku-2019/

Po pandemii zachęcam Was jednak do odwiedzenia jarmarków w Niemczech. Według mnie są najlepsze – po prostu Niemcy mają długą tradycję w ich organizowaniu. Poniżej są linki do najstarszego i najpiękniejszego jarmarku w Dreźnie, który odwiedziłam już dwa razy.

https://magictravelsaroundtheworld.wordpress.com/2016/12/25/jarmark-bozonarodzeniowy-w-dreznie/

https://magictravelsaroundtheworld.wordpress.com/2017/12/08/drezno-jarmark-bozonarodzeniowy/

 

Życzę Wam przede wszystkim zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia!

 

Grzybobranie czas zacząć

Tagi

, , , , , , ,

Wyprawa do lasu to zawsze wspaniały czas spędzony z rodziną i znajomymi.

W dzieciństwie dziadek nauczył mnie chodzić po lesie i od tego czasu bardzo lubię zbierać grzyby, jagody i borówki. W sezonie staram się zwłaszcza pojechać po grzyby, których nie może zabraknąć na wigilijnym stole.

Ponieważ pochodzę z Pomorza to w sezonie jeżdżę do lasów koło Kościerzyny. W tym roku dopisały jagody – można je było zrywać nawet jeszcze pod koniec października.

Dużo większy problem miałam z grzybami. Z reguły wyjazdy na grzybobrania odbywają się we wrześniu i październiku. We wrześniu zeszłego roku, gdy wybraliśmy się rodziną na grzyby, tylko w jedną sobotę po 3 godzinach mieliśmy prawie 6 wiader. Natomiast w tym roku (we wrześniu) zebraliśmy zaledwie kilkanaście sztuk.

Na Pomorzu grzyby w większej ilości pojawiły się dopiero pod koniec października i na początku listopada. Pojechałam dwa razy i raz nazbierałam 317 sztuk, a drugim razem trochę ponad 200. Były przepiękne borowiki, podgrzybki, maślaki i kanie. Znalazłam także kilka zielonek.


Pamiętaj!

– Zbieraj wyłącznie te grzyby, co do których nie masz najmniejszych wątpliwości że są jadalne.
– Najlepiej zbieraj grzyby do wiklinowych koszy lub kobiałek (unika się wtedy parowania i zaparzenia grzybów).
– Grzyby należy delikatnie wykręcać z podłoża palcami lub wycinać nożykiem – w taki sposób, aby nie uszkodzić grzybni.
– Nie niszcz grzybów niejadalnych i trujących.

Las to także miejsce, w którym lubię robić zdjęcia. Światło, które przebija się przez korony drzew tworzy niesamowity teatr cieni i to sprawia, że można zrobić ciekawe ujęcia.



Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie, czyli miejsce w którym dowiesz się wszystkiego o naszym hymnie

Tagi

, , , , , , , , ,

Kiedyś wszystkie szkoły z Gdańska jeździły do Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie i słuchały powieści o tym jak powstał polski hymn. W tym miejscu uczyliśmy się także na pamięć Mazurka Dąbrowskiego.

Postanowiłam odwiedzić to muzeum po latach i zobaczyłam, że dużo się zmieniło.

Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie jest oddalone o około 55 km od Gdańska.

Blisko głównego budynku jest darmowy parking, zatem nie ma problemu z pozostawieniem samochodu. Podczas mojego pobytu było kilka samochodów spoza województwa pomorskiego.

W pobliżu parkingu stoi ta rzeźba „Orzeł Polski”, którego twórcą jest Robert Florczak. Skrzydła ptaka składają się z 248 kos (rzeźba: wys. 5 m i szer. 4,6 m).

Obecnie można zwiedzić cały obiekt, ale trzeba nałożyć maseczkę. Przed wejściem należy zdezynfekować ręce.

Do zobaczenia są dwa miejsca: dworek szlachecki oraz budynek, w którym mieści się czasowa wystawa „Symbole Niepodległej”.

Obok dworku znaleźć można pomniki przyrody. To jeden z nich – lipa drobnolistna (obwód 390 cm).

Wewnątrz budynku jest kasa i można kupić bilety zarówno za gotówkę jak i płacąc kartą.

W środku jest kilka sal. Główna wystawa prezentująca dzieje naszego hymnu została podzielona na dwie ekspozycje: „Józef Wybicki i jego czasy” oraz „Losy Mazurka Dąbrowskiego”.

W pierwszej sali dowiedzieć się można wielu ciekawych rzeczy o Józefie Wybickim.

Na ścianie umieszczono kalendarz życia i działalności politycznej Józefa Wybickiego.

Józef Rufin Wybicki urodził się 29 września 1747 w Będominie koło Kościerzyny. Był synem Piotra i Konstancji z Lniskich herbu Ostoja Pruska. Twierdził, że jego ród wywodzi się od pochodzącego z Danii wojskowego Wybena, który w 1549 roku zaciągnął się na służbę u króla Zygmunta Augusta. Odtąd jego potomkowie zamieszkiwali na Pomorzu Gdańskim i przyjęli nazwisko Wybicki.

Jego rodzina należała do średnio zamożnej szlachty. Józef Wybicki miał siedem sióstr: Mariannę, Brygidę, Barbarę, Elżbietę, Rozalię, Justynę, Konstancję (cztery wstąpiły do klasztoru) oraz brata Joachima (został księdzem). Ojciec zmarł, gdy Józef miał 12 lat.

Gdy Józef miał 6 lat został oddany na wychowanie stryjowi Franciszkowi Wybickiemu, proboszczowi skarszewskiemu i archidiakonowi pomorskiemu. Przebywał u niego 2 lata, a następnie został wysłany na naukę do jezuickiego kolegium w Starych Szkotach (wtedy było to przedmieście Gdańska), gdzie ukończył klasę poetyki (1762), a następnie retoryki (1765). Brutalne metody wychowawcze prowadzone w kolegium doprowadziły do próby wzniecenia buntu wśród uczniów przez młodego Wybickiego. Stryj Franciszek zdecydował się zabrać bratanka ze szkoły i ulokował go na praktyce w kancelarii sądu grodzkiego w Skarszewach, gdzie miał uczyć się prawa. Tutaj także Wybicki bardzo krytycznie oceniał metody nauczania polegające głównie na bezmyślnym powtarzaniu formuł.

Ród Wybickich pieczętował się herbem Rogala, należącym do najstarszych herbów szlacheckich.

Pieśń Legionów Polskich we Włoszech

Rekonstrukcja munduru legionisty polskiego we Włoszech z 1797 roku

Umundurowanie żołnierza 1 Pułku Lekkokonnego Gwardii Cesarskiej (1 Pułk Szwoleżerów – Lansjerów)

Następnie przechodzi się przez kolejne sale.

W jednym z pomieszczeń ustawiono szafę gdańską, portret Teodory z Walewskich Jabłońskiej, łoże z baldachimem z około 1830 roku, urynał (nocnik do alkowy).

W tym pokoju ustawiono gablotę z odznaczeniami jakie otrzymał Józef Wybicki:

Krzyż Oficerski Legii Honorowej – został nim odznaczony 22 lipca 1807 roku
Order Orła Białego – został nim odznaczony w 1807 roku
Medal św. Heleny Napoleon I – został ustalony dekretem Napoleona III i był wręczany wszystkim żołnierzom Napoleona I walczącym u jego boku w kampaniach z lat 1792 – 1815

Zegar gabinetowy z pozytywką wygrywający Mazurka Dąbrowskiego

W lipcu 1797 roku Józef Wybicki przybył do stacjonujących w Reggio Emilia we Włoszech legionów Jana Henryka Dąbrowskiego. To właśnie wtedy dla tych legionistów napisał Pieśń Legionów Polskich we Włoszech.

Oto tekst tego utworu:

Jeszcze Polska nie umarła,
Kiedy my żyjemy.
Co nam obca moc wydarła,
Szablą odbijemy.

Marsz, marsz, Dąbrowski,
Do Polski z ziemi włoski.
Za twoim przewodem,
Złączem się z narodem.

Jak Czarniecki do Poznania,
Wracał się przez morze,
Dla ojczyzny ratowania
Po szwedzkim rozbiorze.

Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę,
Będziem Polakami.
Dał nam przykład Bonaparte,
Jak zwyciężać mamy.

Niemiec, Moskal nie osiędzie,
Gdy jąwszy pałasza,
Hasłem wszystkich zgoda będzie
I ojczyzna nasza.

Już tam ociec do swej Basi
Mówi zapłakany:
„Słuchaj jeno, pono nasi
Biją w tarabany”.

Na to wszystkich jedne głosy:
„Dosyć tej niewoli!
Mamy racławickie kosy,
Kościuszkę Bóg pozwoli”.

Jak można zauważyć obecnie tekst został trochę zmieniony, a niektóre zwrotki usunięto.

„Pierwsza zwrotka nawiązuje do ostatniego rozbioru Polski, kiedy to 3 stycznia 1795 roku, po klęsce insurekcji kościuszkowskiej, terytorium zostało podzielone pomiędzy Rosję, Prusy i Austrię. Tekst wyraża wiarę w odzyskanie niepodległości oraz myśl o trwaniu narodu pomimo utraty państwa, jest także deklaracją walki zbrojnej polskich żołnierzy.

26 listopada 1657 roku w Poznaniu Stefan Czarniecki wziął udział w najważniejszej naradzie koalicji antyszwedzkiej (Austria – Brandenburgia- Polska). W dniu 14 grudnia 1658 roku doszło do historycznego „wracania się przez morze”. Czarniecki, wypełniając zobowiązania sojusznicze, walczył w Królestwie Duńskim ze Szwedami – podjął się zdobycia Sonderborgu na wyspie Als, podczas gdy flota duńska wiceadmirała Bredowa miała za zadanie osłonę z morza i przewiezienie wojska. Czarniecki, czekając na przeprawę i nie mając możliwości osłaniania własnych oddziałów na przeciwległym brzegu, rozkazał grupie jazdy, by przepłynęła na zagrożony odcinek – jeźdźcy wsiedli do małych barek, natomiast konie płynęły obok.

W trzeciej zwrotce Józef Wybicki przedstawił wstępne, niezrealizowane założenia szlaku bojowego Legionów Polskich. Wyzwolenie Polski miało się odbyć z południowego wschodu na zachód. Po przepłynięciu Morza Adriatyckiego i wylądowaniu na Bałkanach Legiony Dąbrowskiego przekroczyłyby najpierw Wisłę, a dopiero potem Wartę. Wybicki wspomina także Napoleona, sojusznika, przywódcy republikańskiego – w momencie powstawania pieśni Napoleon nie był cesarzem, ale dowódcą odnoszącym sukcesy militarne, dlatego według Wybickiego powinniśmy go naśladować.

W czwartej zwrotce Józef Wybicki podaje prosty sposób na odzyskanie niepodległości – to zgoda narodowa – hasło: dobro ojczyzny ponad wszystko, wtedy zaborcy nie będą mogli pozostać na polskiej ziemi. Po pokonaniu Prus i po zawarciu pokoju w Tylży zwrotka ta została usunięta z pieśni jako nieaktualna.

W piątej zwrotce występuje dziewczyna o imieniu Basia oraz płaczący ojciec oczekujący na powrót polskiego wojska. Szybko zrodził się mit dotyczący Basi – wiele osób utożsamiało ją z postacią autentyczną – Barbarą Chłapowską, drugą żoną gen. Dąbrowskiego. Jednak Dąbrowski swoją przyszłą żonę poznał dopiero w 1806 roku, a Wybicki napisał pieśń w 1797 roku. Basia i jej ojciec są zatem postaciami symbolicznymi.

W ostatniej zwrotce autor podkreślił jednomyślność Polaków. Legioniści od pierwszej chwili uważali się za kontynuatorów insurekcji kościuszkowskiej. Tadeuszowi Kościuszce, który miał stanąć na czele legionów, przypadło miejsce znaczące jako wyzwolicielowi Polski. Jednak Kościuszko, zwolniony w 1796 roku z więzienia, nigdy nie objął dowództwa nad legionami i dlatego zwrotkę tę zaczęto pomijać. ”

Już w 1807 roku Pieśń Legionów zaczęła odgrywać rolę hymnu narodowego. Gdy utworzono Księstwo Warszawskie, którego głową został król saski Fryderyk August, w Kargowej na Śląsku powitano go Mazurkiem Dąbrowskiego.

W wolnej Polsce 15 października 1926 roku Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego wydało okólnik do Kuratoriów Okręgów Szkolnych w sprawie hymnu narodowego, w którym podało 4 zwrotki tekstu i zamieściło nuty.

Po zakończeniu II wojny światowej Mazurek Dąbrowskiego pozostał polskim hymnem państwowym. W 1976 roku pojawił się zapis dotyczący hymnu polskiego w Konstytucji PRL.

To jest aktualna treść hymnu narodowego, którą powinien znać na pamięć każdy Polak.

Jeszcze Polska nie zginęła,
Kiedy my żyjemy.
Co nam obca przemoc wzięła,
Szablą odbierzemy.

Marsz, marsz, Dąbrowski,
Z ziemi włoskiej do Polski.
Za twoim przewodem
Złączym się z narodem.

Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę,
Będziem Polakami.
Dał nam przykład Bonaparte,
Jak zwyciężać mamy.

Marsz, marsz, Dąbrowski…

Jak Czarniecki do Poznania
Po szwedzkim zaborze,
Dla ojczyzny ratowania
Wrócim się przez morze.

Marsz, marsz, Dąbrowski…

Już tam ojciec do swej Basi
Mówi zapłakany –
Słuchaj jeno, pono nasi
Biją w tarabany.

Marsz, marsz, Dąbrowski

W gablotach umieszczono także gramofon przenośny z płytą z nagraniem „Jeszcze Polska nie zginęła” z 1902 roku oraz gramofon miniaturowy z płytą.

Następnie udałam się do budynku, w którym umieszczono czasową wystawę „Symbole Niepodległej”.

Na wystawie można zobaczyć Historię Godła Polskiego.

Orzeł z inicjałem Zygmunta I Starego

Orzeł z inicjałem Zygmunta Augusta

Orzeł z herbem rodowym Wazów

W gablotach umieszczono m.in. kałamarz z figurą orła, guziki oraz karty pocztowe.

Polecam odwiedzić to miejsce i zapoznać się z historią polskiego hymnu narodowego.

760 Jarmark Dominikański w Gdańsku

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , ,

Jarmark Dominikański w Gdańsku rozpoczął się 25 lipca i potrwa do 16 sierpnia 2020.  Jest otwarty od 10:00 do 20:00.

Zawsze była to jedna z największych atrakcji letniego sezonu w Gdańsku, ale przy problemach związanych z COVID-19 jest mniej wystawców i mniej odwiedzających.

O historii Jarmarku Dominikańskiego napisałam w poniższym poście:

https://magictravelsaroundtheworld.wordpress.com/2018/07/31/jarmark-dominikanski-w-gdansku/

O ostatnim jarmarku napisałam tutaj:

https://magictravelsaroundtheworld.wordpress.com/2019/08/03/759-jarmark-sw-dominika-w-gdansku/

W tym roku wybrałam się na jarmark w dzień powszedni.

W różnych miejscach znaleźć można plansze z mapą.

Znalazłam także informację, że 22 sierpnia 2020 roku ma się odbyć premiera „Żabusi” Gabrieli Zapolskiej na Scenie Letniej w Pruszczu Gdańskim.

Nie było tłumu.

Na ulicy Węglarskiej ustawiono budki, w których można znaleźć m.in. minerały, ręcznie malowane bombki choinkowe czy biżuterię. Jak widać jedni chodzą w maseczkach, a inni nie.

Następnie udałam się na ulicę Szeroką i pospacerowałam wśród budek z jedzeniem regionalnym. Znaleźć można tutaj ciastka kominkowe z Węgier,

wyroby kuchni ukraińskiej (pierogi, barszcz ukraiński, pampuchy z farszem mięsnym lub ziemniaczanym),

Lángos (czy jak wolicie „langosze”) – przysmak węgierski.

Zobaczyłam budkę z wyrobami wileńskimi

i kupiłam chleb litewski z kminkiem pieczony na tataraku. Jak ktoś lubi kminek to polecam spróbować.

W pobliżu znajduje się stoisko Kocham Oliwki i postanowiłam ich spróbować ponieważ uwielbiam oliwki. Te hiszpańskie oliwki były pyszne i dlatego podaję link do ich sklepu internetowego – warto je kupić.

https://www.kochamoliwki.pl/


Kupiłam na jarmarku: Oliwki Królewskie w zalewie pikantnej, Oliwki Królewskie w zalewie babuni oraz Oliwki Królewskie nadziewane papryczką Piri Piri. Powiem Wam, że na kolację zostały zjedzone:)

Znalazłam stoisko z polskim winem ekologicznym. Sprzedawali także wina mołdawskie.

http://potegatradycji.pl/

Na ulicy Świętego Ducha

ustawiono kramy z ubraniami, torebkami, butami i ciekawą biżuterią.

Zobaczyłam tutaj panią z narzutami na łóżka. Miała także narzutę z Jarmarkiem Dominikańskim.

Wystawia się także Atelier Design z Wrocławia – ich pasją jest szkło i ceramika. Przyjechali z pięknymi rzeczami. Więcej pokazują na stronie

http://www.atelier-design.pl/

W zeszłym roku kupiłam u nich bardzo ładny wisiorek.

Kolejnym miejscem, przed którym się zatrzymałam były  „Przyprawy Świata” Gdynia. Kupuję u nich przyprawy już od kilku lat. Tym razem kupiłam czubrycę zieloną, czubrycę czerwoną pikantną, imbir mielony, kardamon mielony i przyprawę do pizzy.

https://www.przyprawyswiata.pl/

Wystawiają się również Fontanny ogrodowe. Zachęcam do odwiedzenia strony ponieważ wykonują także kamienne balustrady, gazony z piaskowca czy świeczniki.

http://www.fontanny-ogrodowe.pl/

Na ulicy Grobla II można zobaczyć bułgarskie gliniane garnki.

https://garybulgary.pl/

Stoi także karm z Motylami Świata.

Obok znajduje się stoisko z mapami i można było pobawić się układając mapę z puzzli.

https://avocadopt.com/


Warto jeszcze kupić ser austriacki prezentowany na tym stoisku

https://kaesehuette.at/

To już wszystko co mogę Wam polecić z tegorocznego Jarmarku Dominikańskiego. Mam nadzieję, że w przyszłym roku, kiedy minie już pandemia wszystko wróci do normy i zjedzie do Gdańska jeszcze więcej wystawców, którzy pokażą piękne rękodzieło.

Kino letnie na plaży w Gdańsku

Tagi

, , , , ,

W tym roku już od 31 lipca odbywać się będzie kino letnie na plaży na Stogach w Gdańsku. Organizatorami wydarzenia są Port Gdańsk i DCT Gdańsk, a patronem medialnym Radio Gdańsk.

W każdy piątek od 31 lipca do 28 sierpnia od godziny 21:30 będzie można zobaczyć za darmo poniższe filmy:

31.07 – Jestem najlepsza. Ja, Tonya – reż. Craig Gillespie
07.08 – Za jakie grzechy, dobry Boże?- reż. Philippe de Chauveron
14.08 – Wielki Błękit – reż. Luc Besson
21.08 – Bandyta – reż. Maciej Dejczer
28.08 – Nieobliczalni – reż. David Charhon

W dniu 31 lipca było tak zimno na plaży, że zrezygnowałam z oglądania filmu „Jestem najlepsza. Ja, Tonya”. Ten amerykański film biograficzny z 2017 roku obejrzałam już dawno. Opowiada on o życiu znanej łyżwiarki figurowej Tony Harding. Zapewne osoby lubiące łyżwiarstwo figurowe pamiętają jej jazdę i słynny incydent z inną łyżwiarką – Nancy Kerrigan.
Zobaczyłam jednak przygotowania do kina letniego na plaży.

Natomiast 7 sierpnia było ciepło i pogoda zachęcała do przyjścia na plażę. Pojawiło się sporo osób, aby obejrzeć bardzo dobrą komedię „Za jakie grzechy, dobry Boże?”. To największy francuski przebój 2014 roku, który obejrzało 12 milionów nad Sekwaną. Film opowiada o czterech pięknych córkach na wydaniu i jednym marzeniu ich poukładanych i konserwatywnych rodziców – żeby dobrze wyszły za mąż. Jeżeli nie widzieliście jeszcze tego filmu to polecam zobaczyć.
Tak wygląda to miejsce z rozstawionym ekranem oraz leżakami i krzesłami.

Następnie obejrzałam film „Bandyta” z 1997 roku. Ten polsko-brytyjsko-niemiecko-francuski dramat obyczajowy to ciekawy, ale ciężki film. Opowiada o młodym recydywiście, który dzięki nowatorskiemu brytyjskiemu programowi resocjalizacji został skierowany do pracy w rumuńskim szpitalu dla sierot.

Podczas omówionych wyżej seansów nie siedziałam w strefie dla widzów, wolałam ze znajomymi usiąść z daleka na kocu. Nie było z tym problemu, ponieważ wszyscy starali się usiąść w grupach w oddaleniu od innych.

W dniu 28 sierpnia wybrałam się także na plażę, aby zobaczyć film „Nieobliczalni” – francuską komedię sensacyjną z domieszką kryminału z 2012 roku. Ludzi było mniej, ponieważ pogoda była kiepska. Postanowiłam tym razem usiąść w strefie na krzesłach – można było przesunąć krzesła i usiąść w oddaleniu.

Przy wejściu do strefy rozdawano koce i gadżety. Za każdym razem przed seansem organizator imprezy zadawał pytania konkursowe i można było wygrać nagrody.
Ponieważ był to ostatni wyświetlany film na plaży to osoby, które siedziały na oznakowanych leżakach mogły je zabrać do domu.

Zawsze przyjeżdżałam na plażę wcześniej, aby zjeść jeszcze rybę. Ceny podobne jak w zeszłym roku. Taka ryba z surówką kosztuje około 20 zł.

Jarmark Bożonarodzeniowy w Gdańsku w 2019 roku

Tagi

, , , , , , , , , , ,

W tym roku wstąpiłam na Jarmark Bożonarodzeniowy w Gdańsku. Uważam, że już jest lepiej niż w latach ubiegłych, ale i tak mamy wiele niewykorzystanego miejsca. Co roku jeżdżę na jarmarki do Niemiec i te polecam wszystkim. Jak dla mnie najpiękniejszy jarmark ma Drezno. Opisywałam go już wcześniej na blogu ponieważ byłam tam dwa razy.

Jarmark w Gdańsku odbywa się na Targu Węglowym. W tym roku rozpoczął się 23 listopada i potrwa do 1 stycznia 2020 roku.

Można tu kupić sery austriackie i góralskie, miody, swojskie wędliny, gorące ciastka kominkowe, wypieki tatarskie, pajdy chleba ze smalcem, naleśniki, mini pączki, frytki, gorącą czekoladę, grzane wino, gofry i bombki.

Odwiedziłam wspólne stoisko restauracji Szafarnia 10 w Gdańsku i Fischgarten w Gdańsku Oliwie. Bardzo miła obsługa namówiła mnie na spróbowanie śledzia z restauracji Szafarnia 10. Był bardzo smaczny. Inne osoby zamawiały pierogi, zupę tajską i smażony makaron.

Obok było stoisko z grzanym winem i postanowiłam go spróbować.

Następnie poszłam do innej budki z serami austriackimi i kupiłam trochę sera. Na niemieckich jarmarkach nauczyłam się jeść wino z serem (to jest tam bardzo popularne i sprzedawcy kroją go na kawałki, aby było wygodniej jeść).

Na plac wchodzi się przez Adwentową Bramę.

Za bamą poustawiano kolejne budki z jedzeniem. Można zjeść m.in.: bigos, kiełbasę, pierogi, langosze (specjalność charakterystyczna dla kuchni węgierskiej) czy churros.

Są hot-dogi jajeczne – to kiełbaski smażone w jajku na miejscu w specjalnej maszynie (podawane z różnymi sosami). Drugą nowością są bardzo długie frytki w rozmiarze XXL (około 30 cm każda). Frytki są robione ręcznie, na oczach klienta, podawane z sosami oraz posypkami.

Spróbowałam langosza z serem i greckiego gyrosa w chlebku pita – poprosiłam o wegetariański. Do picia kupiłam wino grzane.

Jest tutaj także stoisko z przyprawami (Przyprawy Świata), które bardzo lubię.

Na placu można również upiec kiełbaski.

Ustawiono altankę z wysokimi stolikami, przy których można zjeść kupione jedzenie.

Wystawiał się także Okocim i Soplica.

Kolejną atrakcją jest Siedlisko Łosia – to budka, w której mieszka Łoś Lucek mówiący ludzkim głosem w kilku językach. Jego głowa posiada ruchome elementy. Tutaj zawsze jest dużo rodzin z dziećmi.

Na placu ustawiono karuzelę, symulator lotu i tron.

Znajduje się tutaj także Anielski Młyn z Trzema Królami, aniołami i świętymi. W części parterowej jest bufet gastronomiczny

Po placu chodzi taka parada.

Z tego placu przechodzi się do budynku Wielkiej Zbrojowni,

w którym umieszczono stoiska z rękodziełem (były ubrania, biżuteria, ceramika, bombki).

Następnie poszłam na ulicę Długą – tak jest przystrojona.

Na Długim Targu, w pobliżu Fontanny Neptuna, ustawiono choinkę i szopkę.

Przeszłam Zieloną Bramę i weszłam na Zielony Most – most na rzece Motławie, który łączy Główne Miasto z Wyspą Spichrzów. Tu ustawiono kolejną iluminację.

Kawałek dalej stoi świąteczny żuraw.

Potem poszłam na spacer Długim Pobrzeżem i zobaczyłam przed restauracją OSTRO poniższą choinkę z butelek.

W pobliżu Baszty Łabędź stoi Karuzela Gdańska.

Następnie zobaczyłam napis „Gdańsk” na Ołowiance.

Poszłam także zobaczyć Hotel Podewils (Dom pod Murzynkiem) przystrojony świątecznie. Barokowy budynek powstał w latach 1728-1735. Pierwszym właścicielem był gdański kamieniarz – Krzysztof Strzycki. Z racji niskiego pochodzenia jeden z przedstawicieli kamieniarskiego cechu nazwał go lichym Murzynem. Z czasem jego prace były coraz bardziej doceniane. Na portalu domu celowo umieścił herb z wizerunkiem Murzyna – stąd nazwa tego budynku. Dom został zniszczony podczas II wojny światowej, a następnie odbudowany.

Tak prezentuje się Jarmark Bożonarodzeniowy w Gdańsku w 2019 roku.

Życzę wszystkim Zdrowych, Wesołych i Rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia!

Nocny spacer po Ammanie – stolicy Jordanii

Tagi

, , , , , , , , , ,

Współczesny Amman to stolica z 2 mln mieszkańców i jak widać nocnymi korkami na ulicach. Bardzo długo jechałam do hotelu. W dodatku nawigacja co jakiś czas się myliła i krążyłam samochodem dookoła.

Nocowałam w ARAB TOWER HOTEL. Z ulicy wygląda dziwnie, ale był to bardzo dobry wybór ponieważ obok znajdują się sklepy i restauracje. Jest także bardzo blisko do miejsc, które chciałam zobaczyć.

Sam hotel ma smaczne śniadania, które serwowane są na ostatnim piętrze z widokiem na miasto. Pokoje są ogrzewane, ale z wodą bywa problem – jest dostępna tylko w określonych godzinach.

Tak wyglądała łazienka i informacja o dostępności wody.

Potem poszłam na spacer i zatrzymałam się w sklepach z perfumami, gdzie wybrałam kilka zapachów.

Umieszczono je w różnej wielkości buteleczkach.

Takich perfumerii jest tutaj sporo – poniżej kolejna.

Byłam już głodna i koniecznie chciałam kupić jakiś dobry falafel. To właśnie w Ammanie, w pobliżu mego hotelu, kupiłam najtańszy podczas mego pobytu w Jordanii. Był bardzo smaczny.

A zapłaciłam za niego 0,35 dinara.

W jednym ze sklepów kupiłam kawę na prezenty.

Jadąc kilka dni wcześniej z południa na północ samochodem zajechałam wieczorem do Ammanu. Zatrzymałam się wtedy w Pizza Lover. Kupiłam pizzę i zjadłam przy samochodzie ponieważ tutaj pizze są tylko na wynos. Była bardzo smaczna.

Jeżeli chcecie kupić alkohol to w Ammanie polecam Al Anakeed Liquor Store. Mają duży wybór i dobre ceny. Pamiętajcie, że na południu Jordanii ciężko jest kupić alkohol zatem zapas proponuję zrobić wcześniej.

Następnego dnia od rana zwiedzałam Amman – miałam na to czas tylko do 17:00, ponieważ potem musiałam przemieścić się na lotnisko skąd odlatywałam do Warszawy. O tym co zobaczyłam poczytacie w następnym poście.

Qasr al-Mshatta jako przykład Pustynnego Zamku w Jordanii

Tagi

, , , , , , ,

Tak jak pisałam w poprzednim poście z Zamku Kalat al-Rabat ruszyłam do kolejnego ciekawego miejsca. Miałam do przejechania samochodem około 100 km.

Qasr al-Mshatta to ruiny pałacu zimowego Umajjadów, które znajdują się około 30 km na południe od Ammanu w Jordanii. Jest on częścią szeregu zamków, pałaców i karawanserajów znanych w Jordanii jako Pustynne Zamki.

Był budowany na zlecenie kalifa al-Walida II około 744 roku n.e., ale nigdy go nie ukończono. W tym czasie Umajjadzi walczyli przeciwko Kalifatowi Abbasydów.

Ten zrujnowany, głównie z powodu trzęsienia ziemi w czasach starożytnych, pałac odkrył około 1840 roku angielski archeolog i podróżnik Sir Austen Henry Layard.

Wapienno-ceglany kompleks składał się z holu wejściowego, meczetu, sali audiencyjnej i pomieszczenia mieszkalnego.

Południowa fasada tej budowli znajduje się w Muzeum Pergamońskim w Berlinie, ponieważ w 1903 roku sułtan Abdul Hamid II podarował ją cesarzowi niemieckiemu Wilhelmowi II. Pokazałam ją w poniższym poście:

https://magictravelsaroundtheworld.wordpress.com/2016/06/22/muzeum-pergamonskie/

Zamek zbudowano na planie kwadratu i każda ściana miała 144 m długości. Kiedyś, wzdłuż ścian stały okrągłe wieże. Budynek cechuje symetria. Rzeźbienia i dekoracje mają charakter hellenistyczny.

Wejście do kompleksu znajdowało się na południowym zachodzie, skąd przechodziło się na kwadratowy dziedziniec przed budynkiem pałacowym. Ściany fasady po obu stronach portalu wejściowego, pomiędzy dwoma wieżami, były bogato zdobione. Wchodzący do pałacu musieli przejść przez dwie bramy wejściowe. Po prawej stronie znajdował się mały meczet, a po lewej były łaźnie.

Na północ od dziedzińca można zobaczyć jeszcze pozostałości królewskiej sali audiencyjnej – ustawiono tablice informacyjne z planami tego miejsca.

W pałacu zachowała się wschodnia część fasady. Tutaj nadal można zobaczyć kamienne rzeźby i dekoracje. Niegdyś lśniący biały kamień został przez wieki odbarwiony przez brązowy pył pustyni.

W ramach wspólnego projektu Królestwa Jordanii i Niemiec, który rozpoczął się w 2013 roku, budynek ten miał zostać odrestaurowany, a zawalone części odbudowane. A tak to dziś wygląda…

Można zobaczyć tutaj pozostałości kilku małych wież, które otaczały kompleks na zewnętrznej ścianie.

Podjęto również próbę pokazania, gdzie znajdowałyby się ściany i jaki otaczałyby obszar – ten położony na ziemi, biały nowoczesny kamień ma to przedstawiać.

Obszar jest niepilnowany, niezadbany i wszystko tutaj niszczeje…

Zaczęło się ściemniać i po obejrzeniu tego miejsca pojechałam na nocleg do Ammanu.

Zamek Kalat al-Rabat górujący nad miastem Ajloun w Jordanii

Tagi

, , , , , , , ,

Z Jerash pojechałam do Ajloun (Adżlun, Ajlun) oddalonego o 20 km w którym znajduje się dobrze zachowany zamek Kalat al-Rabat (Ajloun Castle, Qala’at ar-Rabad). Widać go już z daleka, ponieważ wznosi się na wzgórzu Jabal Awf (1250 m n.p.m.).

Najpierw przejechałam przez miasto, w którym czasem trzeba podjechać samochodem ostro pod górę. Natknęłam się także na korki, zatem należy jechać ostrożnie.

Samochód trzeba zaparkować przed bramą na małym parkingu. Stał tutaj także pan proponujący kawę.

Następnie przechodzi się przez budynek, w którym jest kontrola. Nie trzeba płacić za bilet mając Jordan Pass. Zwiedzanie zajmie około godziny.

Potem idzie się trochę pod górę i po lewej stronie mija toalety. Następnie należy wejść po schodach na plac pod wejściem głównym do zamku.

Stała tutaj także ta skrzynka pocztowa.

Budowę zamku rozpoczęto pod koniec XII wieku. Miał chronić przed atakami krzyżowców i został zbudowany w taki sposób, że nigdy nie zdołali go zdobyć.

Zamek zdobyli Mongołowie. Ciekawostką jest, że trzymali tutaj w klatkach gołębie służące do przekazywania informacji między miastami.

Zwiedzając zamek można zobaczyć, dobrze zachowane, pozostałości po pomieszczeniach, w których były kiedyś kuchnia, jadalnia, spiżarnia, wędzarnia, stajnie i sypialnie.

Zamek zamieszkiwała społeczność personelu wojskowego (generałowie i żołnierze). Znajdowały się tutaj pomieszczenia mieszkalne i sypialne dla żołnierzy oraz stajnie dla koni. Te kwatery stworzono głównie na niższych poziomach zamku. Jedna taka sekcja została wyposażona w szyb służący do wentylacji i komunikacji z górnymi poziomami. Natomiast jedna z kwater żołnierzy na niższym poziomie mogła być wykorzystywana jako więzienie lub miejsce do przechowywania zapasów żywności. Duża jadalnia z widokiem na miasto Ajlun znajdowała się na trzecim poziomie.
Górny poziom był prawdopodobnie pałacem zamkowym. W zamku znajdowała się także szkoła wojskowa.

Używano tutaj katapult, mieczy, zatrutych strzał czy metalowych tarcz.

W pobliżu zamku znaleziono skórki zwierząt splecione w kule ze śladami prochu strzelniczego. Prawdopodobnie były to bomby wyprodukowane przez Ajjubidów.

W zamku znajdowały się miejsca do przechowywania ziarna, które miały drewniane podłogi, aby zapobiec wilgoci. Był tutaj piekarnik do pieczenia chleba i prasa do oliwek z systemem filtrującym. Znaleziono kawałek skóry jelenia pokrywającej słoik z pisemnym ostrzeżeniem przed wystawianiem zawartości, prawdopodobnie oliwy z oliwek, na bezpośrednie działanie promieni słonecznych. To wskazuje, że starożytni mieszkańcy zamku wiedzieli coś o tym co wiemy dzisiaj, czyli jak trzymać oliwę z oliwek z dala od bezpośredniego słońca, aby uniknąć utraty składników odżywczych.

Na jednym piętrze umieszczono małe muzeum z rzeczami, które tutaj znaleziono.

W sali tej są również zdjęcia rodziny królewskiej (Husajn ibn Talal, Abd Allah II ibn Husajn i jego syn).

Na dachu znajdował się system zbierania deszczówki i woda była filtrowana przez specjalny system (kamienie, piasek, rośliny).

W górnej i najstarszej części zamku zachowały się pozostałości małego kościoła bizantyjskiego. Odkrycie tego małego kościoła potwierdza opinię, że ​​zamek został zbudowany na ruinach klasztoru.

Pozostały ślady nawy kościoła, prezbiterium i część mozaikowej posadzki. Prezbiterium częściej nazywane było sanktuarium, w którym kapłani pełnili funkcje religijne. Na posadzce świątyni znajduje się grecki napis poświęcony diakonowi Aryano.

W centralnej części podłogi nawy można zobaczyć dekoracyjną mozaikę z bochenków chleba i dwóch ryb. Przedstawia ona cud Jezusa, który rozmnożył chleb oraz ryby i nakarmił tłum.

Górny poziom zamku oferuje piękne widoki we wszystkich kierunkach. W pogodną noc można zobaczyć także światła Jerozolimy.

Niestety po zwiedzaniu ruin Jerash oraz tego zamku pozostało już niewiele czasu. Postanowiłam jednak udać się jeszcze do jednego zamku znajdującego się w pobliżu Ammanu (stolicy Jodanii).

Po drodze zatrzymałam się przy stoisku z owocami.

Pan przygotowywał tutaj sok ze świeżych owoców. Poprosiłam o sok z granatów – był pyszny. Jeżeli zobaczycie takie kramy z owocami przy drodze to koniecznie zatrzymajcie się na chwilę i kupcie sok – naprawdę warto.

W Jordanii będziecie widzieli co jakiś czas takie samochody z owocami. Niestety żaden mijany nie miał wyciskarki, ale jeżeli chcielibyście kupić owoce to także warto się na chwilę zatrzymać i je nabyć.